Zastaję ich pogodnych, roześmianych, wręcz zarażają dobrym nastrojem. Magda i Marek uważnie czytają menu i zastanawiają się, co zjeść. Magda ma wilczy apetyt – za trzy miesiące po raz drugi zostanie mamą…

Magda Modra-Krupska: W sumie to nawet lepiej, że nie zamówiliśmy makaronu, bo kto wie, może byśmy się nim rzucali podczas wywiadu. (śmiech)

Aż tak iskrzy między Wami? Rozumiem, drugie dziecko w drodze, ale żeby od razu szło „na makarony”?

Marek Krupski: A gdy już jesteśmy przy jedzeniu, to w naszym związku jest tak, że to Magda wspaniale gotuje, a ja – zazwyczaj – testuję i próbuję.

Magda: To prawda, że uwielbiam gotować. Ale nigdy nie robię tego wedle przepisu. W kuchni improwizuję.  Potrafię być tak samo spontaniczna za kuchennym blatem, jak na co dzień jestem w życiu.

Kobieta w ciąży ma wyostrzony smak, jest wrażliwa na zapachy. Marek pewnie wie najlepiej, jak to teraz „smakuje” i wygląda…

Magda: Nie przesadzajmy. W kuchni polskiej jestem tradycjonalistką. Na kombinowanie pozwalam sobie, jeśli gotuję coś z kuchni włoskiej albo hinduskiej.

Marku, Twoja żona za trzy miesiące rodzi. Jesteś w 24-godzinnej gotowości i biegasz w środku nocy po korniszony, śledzie albo bezę?

Marek: Wyobraź sobie, że mnie to nie spotyka. Pamiętam, jak pod koniec pierwszej ciąży wręcz prosiłem Magdę, żeby czegoś się jej wyjątkowo zachciało, bo wszyscy wokół opowiadali, że żona przy nadziei może mieć wyjątkowo wyostrzony smak. A Madzia była bardzo grzeczna. Jedno, co pamiętam, to że częściej niż zazwyczaj miała ochotę na… suszone pomidory.

Magda: A mój mąż liczył na to, że obudzę go o drugiej w nocy i powiem: „Za 15 minut chcę zjeść świeże truskawki”.

Marek: Nie mogę – nawet gdybym chciał – na ciężarną żonę narzekać.

Magda: Na nieciężarną chyba również? I nie ciesz się jeszcze tak bardzo, bo rodzę za trzy miesiące. Sporo może się zmienić. Ostrzegam!

Marek: Na razie jesteś bardzo grzeczna: wcześniej się kładziesz spać i nie narzekasz. Nuda, panie…

Nie do końca. Siedzą przede mną bardzo aktywni zawodowo i ciekawi życia ludzie. Magdo, próbowałaś swoich sił niemal wszędzie: z wykształcenia jesteś aktorką, grałaś w filmach, serialach i warszawskiej Operze Narodowej, brałaś udział w telewizyjnych reality show, takich jak „Bar” czy „Amazonki”, teraz prowadzisz swój program w Polsat Café. Z kolei Ty, Marku, zajmujesz się biznesem, ale jesteś także aktorem grającym w serialach. Miałeś również okazję poznać od podszewki pracę w policji kryminalnej…

Magda: …i na tym nie koniec, bo jesteśmy jeszcze: żoną, mężem, partnerami oraz rodzicami naszej 7-letniej córki Mii.

Marek: Znając moje i Magdy charaktery oraz podejście do życia – na tym, co wymieniłeś, na pewno się nie zatrzymamy. (śmiech)

 

Chociażby przez to Wasz związek z jednej strony musi być bardzo ciekawy, ale momentami też trudny, bo każde z Was ma swoje pasje, inną ciekawość świata, pragnienia,  ambicje. Jak to wszystko godzicie?

