Ty w sukni ślubnej…? Tego chyba nikt się nie spodziewał!
(śmiech) Masz rację… Gdybyś kilka miesięcy temu powiedział mi, że wystąpię na okładce „Gali” w sukni ślubnej, nie uwierzyłabym ci!

Suknia, którą wybrałaś, jest tą wymarzoną?
Przed ślubem trudno byłoby mi się zdecydować na jedną sukienkę. Pewnie gdyby to była moja prawdziwa suknia ślubna, do ostatniego dnia umierałabym z niepewności, czy dokonałam właściwego wyboru. Decydując się na ten model, nie zdawałam sobie sprawy, że to jedyna taka sukienka na świecie – prototyp hiszpańskiego projektanta, który na pokazie miała na sobie Karolina Kurkova. Uszył ją na wymiar specjalnie dla mnie, więc tym bardziej uważam, że jest niepowtarzalna.

Kto pomagał Ci w podjęciu decyzji?
Mama, asystentka Ewa i przyjaciel, Dżaga, chociaż dla nich w każdej wyglądałam zjawiskowo. Mamie najbardziej podobały się suknie eksponujące moją figurę i te tradycyjne – z koronkami i trenem…

W tej sukience zobaczymy Cię podczas Twojego ślubu?
(śmiech) Sukienkę wybrałam na potrzeby programu, którego będę gościem 23 sierpnia na kanale TLC. To była świetna zabawa, a sukienka jest wyjątkowa i oryginalna. Chyba do siebie pasujemy…

Ależ jesteś tajemnicza!
Nie tajemnicza, ostrożna! Kiedyś byłam zbyt szczera, wydawało mi się, że jeśli opowiem w wywiadzie o kulisach swojej prywatności – rozstaniu z pierwszym mężem, rozwodzie, ludzie będą mi współczuć. Tymczasem za każdym razem musiałam płacić za szczerość wysoką cenę.

Dzisiaj to, co złe, już za Tobą. Uśmiechasz się, emanujesz pozytywną energią. Nowy związek Ci służy.
Zauważyłeś? (śmiech) Każdy, kto ma przy sobie człowieka, którego kocha, tak się zachowuje… Mówią, że najpiękniejszy uśmiech ma ten, kto wiele wycierpiał.

Po rozstaniu z Nergalem twierdziłaś, że nie zwiążesz się już nigdy z żadnym facetem, że chcesz być sama, bo związki Cię niszczą.
I przez jakiś czas rzeczywiście byłam sama. To był superokres w moim życiu – podróżowałam, przeprowadziłam się do Hiszpanii, koncertowałam. Zazwyczaj przechodziłam z jednego związku w drugi. Nie miałam czasu, żeby odpocząć, zastanowić się nad sobą, pomyśleć, co dla jest mnie jest ważne. Kiedy patrzyłam na swoich znajomych, którzy są razem, codziennie się kłócą, wydawało mi się to schematyczne. Cieszyłam się, że mam komfort, że mnie to nie dotyczy. Nie przypuszczałam, że w ciągu dwóch lat zwiążę się jeszcze z kimś na stałe. Chciałam odpocząć, ale…

Ale?
Ja po prostu jestem stworzona do życia w parze. Lubię dzielić się swoim szczęściem z osobą, którą kocham, poświęcać się dla niej.

Życie singielki jest dużo bardziej kuszące – można się bawić, randkować bez zobowiązań.
Nie wyobrażam sobie, że byłabym z facetem, który by mnie w jakikolwiek sposób ograniczał. Jeśli chodzi o imprezy – są one wpisane w życie artystów grających rock’n’rolla. Po szesnastu latach trochę mnie to jednak znudziło…

Ale rodzina to przecież przede wszystkim wyrzeczenia…
Nie, to frajda, że wszystko, co robiłeś do tej pory sam, możesz robić z kimś. Dzięki temu, że przez kilka miesięcy byłam singielką, osiągnęłam spokój i harmonię ducha. Cieszę się, że Emil tego nie zburzył.

