Niedawno skończyłaś 40 lat. Przy tej okazji napisałaś na swoim koncie na Instagramie, że zaczynasz siebie lubić. Jaka była Twoja droga do samoakceptacji?

Idę nią od dawna, małymi krokami. Nie było tak, że nagle, kończąc 40 lat, pomyślałam: „Będę lubić siebie”. Pracuję nad tym, odkąd pamiętam. Kiedyś składałam się z kompleksów. Skupiałam się na tym, co mi się w sobie nie podobało.

A co Ci się nie podobało?

Wiele rzeczy – np. przeszkadzało mi to, że gdy się uśmiecham, to widać mi dziąsła. Zawsze nosiłam spodnie lub długą spódnicę, bo nie mam nóg jak modelka. Kiedyś było tak, że jeśli na 10 komentarzy na mój temat dziewięć było pozytywnych, a jeden negatywny, zapamiętywałam tylko ten krytyczny. Teraz wyszukuję w sobie to, co wyjątkowe, i staram się tym cieszyć, bo wiem, że mimo wszystko dostałam dużo od losu.

Chciałaś być aktorką, a ten zawód wymaga pewności siebie.

Tak, ale zdając do szkoły teatralnej, nie trzeba mieć idealnej figury.

Ale też nie można się skupiać na kompleksach…

Trzeba wierzyć w swój talent i w to, że można dac coś z siebie światu. I to na pewno miałam. Kompleksy dotyczyły tylko fizyczności.

Im jestem starsza, tym lepiej się z sobą czuję. Jestem dumna z tego, że jeszcze nikt nie namówił mnie na botoks. W dzisiejszych czasach ciągle ktoś cię zachęca do poprawy tego i owego. A ja mam 40 lat, jest mi z tym bardzo dobrze i nie chcę udawać młodszej. Chcę wyglądać jak zdrowa 40-latka.

Wyglądasz tak dobrze, że zostałaś twarzą firmy produkującej kosmetyki. Jak dbasz o urodę?

Od kilku lat jestem dumną ambasadorką marki Perfecta. Cieszę się z tego, ponieważ już wcześniej znałam i używałam jej produktów. Od dawna na co dzień w ogóle się nie maluję, za to dużą wagę przywiązuję do pielęgnacji. Kiedy nie jestem na planie i siedzę sama w domu, wtedy wypoczywam, nastawiam zupę, robię pranie, ale w międzyczasie co pół godziny wpadam do łazienki, przemywam twarz płynem micelarnym i nakładam kolejną warstwę kremu albo serum, obecnie z serii Bird’s Nest. Po takim dniu naprawdę widać różnicę w wyglądzie.

Prowadzisz zdrowy tryb życia?

Co to znaczy „zdrowy”? Wiesz, mam problem z ustaleniem, co jest zdrowe, a co nie. Świat ogarnia absolutna histeria w tej kwestii, ludzie popadają w skrajności. Nie mogę tego słuchać! Najpierw przez kilka lat telewizja mówi mi, że grzyby są bezwartościowe, a teraz nagle, że mają mnóstwo minerałów i trzeba je jeść.

Przyznaj, że kiedyś też byłaś skłonna do popadania w skrajności. Nie jadłaś mięsa, obsesyjnie segregowałaś śmieci. To się zmieniło?

Segreguję dalej, ale nie aż tak obsesyjnie. (śmiech) Nauczyłam się też słuchać swojego organizmu. Staram się wiedzieć, co jest dla mnie dobre, a co złe, ale czasem świadomie grzeszę i np. kupuję sobie lody waniliowe. Są moją wielką miłością, zawsze mam je w lodówce. Nie jem ich codziennie, po prostu wiem, co lubię. Popcorn też jest na tej liście.

Jesteś dużo spokojniejsza i dużo bardziej zdystansowana niż kilka lat temu. Dużo pracy włożyłaś w osiągnięcie takiego stanu?

Tak. Dużo o tym myślę i dochodzę do wniosku, że warto żyć tak, jakby każdy dzień był tym ostatnim.

Naprawdę? Niby wszyscy staramy się o tym pamiętać, a jednak mało komu udaje się to realizować.

A mnie się udaje! Nigdy nie mówię, że czegoś żałuję, bo nie żałuję niczego. Żyję tak, jak moim zdaniem jest najlepiej dla mnie tu i teraz. Tempo życia w Warszawie sprawia, że trudno jest nam utrzymać relacje z przyjaciółmi.

Uważam, że życie jest za krótkie, by z każdym być bardzo blisko, ale zawsze staram się znaleźć czas na kawę z osobami, które są dla mnie ważne Ja całą siebie oddaję najbliższej rodzinie – to jest dla mnie wartością ponad wszystko. Później jest długo, długo nic i dopiero pojawia się czas dla przyjaciół, na pracę i działalność charytatywną, która daje mi ogromną satysfakcję.

Mówisz, że rodzina jest na pierwszym miejscu, ale w Twoim zawodzie nie jest to takie proste, prawda?

Zawsze wiedziałam, że rodzina będzie dla mnie najważniejsza. Póki jej nie miałam, dużo pracowałam. Gdy zostałam mamą, moje życie się przewartościowało.

Praca przestała być dla Ciebie priorytetem?

Nie jest priorytetem, ale jest bardzo ważna. Tym bardziej że mam najcudowniejszy zawód świata.

Rozpieszczasz córeczki ponad miarę?

Staram się ich nie rozpieszczać, wyznaczać im granice, ale z trudem mi to przychodzi. Kiedyś Beata Sadowska powiedziała mi, że jest najlepszą mamą na miarę swoich możliwości, i ja podchodzę do tego w ten sam sposób – bez wyrzutów sumienia.