Magda: Tak naprawdę to jedno od drugiego zaraża się pasją życia. Tak było chociażby z aktorstwem. Kiedy poznałam Marka, pracował w poważnej korporacji i nie miał nic wspólnego z aktorstwem ani, generalnie, z show-biznesem.

Marek: Wtedy w moim życiu przechodziłem mocny etap korporacyjny, który trwał już dobrych kilkanaście lat. Po drodze miałem także swoje firmy. Byłem typowym człowiekiem biznesu. O tym, co kryje się pod pojęciem show-biznes, dowiadywałem się wyłącznie z telewizji i gazet. Magda była pierwszą osobą ze świata mediów, jaką osobiście poznałem. Kiedy się poznaliśmy, mieszkała już w Warszawie, a ja nadal w Poznaniu, z którego oboje pochodzimy. Przez pierwsze kilka miesięcy trwania naszego związku było tak: kończyłem pracę, wsiadałem wieczorem do samochodu i jechałem do Warszawy, do Magdy. Dzięki temu  pamiętałem niemal każdy kamień na trasie Poznań – Warszawa. (śmiech)

Magda: To były cudowne lata naszej młodości.

Marek: Kochanie, jeszcze wszystko przed nami!

Magda: Kiedy przypominam sobie, jak niedawno uczyłam Marka jeździć na rolkach, to zgadzam się, że młodość jeszcze przed nami. (śmiech) To był naprawdę piękny obrazek. Prawie czterdziestolatek – za rękę z siedmiolatką, naszą córką, i żoną – próbuje stawiać niezdarne kroki, mając rolki na nogach. Działo się!

Zanim się spotkaliście, byliście zupełnie innymi ludźmi. Zmieniliście się od tamtej pory?

Marek: Ja? Diametralnie.

Magda: Ja natomiast aż tak bardzo się nie zmieniłam. Wierzę, że trafił swój na swego. Chciałabym, żeby tak było do końca... Jesteśmy z Markiem połówkami jabłka, które idealnie się dopasowały.

Marek: Spotkałem cię w dobrym momencie życia. To Madzia mnie uratowała, sprowadzając na dobrą drogę…

W jaką ślepą uliczkę zabrnąłeś?

Marek: Aż tak źle to ze mną nie było. Prowadziłem po prostu dość burzliwe życie kawalera – faceta bardzo aktywnie żyjącego zarówno towarzysko, jak i zawodowo. Ten związek z Magdą sprawił, że zaczęły się dla mnie liczyć w życiu zupełnie inne sprawy. Związaliśmy się 10 lat temu, wzięliśmy ślub, założyliśmy rodzinę. To jest dzisiaj na pierwszym miejscu. Magda utemperowała nieco mój charakter. Bo ile razy zdarzyło mi się za wysoko unieść głowę, to ona potrafiła mądrze sprowadzić mnie na ziemię. Jesteśmy wobec siebie szczerzy i przez to również potrafimy bardzo siebie wspierać i sobie pomagać.

Magda: Kłótnie, sprzeczki, różnice zdań są oczywiście między nami, jak w każdym zdrowym związku. To normalne. Tyle że nie rzucamy w siebie talerzami, nożami i wspomnianym wcześniej makaronem. W sprzeczce jestem spokojna i konsekwentna, chcę doprowadzić do momentu, że wszystko sobie z Markiem wyjaśniamy. Drążę temat: „Ale jak to jest w końcu? Tak czy tak?”. Musi nastąpić rozwiązanie problemu.

Marek: To kolejna rzecz, której nauczyła mnie właśnie Magda. Żeby wyjaśniać sprawy do samego końca, a nie dusić ich w sobie i nie czekać, aż wybuchną, bo wtedy rzeczywiście może być dużo gorzej.

Magda: Zanim się poznaliśmy, każde z nas przechodziło przez inne, czasami burzliwe związki. One dawały nam doświadczenia i były po to, żebyśmy wyciągali wnioski. Myślę, że również dzięki nim dojrzałam na tyle, że kiedy poznałam Marka, mogłam stwierdzić, że to z nim chciałabym spędzić resztę życia.

