Mam dużo szczęścia, którego wręcz nie mogę udźwignąć” – wyznaje szczerze Małgorzata Jamroży, 22-latka z Ińska w Zachodniopomorskiem. W ciągu zaledwie paru miesięcy dokonała tego, o co polskie wokalistki walczą latami. Jej singiel „Thank you very much” podbija Europę, a Margaret ma realną szansę na światową karierę za granicą!

Niedawno jedna z największych, niemieckich stacji telewizyjnych Pro 7 wykorzystała jej wielki przebój „Thank you very much” jako tło muzyczne do reklamy nowej ramówki. Na swoim facebookowym profilu piosenkarka ma ponad 43 tysiące wielbicieli. A kolejni, wchodząc na jej profil, dalej klikają w charakterystyczną dłoń: „Lubię to”... Margaret nieustannie zdobywa kolejnych fanów.

Oni czekali na mnie!

Jest bardzo zajęta. Na wywiad musieliśmy poczekać, bo Gosia koncertowała najpierw w Niemczech, a później w Szwecji. W tym samym czasie wydała swoją płytę „All I need” z sześcioma nowymi piosenkami. Na wstępie słyszymy w kuluarach, że kiedy wytwórnia Universal Music Polska po raz pierwszy pochwaliła się na świecie swoją zdobyczą, tylko jeden dziennikarz zorientował się, że Margaret to Polka. Większość była przekonana, że ma do czynienia z zagraniczną gwiazdą.

Dlatego rozmowę zaczynamy właśnie od międzynarodowych sukcesów. „Ostatnio podczas trasy promocyjnej w Niemczech brałam udział w dużym koncercie z lokalnymi gwiazdami – wspomina Małgorzata. – Wszyscy mieszkaliśmy w jednym hotelu, pod którym zgromadził się tłum fanów. Kiedy wychodziłam na próbę, zaczęli wołać: »Margaret!«. Oni czekali tam na mnie! To była totalna abstrakcja”.

W życiu Margaret wszystko dzieje się tak szybko, że chyba ciężko jej się do tego przyzwyczaić. „Kiedy czytałam swój wywiad w »The Sun« (najpopularniejszy dziennik w Anglii – przyp. red.), pomyślałam: »O, fajna dziewczyna«, ale w głowie nie połączyłam jej ze sobą – śmieje się i dodaje: – Mój menedżer ciągle rozmawia przez telefon i tylko słyszę, jak mówi: »No, I’m not busy, we can talk«”. Choć mogłoby się wydawać, że Margaret to dziewczyna znikąd, w rzeczywistości z muzyką związana jest od wielu lat. Zaczęła od szkoły muzycznej w klasie saksofonu. Potem przyszedł czas na eksperymenty. W 2009 roku śpiewała w zespole oNieboLepiej. W tym samym roku wygrała jeden z odcinków „Szansy na sukces”, interpretując piosenkę „Znam Cię na pamięć” z repertuaru Moniki Brodki. Potem była gwiazdą musicalu „Rent” w szczecińskiej Operze na Zamku. Następnie ze swoim Gosia Jamroży Project trafiła do półfinału Coke Live Fresh Noise 2010 i nagrała piosenkę do reklamy linii lotniczych. „Wcześniej robiłam rzeczy mocno artystyczne. A w którymś momencie pomyślałam sobie, że mam 22 lata i czas zacząć nagrywać prostsze, wesołe piosenki” – podsumowuje początki kariery.

Muzykalna szafiarka

Można powiedzieć, że wszystko zaczęło się dzięki jej blogowi, który prowadzi pod pseudonimem Margaret J. Publikowała tam zdjęcia swoich stylizacji, piosenki, które sama pisała i nagrywała, a także własne covery ulubionych artystów. „Blog od początku istnienia miał być platformą do dzielenia się z ludźmi moją muzyką” – tłumaczy. Okazało się, że jej plan dość szybko zadziałał. To właśnie dzięki tej stronie poznała swojego menedżera, który pewnego dnia po prostu zadzwonił i zapytał: „Może zrobimy coś razem?”. Niezobowiązujące spotkanie zapoczątkowało owocną współpracę. „Poznaliśmy się i poszliśmy na zupę, bo oboje mieliśmy kaca” – śmieje się Małgorzata. Kilka tygodni później zadzwonił telefon z propozycją, by Margaret nagrała piosenkę ze szwedzkimi producentami: Thomasem Karlssonem, Joakimem Buddee i Antem Whitingiem, którzy właśnie odwiedzili Polskę. Tak powstał hit „Thank you very much”, który okazał się przełomem w jej karierze. Singlem szybko zainteresowała się szwedzka wytwórnia, z którą Małgorzata podpisała kontakt. To właśnie ludzie z tej wytwórni zaufali polskiej wokalistce, zainwestowali w nią i wysłali do Los Angeles.

