Luke Perry nie żyje. Znany z serialu "Beverly Hills 90210" amerykański aktor, który wcielał się w przystojnego Dylana McKay'a, zmarł 4 marca. Pięć dni wcześniej Perry przeszedł rozległy wylew. Od razu trafił do szpitala, ale rokowania nie były zbyt dobre. Jak poinformował agent aktora, Luke Perry do końca otoczony był najbliższymi. Przy jego łóżku czuwali syn i córka, narzeczona, rodzice, a także była żona. Perry trafił do szpitala akurat w tym dniu, kiedy stacja FOX ogłosiła, że wznawia "Beverly Hills 90210" z jego oryginalną obsadą, poza Luckiem. Pozostali członkowie obsady mieli wystąpić w nowej, sześcioodcinkowej wersji kultowego serialu. Przypomnijmy, że w produkcji Aarona Spellinga zagrali m.in. Jason Priestley, Jennie Garth, Shannen Doherty, Brian Austin Green oraz Tori Spelling. Choć przez kilka ostatnich lat o aktorze było cicho, to ostatnio Luke Perry wrócił do telewizji dzięki serialowi "Riverdale". Był to oczekiwany i udany powrót. Aktor zagrał też w najnowszym filmie Quentina Tarrantino "Once Upon a Time in Hollywood", tym samym, w którym Rafał Zawierucha wciela się w Romana Polańskiego.

Luke Perry urodził się 11 października 1966 w Mansfield. Był aktorem telewizyjny, i filmowym. Największą sławę przyniosły mu występy w serialach, w tym przede wszystkim w hicie lat 90. "Beverly Hills 90210". Jego przygoda z Hollywood rozpoczęła się, odkąd wystąpił w reklamie dżinsów Levi's. Później zagrał też w teledysku.

Perry grywał też w filmach w rolach drugoplanowych. Wystąpił m.in. w  "Gorącej nocy" z Faye Dunaway i Jamesem Wilderem, w "Ostatnim dreszczu", w biograficznych "8 sekundach"  ze Stephenem Baldwinem, a także w thrillerze "Wróg". Aktora zobaczymy także w "Once Upon a Time in Hollywood" Quentina Tarrantino. Zdjęcia zostały ukończone już jakiś czas temu, ale premiera filmu zaplanowana jest dopiero na sierpień.