Marek: To była miłość. Od pierwszego wejrzenia! Nie patrz na nas z niedowierzaniem. To prawda. Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem Madzię – a było to w taksówce – od razu się w niej zakochałem.

Magda:  Powiedziałeś mi wtedy, że uwierzyłeś w słowa swojego ojca, od którego usłyszałeś kiedyś: „Jak poznasz tę drugą połówkę, no to będziesz wiedział, że to jest właśnie ona”. Marek, możesz dalej mówić o tej taksówce, a ja sobie zjem zupę, zanim wystygnie.

Pokochałeś Magdę, a niedługo potem – dzięki niej – zostałeś aktorem.

Magda: Trudno, najwyżej zupa wystygnie, ale to ja muszę o tym opowiedzieć. Kiedy się poznaliśmy, to ja chodziłam na castingi i często prosiłam męża: „Chodź ze mną na chwilę, tylko podjadę do studia, zagram coś, oni to zarejestrują i wracamy”. Marek bardzo często mi towarzyszył, czekając na korytarzu albo w samochodzie. Kilka dni potem zaczęły oddzwaniać różne agencje. Kiedy odbierałam telefon z nadzieją, że dostałam tę czy inną rolę, słyszałam w słuchawce: „Magda, bo ty wczoraj byłaś tu z takim kolegą. Słuchaj, czy on jest w naszej agencji? Czy on coś robi w branży?”. Zwracał uwagę, szczególnie kobiet. (śmiech)

Marek: Na początku nie chciałem przyjmować tych propozycji, ale potem Magda przekonała mnie do tego. Kocham wyzwania, więc i to podjąłem. Pierwszy raz stanąłem na planie reklamy. Spróbowałem i okazało się, że jest to nawet fajne zajęcie, a do tego w miarę dobrze płatne.

Magda: Jedna reklama, druga, szósta, siódma – ja mówię: „O co chodzi? Mam gwiazdę w domu!?”.

Gwiazda dogryza gwieździe. Prowadzisz w Polsat Café program ,,100 rzeczy, które irytują twojego faceta”. Marku, bywasz wiernym widzem swojej żony?

Marek: Tak, uwielbiam oglądać Magdę. Fakt, była kiedyś jedna taka scena, ale to w serialu, która wywołała moją ogromną zazdrość. Magda całowała się z innym aktorem. Bardzo to przeżywałem i ciężko mi było na to patrzeć. Na szczęście nauczyłem się dystansu do naszej pracy. To bardzo ważne.

 

A czy Wasza córka Mia ogląda rodziców?

Marek: Namiętnie.

Magda: Ale coraz częściej już nie robi to na niej wrażenia. Nieraz mówię do niej: „Myszko, zobacz, mama jest w telewizji”. A ona: „A, dobra” i macha ręką.

Marek: Mia ma już na koncie debiut filmowy. Zagrała ostatnio małą rolę w serialu „Malanowski i Partnerzy”.

Magda: Po tej przygodzie musieliśmy ją nieco sprowadzić na ziemię, bo przez parę godzin „chodziła  w chmurach”. Mia niemal od urodzenia była oswojona z pracą, jaką wykonujemy. Kiedy było to już możliwe, zaczęliśmy zabierać ją na plan, jeśli na przykład trzeba było wyjechać poza Warszawę. Nie po to, by grała, tylko nie chcieliśmy się z nią rozstawać. Towarzyszyłam Markowi w Gdyni podczas jego zdjęć do serialu „Linia życia”, a i Marek z Mią często podążali za mną...

Marek: Tak, staramy się jak najwięcej rzeczy robić wspólnie. Chcemy być blisko siebie.

