GALA: Po raz pierwszy spotkaliśmy się przy okazji naszej rozmowy do „Gali” cztery lata temu. Twoja kariera nabierała dopiero rozpędu – słuchały Cię przede wszystkim młode dziewczyny. Dzisiaj w tekstach Twoich piosenek odnajdują się dojrzałe kobiety.

MARGARET: Kiedy zaczynałam śpiewać, byłam nastolatką. Dzisiaj – dojrzałą, świadomą kobietą. Taka jest też moja nowa płyta. Jako młoda piosenkarka nie czułam potrzeby analizowania życia w takim stopniu jak teraz. Cieszyłam się, mogąc występować na scenie, nosząc kolorowe kreacje i tworząc muzykę, która jest źródłem rozrywki. Teraz to się zmieniło, bo zmieniałam się też ja.

O jakiej zmianie mówisz?

Jestem daleka od kategoryzowania, wkładania się w określone szufladki, bo nie czuję, bym do jakiejkolwiek pasowała. Po prostu – w końcu zaczęło mi być ze sobą dobrze. Stałam się bardziej asertywna, niezależna, odzyskałam wewnętrzną równowagę. Pierwszy raz w życiu pozwalam sobie popełniać błędy i nie zadręczać się nimi. Nie obwiniam się już, gdy zrobię coś źle – na przykład gorzej zaśpiewam na koncercie. Z każdego potknięcia wyciągam wnioski, traktuję je jak lekcje na przyszłość.

ZOBACZ TEŻ: Kapitan Kacezet, czyli Piotr Kozieradzki. Kim jest chłopak Margaret? Sprawdź!

Ale jednak pielęgnujesz w sobie dziewczęcość?

Bycie kobietą nie wiąże się z tym, że będę nosić wyłącznie garsonki i żyć w poczuciu, że od teraz czegoś mi nie wypada. Wręcz przeciwnie, mam w sobie dużo dziewczęcości i chcę ją nadal pielęgnować. Mój stylista zapytał mnie ostatnio, jaka jest Gaja Hornby, bohaterka mojej nowej piosenki, bo szukaliśmy pomysłu na kreacje do nowych teledysków i koncertów. Spontanicznie odpowiedziałam: to nie pani w garsonce ani kolorowa nastolatka, tylko atrakcyjna kobieta. Tak też się czuję. Słowo „dojrzałość” jest czerstwe, ja czuję się dojrzała, ale też pełna wigoru.

Kiedy poczułaś, że się zmieniasz?

Jakieś dwa lata temu.

Konkretny moment?

Nie, raczej skutek procesu, który we mnie zachodził. Dojrzewanie wzięło mnie kompletnie z zaskoczenia, bo od dawna myślałam, że jestem dorosła.

Opowiedz o tym.

Od dziecka chciałam móc utrzymywać się z muzyki i to mi się udało. Kiedy skończyłam 12 lat, jeździłam po Polsce i brałam udział w różnych konkursach piosenki. Pierwszy sukces? Wygrana na festiwalu na zamku w Golubiu-Dobrzyniu, którą był zestaw hi-fi. Wiozłam go potem pociągiem do domu. (uśmiech) Nie sądziłam wtedy, że po latach będę nagrywać płyty, koncertować w Polsce i za granicą. Udało mi się to wszystko, a mimo to czułam, że coś jest nie tak.

Wymyślasz! Masz wszystko, a zamiast doceniać to, co dostałaś od losu, szukasz dziury w całym.

Też się na siebie denerwowałam. Myślę, że w pewnym momencie wpadłam w rutynę. Chodziłam utartymi ścieżkami, to okazało się pułapką dla mnie samej, a dla artysty jest zabójstwem. Musiałam wyjść ze swojej strefy komfortu, zacząć stawiać granice. Ten proces dojrzewania, który przeszłam, dobrze pokazuje moja nowa płyta.

Wiele gwiazd słynie z kaprysów, o Tobie mówi się: „Świetnie się z nią pracuje”.

Mam bardzo delikatną naturę. Nie lubię się kłócić. Dźwięk podniesionego głosu mnie paraliżuje. Kiedy ktoś na mnie krzyczy, chowam się – dosłownie. Pamiętam, jak podczas wakacji na Sri Lance moi przyjaciele się pokłócili. Jechaliśmy akurat autobusem, gdy wybuchła awantura. Wiesz, co zrobiłam? Zakryłam się ramieniem przyjaciółki, wyglądało to komicznie.

Z czego to się bierze?

Nie lubię sprawiać problemów, czasami kosztem siebie samej. Asertywność to aktualnie ważny temat w moim życiu. Uważam, że jestem już asertywna, ale wciąż towarzyszą temu wyrzuty sumienia.

A ja myślałem, że jesteś pewna siebie, bardzo ekspresyjna... Takie sprawiasz wrażenie.

Bo jestem, ale miewam gorsze dni, ostatnio nawet więcej niż kilka, i nieraz ciężko mi znaleźć swoje miejsce. Choć wiesz, z drugiej strony – jestem artystką, a my, artyści, bywamy „szurnięci”. (śmiech)

Masz takie poczucie, że lęki, które w sobie nosisz, to efekt wychowania?

Dzieciństwo determinuje to, kim jesteśmy. Mogę walczyć z niektórymi cechami charakteru, mogę je zmieniać, jeśli zechcę, ale postanowiłam wszystko w sobie polubić. W tytułowej piosence „Gaja Hornby”, która otwiera album, śpiewam: „Już wiem, kogo mam słuchać – siebie. Bo wiem, że o innych nic nie wiem. Wiem sama, czego chcę. I nic nie muszę. Lubię się, lubię”.

Jako nastolatka też chciałaś być niezależna?