W jaki sposób budujesz atmosferę w domu?

Ocieplam ją. Robię posiłki i pilnuję, byśmy przynajmniej do jednego z nich usiedli razem. Zawsze na wstępie mówię żarcik: „No, to opowiadajcie teraz, co was cieszy, co was martwi”. Bardzo ważne dla mnie jest to, by znaleźć moment na rozmowę, pobyć z sobą. Ludzie o tym zapominają w codziennym pędzie. Staram się spędzać z najbliższymi czas, tak po prostu. Czasami siadam obok, kiedy moje dziecko bawi się czymś w kąciku, i czekam, aż samo wciągnie mnie w zabawę albo o coś zapyta. To wymaga cierpliwości, ale dla mnie właśnie to jest sensem życia. Wszystko, co robię poza rodziną, jest tylko po to, by ona była.

Bliscy to doceniają?

Mam nadzieję. Sama też uczę się doceniać siebie i ludzi, którzy mnie otaczają. Nie próbuję ich zmieniać ani nie narzucam im tego, co myślę. A jeśli już coś sugeruję, to że zawsze warto być sobą.

A Ty słuchasz rad innych?

Słucham przede wszystkim siebie.

Każdy z nas jest inny, nie ma gotowej recepty na dobre życie. Podam ci przykład: szlag mnie trafia, kiedy słyszę, że bieganie uszczęśliwi każdego, wystarczy spróbować, żeby się w nie wciągnąć. Otóż nie. Kiedyś biegałam przez trzy miesiące, bo wymagała tego rola. Zapewniam cię, że z każdego treningu wracałam tak nieszczęśliwa, że chciało mi się płakać. Wiem, że jeśli całą sobą czuję, że coś mi nie odpowiada, nie powinnam się do tego zmuszać. Co nie znaczy, że nie ćwiczę w ogóle. Poświęcam kilka minut dziennie na jogę albo pilates. To wszystko, na co mnie stać.

Bywasz szczęśliwsza w domu z dziećmi czy będąc na planie?

Najszczęśliwsza jestem w domu z córkami, ale gdybym dzisiaj dowiedziała się, że do końca życia nie pojawię się na planie, byłoby mi bardzo smutno.

Czyli tym, co daje Ci szczęście, jest równowaga między jednym a drugim?

Zdecydowanie tak.

Masz wielu znajomych ze świata show-biznesu?

Bardzo wielu, bardzo fajnych. Mam chyba szczęście do ludzi.

Myślę, że szczęście mają również osoby, które Ciebie spotykają. Wiem, że lubisz pomagać, a działalność charytatywna jest dla Ciebie równie ważna co aktorstwo.

Tak, daje mi to bardzo dużą satysfakcję. Odkąd pamiętam, zawsze byłam gotowa pomagać, tylko teraz mogę to robić na większą skalę, wykorzystując fakt, że jestem rozpoznawalna. Od 10 lat współpracuję z Interwencyjnym Ośrodkiem Preadopcyjnym w Otwocku. Każdego roku trafia do niego około 100 noworodków porzuconych w momencie narodzin z samej tylko Warszawy i okolic. Dzięki temu miejscu i wspaniałym ludziom, którzy tam pracują, los tych dzieci zmienia się o 180 stopni! Maluchy trafiają do rodzin adopcyjnych, które otaczają je ogromną miłością i opieką. Trzy dni temu spotkałam tam wolontariuszkę, która na co dzień jest stewardesą. Powiedziała, że kiedy tylko ma dwa-trzy wolne dni, przyjeżdża na kilka godzin do Otwocka, żeby poprzytulać te maluchy. W zimie spotkałam tam grupę studentów, którzy przychodzili po to, żeby choć na trochę wyjść z dziećmi na dwór. Są też tacy, którzy przyjeżdżają tylko po to, by zostawić paczkę albo ubrania i zabawki po swoich dzieciach. Takie spotkania napawają mnie ogromnym optymizmem.

A czy Ty byłabyś w stanie adoptować dziecko?

To jest bardzo trudny temat. Poznałam kiedyś Edytę i Jarka, którzy prowadzą dom rodzinny w Żabcach. Mają siedmioro dzieci. Wszystkie kochane, a jednocześnie grzeczne, zadbane i dobrze wychowane. Pomyślałam wtedy: „Ach, żeby tak mądrze wychować dzieci, trzeba być wspaniałym człowiekiem”. To oni dwa lata temu zainspirowali mnie do napisania książki „Gabi. A właśnie, że jest pięknie!”, której tytułowa bohaterka wychowuje się w rodzinie zastępczej. Niedawno napisałam jej drugą część, „Gabi. Tego właśnie chcę!”. Wkrótce będzie w sprzedaży.

Temat pomagania dzieciom jest Ci tak bliski, że postanowiłaś zrobić o nim film.

Wymyśliłam sobie, że jego akcja będzie się działa w Interwencyjnym Ośrodku Preadopcyjnym. Zatrudniłam scenarzystę, chciałam sama nawet wyprodukować film „1800 gramów”, ale niestety nie udało mi się spiąć budżetu. Przez chwilę myślałam nawet, że ten pomysł w ogóle nie ujrzy światła dziennego, i wtedy właśnie zgłosił się do mnie TVN, który postanowił zrealizować ten film ze mną w roli głównej. Jestem dumna, że powstał, bo jest naprawdę piękny, ważny i mądry. Będzie mieć premierę w listopadzie.

Czym jest szczęście dla Magdy Różczki?

Poczuciem spokoju. Marzę, by budzić się rano uśmiechnięta i czuć, że żyję w zgodzie z sobą.