Magda: Kiedy urodziła się nasza córka, nie wywróciliśmy naszego życia do góry nogami, jak to zwykle bywa w rodzinach: że teraz siedzimy w domu i zamykamy się przed światem, a najważniejsze są pieluchy. Od początku traktowaliśmy Mię jak naszego partnera. Poza tym próbowaliśmy kolejno z trzema nianiami i było ciężko, bo żadna się nie sprawdziła. Konieczność zabierania córeczki ze sobą wygrała.

Marek: Na początku, kiedy Mia przyszła na świat, nie potrafiłem się spakować. (śmiech) Zamykaliśmy drzwi domu, wsiadałem do samochodu i… wracałem, chyba ze trzy razy, bo zapominałem albo podgrzewacza, albo mokrych chusteczek, a jak wróciłem po chusteczki, to zostawiłem torbę z przecieranymi zupkami.

Jednak macierzyństwo i tacierzyństwo zmieniają…

Magda: Każdy w życiu dojrzewa. Mając 20 lat, zachowujesz się przecież inaczej, niż kiedy masz 33, rodzinę, dziecko oraz wynikające z tego obowiązki. Na pewno się zmieniłam, ale nie całkowicie. Dalej jestem tą samą nieustępliwą Magdą, co kiedyś. Chociaż zauważyłam, że dzisiaj częściej jestem w stanie pójść na kompromis.

Kilka osób, po tym jak zostałaś mamą i żoną, nie mogło poznać tej charakternej blondynki sprzed lat, o której sama mówisz. Zostało jeszcze z niej coś w Tobie?

Magda: Charakterna pozostałam, ale dzisiaj wiem, kto jest najważniejszy. Moja córka i Marek. Dojrzałam, dokonuję zupełnie innych wyborów, także zawodowych. Muszę być taką matką, aby Mia miała we mnie autorytet. W show-biznesie zaczynałam pracować 12 lat temu. Miałam sporo czasu, żeby się wyszumieć i wyszaleć. Niedługo urodzę drugą córkę, dla której wybraliśmy już z Markiem imię – Mila. To zobowiązuje. Dorosłam również zawodowo i dzisiaj chciałabym skoncentrować się na innych projektach niż jeszcze pięć lat temu. Właśnie pracuję nad nowym programem dla Polsat Café. Będzie to coś innego niż dotychczas, ale nie mogę jeszcze zdradzać szczegółów.

Jesteś spełniona?

Magda: I tak, i nie. Lubię to, co robię, cieszę się z nowych wyzwań, jak wspomniany mój nowy program, ale tęsknię także za aktorstwem, w którym czuję, że mogę jeszcze wiele zrobić.

Marzysz o konkretnej roli?

Magda: Na przykład takiej, na potrzeby której mogłabym przejść całkowitą metamorfozę, jak chociażby Charlize Theron w głośnym filmie „Monster”.

Jesteście z Markiem 10 lat. To sporo jak na show-biznes, w którym tendencja jest odwrotna. Newsy o rozwodach czy rozstaniach spływają każdego dnia. Trudno jest ochronić miłość i więź, kiedy ma się na karku tabloidy, paparazzich oraz bezlitosny internet. Wy znaleźliście jakiś sposób?

Marek: Znalazłem złoty środek, który polega na tym, że muszę cały czas walczyć o Magdę. Zdobywać ją jak myśliwy. Bo jeśli facet zdobędzie już wszystko, to wyrusza na kolejne polowanie… A ja wciąż jestem na tym samym. (śmiech)

Magda, czujesz się jak prawdziwa zwierzyna łowna? Podoba Ci się to?

Magda: To fajne, że jestem dalej zdobywana, ale też wiem, że i ja muszę zdobywać, bo jeszcze tak do końca Marka nie posiadłam. On wprawdzie powtarza, że mam go w małym palcu, ale ja już swoje wiem.

Jak na niego „polujesz”? Masz swoje sposoby?

Magda: Hm… Nie mogę ofiarować Markowi tak od razu wszystkich całusów. I potrafię tak całować, żeby mój mąż czuł niedosyt…