Wchodząc w ten związek, wiedziałaś, że…
...nie powinnam popełniać tych samych błędów, które popełniałam w poprzednich moich związkach.

Co masz na myśli?
Każdą relację z byłymi partnerami traktuję jak dobrą lekcję, bo od każdego z tych mężczyzn czegoś się nauczyłam. To nie był zmarnowany czas.

 

Uczyłaś się o sobie czy o facetach?
Głównie o sobie – okazuje się, że przyciągam jeden określony typ mężczyzn, ale też o związkach w ogóle. Nie można uzależniać swojego szczęścia od drugiej osoby. Myślę, że teraz, jako 31-letnia kobieta mam do zaoferowania swojemu partnerowi o wiele więcej, niż miałam dziesięć lat temu. Nie jestem już tak bardzo skupiona na sobie – słucham, wspieram, daję ciepło. I… przygotowuję obłędnego pieczonego kurczaka z mizerią. Emil oszalał na punkcie tej potrawy! (śmiech) Ludzie, którzy Cię znają, mówią, że jesteś wybuchowa i stanowcza.

Związek z Tobą to emocjonalny rollercoaster?
Jako artystka emocjonalność mam wpisaną w CV! (śmiech) Ale czy rollercoaster? Ja po prostu nienawidzę nudy. Jestem inna niż większość kobiet, a  relacja, którą proponuję – jedyna w swoim rodzaju. Pewnie dlatego niektórym tak trudno o mnie zapomnieć…

Przyjaźnisz się ze swoimi byłymi?
Tylko z tymi, z którymi rozstałam się w zgodzie. Pozostałych, niestety, oskarżam o wszystkie wojny światowe. (śmiech)

Lubisz spędzać z Emilem czas tylko we dwoje?
Uwielbiam! Odkąd się znamy, łącznie spędziliśmy osobno może tydzień? Wszystkim wydaje się, że ciągle muszę żyć na wysokich obrotach.

A nie musisz?
Ci, którzy naprawdę mnie znają, wiedzą, że cenię sobie spokój i ciszę. Nie mam wielu przyjaciół – ograniczam się do wąskiego i zaufanego grona bliskich mi osób. Takich, na których mogę polegać i które nigdy mnie nie zawiodły. Prowadzę zamknięty dom, rzadko tutaj kogoś zapraszam – chcę zbudować intymną twierdzę, w której będziemy bezpieczni.

W związkach od początku pokazujesz swoje prawdziwe oblicze – wszystkie dobre i złe strony?
Kiedyś myślałam, że lepiej jak najszybciej to zrobić, żeby nikogo nie rozczarować. Ale życie nauczyło mnie, że to nie najlepsze rozwiązanie. Po pierwsze dlatego, że podawanie od razu całej siebie na tacy spala, po drugie – odrobina tajemnicy jest ważna dla każdej kobiety.

Faceci obawiają się takich kobiet jak Ty: silnych i zdecydowanych.
A ja nie lubię facetów, którzy są tchórzami i nie umieją poradzić sobie z takimi właśnie kobietami. Kiedy wyczuwam strach, atakuję. W ogóle najlepiej odnajduję się w towarzystwie ludzi pewnych siebie, odważnych, od których mogę czerpać pozytywną energię.

Zabiegałaś kiedyś o jakiegoś faceta?
Nigdy. Inicjatywa leży po stronie mężczyzny. To on powinien zrobić pierwszy krok.

Ale potem Ty przejmujesz pałeczkę i rządzisz w domu…
Uważam, że w związku najważniejsze jest partnerstwo. Imponują mi moi rodzice. Oboje mają bardzo silne osobowości, często się kłócą. Ale wiedzą, że w związku ważne są kompromisy, dlatego ich małżeństwo trwa już 30 lat.

