Sobotnia gala finałowa jubileuszowego, 40. Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni upłynęła w posępnej atmosferze. Wszystko przez niespodziewaną śmierć Marcina Wrony, 42-letniego reżysera, który na imprezie pokazywał swój najnowszy film "Demon".

Ciało twórcy znalazła nad ranem w hotelowej łazience jego żona, Olga Szymańska. Wrona poślubił ją zaledwie 4 miesiące temu.

- W sobotę około godziny 5:30 nad ranem w pokoju hotelowym małżonka znalazła zwłoki mężczyzny. Na miejscu wykonano wszystkie czynności. Byli biegły lekarz i prokurator. Aby określić przyczynę zgonu, zarządzono sekcję zwłok, która zostanie przeprowadzona na początku tego tygodnia. Możemy powiedzieć, że okoliczności, które zostały zastane na miejscu, na sto procent wykluczają udział osób trzecich - powiedział w rozmowie z "Super Expressem"Michał Rusiak, rzecznik gdyńskiej policji.

Pomimo braku oficjalnych informacji, dziennikarze tabloidu sugerują, że przyczyną śmierci Marcina Wrony było samobójstwo. Reżyser filmów "Chrzest" i "Moja krew" miał się powiesić. W to trudno jednak uwierzyć bliskim filmowca, który wydawał się być ostatnio w doskonałej formie.

- Rozmawiałem z Marcinem po pokazie w Gdyni. Był bardzo uniesiony olbrzymim sukcesem tego filmu. Co mogę wnioskować w rozmowy z nim? Niczego, co by świadczyło o jego kroku - powiedział w rozmowie z "SE" aktor Andrzej Grabowski.

Przyczynę śmierci Marcina Wrony poznamy po sekcji zwłok reżysera.

Jego najbliższym składamy najszczersze kondolencje.

 

» PRZECZYTAJ TAKŻE: 40. Festiwal Filmów Fabularnych w Gdyni - Zobacz, kto się pojawił!