Wyprowadziłam się z domu, kiedy miałam 16 lat, by uczyć się w liceum w Szczecinie. Najpierw trafiłam do internatu, ale szybko mnie z niego wyrzucono i zamieszkałam sama. To był intensywny towarzysko okres, więc gdy już przyjechałam na studia do Warszawy, nie potrzebowałam, tak jak moi rówieśnicy, się wyszumieć.

Ale w liceum chyba nie tylko imprezowałaś?

Śpiewałam, zakładałam swoje pierwsze zespoły, jeździłam na lekcje śpiewu do pani profesor, która wykładała jazz na Akademii Muzycznej. To były nie tylko lekcje muzyki, ale też życia.

Rodzice nie dziwili się, że zamiast marzyć o zawodzie, który przynosi pieniądze, Ty całe serce wkładasz w muzykę?

Może nie dziwili, ale ciężko było im sobie wyobrazić, że można zarabiać na muzyce. Wiele małych dziewczynek marzy, by być piosenkarkami, ale niewielu się to udaje, więc obawy rodziców były zrozumiałe.

Jak reagują teraz na Twoją pracę?

Są bardzo dumni.

Mówisz, że dzisiaj nie próbujesz już doskoczyć do poprzeczki, że umiesz cieszyć się tym, co przynosi Ci życie. Odpuściłaś?

Nie. Ale staram się już nie zatracać. Trzymać balans i równowagę. Nauczyłam się pracować według własnego rytmu – robić to przede wszystkim dla przyjemności, a nie żeby bić kolejne rekordy. Walka o pierwsze miejsce zużywa energię, którą mogę wykorzystać na coś innego. Pamiętam moment, gdy muzyka przestała mnie cieszyć. Czułam, że „moja własna machina” mnie przygniata. Że nie wytrzymuję tempa.

Tęskniłaś wtedy za czasami, gdy byłaś anonimowa i mogłaś żyć po swojemu?

Tęsknota za zwykłym życiem nadal we mnie jest. Ale z drugiej strony zaczęłam swoją karierę tak wcześnie, że nie pamiętam, jak to było. Więc to nie jest użalanie się nad sobą, tylko zwykła ludzka ciekawość. Dzisiaj, gdziekolwiek się pojawię, jestem postrzegana przez pryzmat swojego wizerunku. Ktoś, zanim mnie pozna, ma już wyrobione zdanie na mój temat.

Są takie miejsca, gdzie czujesz się całkowicie wolna?

Gdy przełączam się na tryb offline, najlepiej w głuszy, lesie albo na którymś końcu świata.

Zmiana, która w Tobie zaszła, zweryfikowała Twoje przyjaźnie?

Zweryfikowała – to duże słowo. Ale na pewno każda relacja, w której byłam lub jestem, też musiała się zmienić, bo ja się zmieniłam. Często koncentrujemy się na tym, że ktoś jest toksyczny – ale przecież się na to godzimy i dajemy przyzwolenie.

Jakich ludzi teraz do siebie przyciągasz?

Wariatów.

A kto ściąga Cię na ziemię?

Mój przyjaciel Bartek. Doskonale wie, kiedy muszę sobie pogadać, a kiedy powinnam zakończyć, jakże przyjemne (śmiech), użalanie się nad sobą.

Dobrze odnajdujesz się w przyjaźniach z facetami?

Tak, bo sama mam dużo męskich cech. Nie jestem typową dziewczyną, która spotyka się z psiapsiółkami na plotki.

A co Cię interesuje?

Jestem ciekawska. Lubię się uczyć, dowiadywać, sprawdzać. Generalnie „wiedzieć”.

Wiesz już, czym dzisiaj jest dla Ciebie sukces?

Sukces to rozwój. Ostatnio zaczęłam eksperymentować z muzyką, zbaczać z toru. Na płycie „Gaja Hornby” jest wiele inspiracji, na przykład baile funki z Brazylii. Te ewolucje są słyszalne w słowie oraz w brzmieniu. Cieszy mnie, kiedy słucham jej z moimi producentami, KaCeZetem oraz Err Bitsem, i czuję, że dobrze „buja”. Lubię te momenty, gdy wiem, że pracując nad czymś, przechodzę na wyższy level.

Pytałem Cię o sukces, bo wiem, że wiele dziewczyn w Twoim wieku marzy o takim życiu, jak to, które Ty masz.

Pewnie, mnie też się ono podoba.

Ale droga do tego momentu, w którym teraz jesteś, była długa i kręta.

Wychowywałam się w Ińsku, malutkiej miejscowości koło Szczecina. Przez wiele lat czułam kompleks bycia dziewczyną ze wsi, nie miałam dostępu do wielu rzeczy, które dla moich rówieśników z dużych miast były czymś naturalnym. Wiesz, że nigdy nie mogłam w domu oglądać MTV, mimo że dla ludzi z mojego pokolenia to było coś naturalnego? Kiedy przeprowadziłam się do Szczecina, koleżanki z liceum pytały: „A pamiętasz to z MTV?”. Wiadomo, ściemniałam, że pamiętam. Podkręciło to moje ambicje i do dziś jest moim paliwem napędowym.

Utrzymujesz relacje z ludźmi z tamtych czasów?

Nie bardzo. To był też powód, dla którego tak szybko wyprowadziłam się z domu. Po prostu nie jest to moje miejsce na ziemi. Choć jeżeli chodzi o naturę, uważam, że jest przepiękne.

W miłości wciąż potrafisz być szalona i stawiać wszystko na jedną kartę?

Jestem szczęśliwie zakochana! Moja nowa płyta opowiada właśnie o miłości. Ale też o stawianiu granic i asertywności, która nie rodzi wyrzutów sumienia.