Masz z nimi świetny kontakt – przyjaźnicie się, często spotykacie. To dla Ciebie wzór udanego związku?
Każdy człowiek jest inny, dlatego nie da się stworzyć „patentu na idealny związek”. Nie jestem podobna do mojej mamy, mam inne potrzeby. Mój mąż musi być moim przyjacielem, ale powinien umieć mnie oswoić.

Powiedziałaś „mąż”. Mam Cię!
(śmiech) Powoli zaczynam tak myśleć o Emilu…

 

W domach artystów często życie całej rodziny kręci się wokół ich pracy. U Was też tak jest?
Nie lubię przynosić pracy do domu. Kiedy Emil prosi mnie, żebym opowiedziała mu o jakimś evencie, mówię: „Nie chcę mi się o tym gadać, opowiem ci o czymś innym”. Cieszę się, że mam życie poza pracą. Naszą wspólną pasją są podróże – kiedy schodzę ze sceny po koncercie, często myślę, gdzie tym razem się wybierzemy? Lubię uciekać od show-biznesu na koniec świata…

Brzmisz bardzo dojrzale, nie przypominasz już dawnej Dody.
Rok temu skończyłam 30 lat. To był ważny moment w moim życiu. Zmądrzałam, nabrałam szlachetności i umiejętności szanowania własnych emocji. Nie spalam się już tak szybko, nie walczę z wiatrakami. Przygodę z show-biznesem zaczynałam w wieku 17 lat. Byłam wtedy naiwną młodą dziewczyną z małego miasta. Na oczach Polaków przeżywałam swoje rozterki: analizowałam popełniane błędy, rozstawałam z kolejnymi partnerami i cieszyłam z nowych związków.

Jesteś szczera, nikogo nie udajesz. To nie zawsze się podoba.

(śmiech) Tak uważasz? Przecież do dziś krążą plotki o PR-owcach, którzy wymyślili mój wizerunek! Ale ja, choć współpracuję z profesjonalistami, sama za niego odpowiadam. Artyści muszą być wyraziści, dlatego na początku kariery niektóre cechy swojego charakteru postanowiłam podkręcić. Kiedy wychodzi się na scenę, trzeba być na tyle wyrazistym, żeby widziały cię ostatnie rzędy. Podobnie jest w show-biznesie – jeśli nie będziesz się wyróżniać, szybko przepadniesz.

Czyli miałaś plan, jak zawojować świat?
Plan może nie… Raczej pomysł.

Madonna powiedziała kiedyś, że show-biznes jest jak trampolina – najpierw wnosi cię na szczyt, potem ściąga na dno.
Nie jestem uzależniona od sławy. Zdaję sobie sprawę, jak bardzo jest ona ulotna, dlatego staram się nie przywiązywać do popularności. Życie składa się z sukcesów i porażek – to naturalne. Średnio raz na kilka miesięcy czytam, że ktoś ogłasza mój koniec. Ludzie nie lubią takich wyrazistych postaci jak ja. Od początku swojej kariery muszę zmagać się z krytyką, ale, cóż, taką właśnie cenę płaci się za odmienność, którą w sobie kocham.

Emil akceptuje Cię taką, jaką jesteś?
Prawdziwa miłość polega na tym, że partnerzy akceptują wzajemnie wszystkie swoje wady i zalety. Ja przy Emilu nie muszę nikogo udawać.  

To była miłość od pierwszego wejrzenia?
Nie, na pewno nie z mojej strony. (śmiech)

Jak się poznaliście?
Poznała nas nasza wspólna przyjaciółka. Powiedziała, że jesteśmy do siebie bardzo podobni i kiedy rozmawia ze mną, oczami wyobraźni widzi Emila. Byłam bardzo ciekawa, kim jest ten facet…

A podobno to przeciwieństwa się przyciągają…
Nie w tym przypadku, mamy mnóstwo wspólnych cech.

Co najbardziej lubisz w Emilu?
To, że jest pogodny, spontaniczny, pełen pasji i… oddany naszej miłości.

 

Spontaniczny, czyli robi Ci niespodzianki?
Razem robimy sobie niespodzianki. Ostatnio zorganizowałam mu urodziny! Rano wręczyłam tort ze zdjęciem jego ulubionego zespołu. Potem zabrałam na lot w tunelu aerodynamicznym, a wieczorem zorganizowałam garden party u nas w domu – z jego ulubionymi potrawami i prezentami, o których marzył. Uwielbiam sprawiać mu radość!

A on czym Cię ostatnio zaskoczył?
Najpiękniejsza niespodzianka? Suknia Nicolas Jebran, w której występuję w teledysku „Nie pytaj mnie”.
Uszyta na miarę, specjalnie dla mnie. Marzyłam o niej od dawna, ale nie mogłam sobie na nią pozwolić… Jeśli chodzi o rzeczy niematerialne, uwielbiam, gdy po powrocie do domu czeka na mnie ciepły napar z imbirem… I świeże pranie – Emil uwielbia prać. (śmiech)

Masz bardzo ładny pierścionek. Tobie też się podoba?
Jest piękny, taki sobie wymarzyłam jako młoda dziewczyna. Emil sam go zaprojektował i wręczył mi podczas naszych wakacji w Grecji. Diament pochodzi z Antwerpii i jest w kształcie serca. Mężczyznę jednak mierzy się miarą prawdziwego serca, a nie pierścionka. Miłość mojego partnera jest dla mnie bezcenna.

Rozumiem, że przyjęłaś oświadczyny…?
Tak. Ale zaręczyny zachowaliśmy w tajemnicy. Poinformowaliśmy wszystkich kilkanaście dni później po powrocie do Warszawy.

Wynajęliście swoje mieszkania i oboje przeprowadziliście się do apartamentu na warszawskim Mokotowie. Jesteś dobrą gospodynią?
Umiem dbać o siebie i innych. Wyprowadzając się z domu, miałam piętnaście lat. Musiałam szybko wydorośleć i nauczyć się dbać o siebie. Za pierwsze zarobione pieniądze spłaciłam rodzicom kredyt! To było dla mnie bardzo satysfakcjonujące
uczucie.

Twoi rodzice lubią Emila? Jak wyglądało ich pierwsze spotkanie?
Zaaranżowaliśmy spotkanie z rodzicami w święta. Było naprawdę super.

Polubiliśmy się, mamy fajne relacje. Jak w Twoim domu okazywało się uczucia?
Wylewnie, szczerze i spontanicznie. Do tej pory lubię przytulać się do mamy czy spacerować z ojcem za rękę, co często wzbudza sensację. (śmiech)

Kilka lat temu mówiłaś w wywiadzie do „Gali”, że nie chcesz mieć dziecka, bo nie spotkałaś jeszcze mężczyzny, który nadawałby się na ojca Twojego dziecka. Emil jest takim facetem?
Kiedy żyje się z taką kobietą jak ja, trzeba umieć stworzyć dom, który będzie dla niej bezpieczną przystanią, a jednocześnie pozwoli jej na pozostanie niezależną kobietą. Jestem artystką, nie dam się zapędzić do pieluch i garów. Mimo to potrzebuję mężczyzny, dzięki któremu zrealizuję moje marzenia o szczęśliwej rodzinie. Wiem, że kochająca żona nie może ofiarować swojemu partnerowi piękniejszego prezentu niż dziecko. A ja lubię dawać prezenty…

A wierzysz w miłość na całe życie? Potrafisz jeszcze powiedzieć „Zawsze będę cię kochać”?
Życie potraf zaskakiwać, mówi się przecież: „Powiedz Bogu o swoich planach, a usłyszysz, jak się zaśmieje”. Ja żyję chwilą – nie rozdrapuję starych ran i nie wybiegam w przyszłość. Jeśli w danej chwili czuję, że będę z nim całe życie, mówię mu to.

Wciąż w trudnych momentach wychodzisz na taras swojego mieszkania i rozmawiasz z Bogiem?
Cały czas mam z nim kontakt, bo jestem bardzo uduchowiona. Ale teraz nie modlę się już w tak spektakularny sposób. Nauczyłam się kontemplować bez konieczności wychodzenia na taras…

 

Jesteś kolorowym ptakiem polskiej sceny muzycznej. Myślisz, że gdybyś urodziła się w Stanach, Twoja kariera wyglądałaby inaczej?
Na pewno tak. To przykre, że w polskich mediach artyści narażeni są na ciągłą krytykę i hejt. Ludzie częściej skupiają się na plotkach z naszego życia prywatnego, towarzyskich wpadkach niż na osiągnięciach zawodowych.

Uważasz, że to tylko polska przypadłość?
Moim zdaniem krytykanctwo jest naszą cechą narodową. To straszne, ale uczy się już najmłodszych, którzy za kilka, kilkanaście lat będą przecież decydować o losach kraju.  Kiedy umiera 14-latek prześladowany z powodu swojej orientacji, w internecie zamiast głosów współczucia dla rodziny pojawiają się obraźliwe komentarze i memy. Natomiast, kiedy w wypadku ginie syn znanego prezentera, rzesza zakłamanych dziennikarek staje w obronie dobrego imienia tego chłopca.

Mówisz, że języka nienawiści uczą dziennikarze. Kogo konkretnie masz na myśli?
Agnieszkę Szulim czy Karolinę Korwin-Piotrowską, które w swoich programach notorycznie naśmiewają
się z innych. Jak miałam złamany kręg szyjny i leżałam w szpitalu, Agnieszka rzucała w studiu moją tekturową podobizną i śmiała się, że jestem niepełnosprawna. Wtedy w jednym z wywiadów powiedziałam, że powinniśmy większą wagę przykładać do tego, co w telewizji oglądają dzieci, bo za chwilę będą się śmiać z siebie nawzajem. Dorastałaś w małym mieście.

Byłaś prześladowana z powodu swojej odmienności?
Napawałam się swoją wyjątkowością. Cieszyłam się, że kiedy szłam ulicą, ludzie się za mną oglądali. Myślałam wtedy: „Boże, gdybym mieszkała w dużym mieście, byłabym jedną z wielu. To straszne!”.

Miałaś wielu przyjaciół czy byłaś typem samotnika?
Typem ciekawego ludzi samotnika. Jestem nim do tej pory. Przyjaciół mam niewielu, za to wspaniałych i oddanych.

Odpoczywasz, słuchając swojej muzyki?
Odpoczywam w ciszy. Na co dzień dostaję tyle bodźców, że moje zmysły są przeciążone. Lubię być sama ze sobą.

Dorota, powiedz, co jest dla ciebie tak naprawdę ważne w życiu? Gdybyś miała stworzyć hierarchię swoich wartości, co byłoby na pierwszym, a co na ostatnim miejscu?
To ciekawe, że o to pytasz, bo ostatnio się nad tym zastanawiałam… Na pierwszym miłość i rodzina, potem praca. Na ostatnim – pieniądze. Nigdy nie przywiązywałam do nich wagi, być może dlatego same do mnie przychodziły. (śmiech)

Masz wspaniałe życie – jesteś w szczęśliwym związku, czujesz się spełniona jako artystka. Nie boisz się, że pewnego dnia obudzisz się i ten sen się skończy? Bieda, samotność – czy Ty się w ogóle nad tym zastanawiasz?
Grechuta śpiewał: „Pewien znany ktoś miał dom i sad. Zgubił nagle sens i w złe kręgi wpadł. Choć majątek prysł, on nie stoczył się. Wytłumaczyć umiał sobie wtedy, że ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy”. To moja dewiza – patrzę w przyszłość, nie rozpatruję złych rzeczy, które mi się przytrafiają w kategorii porażek. Kiedy dziś myślę o swojej przeszłości, wiem, że popełniłam kilka błędów. Ale każdy z nich był dla mnie dobrą lekcją.