Tam zrealizowano głośny kontrowersyjny teledysk pod okiem Chrisa Marrsa Piliero, który wcześniej współpracował m.in. z Britney Spears. „Czułam się, jakbym tydzień spędziła w bajce – wspomina Margaret. – W Polsce nie byłam jeszcze znana, a tam czekała na mnie kolejka Amerykanów, którzy chcieli autograf od europejskiej gwiazdy. Nie wiedziałam, o co im chodzi”.

 

Sama wśród nagich

Jej pierwszy teledysk wzbudził niemałe poruszenie. Zagrała w nim córkę nudystów i była jedyną ubraną osobą, otoczoną nagimi statystami. „Robiliśmy bardzo dużo dubli sceny, w której mężczyzna wytrąca mi z dłoni kubek swoim penisem – śmieje się. – Facet był rudy i niemiłosiernie owłosiony na pośladkach, którymi ciągle się do mnie odwracał. W końcu postanowiłam przełamać nieśmiałość i powiedziałam: »Dobrze grasz penisem«, a on z pełną powagą odpowiedział: »Dziękuję, sporo ćwiczyłem«”.

Teledysk w kilka godzin po premierze został usunięty z serwisu YouTube, co oczywiście jeszcze zwiększyło jego popularność. Piosenka stała się jednym z najczęściej granych utworów w polskich radiostacjach i wielkim hitem w telewizjach muzycznych. Mało tego, „Thank you very much” trafił na listy przebojów w Rosji, Niemczech i Austrii. „Ostatnio zadzwoniła do mnie koleżanka, która była na wakacjach w Chorwacji i mówiła, że piosenka jest też grana w tamtejszym radiu” – zdradza Małgorzata.

Zosia samosia?
Margaret przyznaje, że oba wpadające w ucho single nie są jej autorstwa. Skomponowali je dla niej Szwedzi. „Uwielbiam pisać ballady, ale po prostu nie potrafię stworzyć szybkiego, skocznego numeru – mówi. – Myślę, że sukcesem jest właśnie to, że mam świetną ekipę. Lubię być Zosią samosią, ale nie jestem w stanie zrobić wszystkiego” – dodaje. Podobnie jest ze stylizacjami – choć Małgosia świetnie dałaby sobie radę sama, z braku czasu często korzysta z porad zaprzyjaźnionej stylistki. I wcale się tego nie wstydzi. „Mimo wszystko, przy takim ogromie obowiązków, jest w tym wszystkim zaskakująco dużo mnie” – twierdzi.

Margaret to absolutnie niezwykłe zjawisko na polskim, a może nawet światowym rynku muzycznym. Nie jest przykładem wykreowanego przez wytwórnię produktu, lecz w pełni ukształtowaną artystką, która wie, czego chce. Świadomie nie wybrała drogi talent show, bo – jak przyznaje – nie nadaje się do tego typu programów. Rzadko pojawia się też na czerwonym dywanie. „Szczerze mówiąc, wolę iść pod Plan B (warszawski klub muzyczny – przyp. red.), usiąść na schodach i napić się piwa z koleżanką” – wyjawia. Wyjątki robi tylko dla imprez muzycznych i modowych, bo w końcu moda jest jej drugą pasją.

„Ja nie szukam w tym świecie przyjaciół i kiedy staję przed ścianką, to wiem, że fotografowie chcą mi zrobić jak najgorsze zdjęcie – śmieje się. – Bo, umówmy się, taka fotka lepiej się sprzeda i wszyscy będą szczęśliwi, że jednak jestem brzydka. Chodzę na te imprezy nie po to, żeby się lansować, tylko jako muzyk. Doceniam to, co się wokół mnie dzieje, czasem ten blichtr jest miły, ale trzeba uważać, żeby się nie pogubić”.

Popularność Margaret jest już na tyle duża, że artystką zainteresowały się nawet magazyny dla panów. Czy zobaczymy ją wkrótce na okładce któregoś z nich? „Jestem pewna, że zrobię sobie taką sesję, ale nie sprzedam jej do magazynu – zastrzega się. – Bardzo interesują mnie akty, ale nie przemawia do mnie koncepcja »zobacz cycki, za jedyne 1,50 zł«”.

Bez taryfy ulgowej

Margaret postawiła sobie wysoko poprzeczkę i branża muzyczna ma w stosunku do niej duże oczekiwania. Wszyscy z niecierpliwością czekali na jej kolejny singiel. „Tell me how are ya” miał premierę kilka tygodni temu i jest chyba jeszcze bardziej przebojowy niż „Thank you very much”. Oba hity złożyły się na jej debiutancki minialbum, który wyszedł w Polsce pod koniec lipca, a niebawem będzie go można kupić również w Szwecji, Niemczech i innych krajach nadbałtyckich. Wytwórnia artystki bardzo precyzyjnie przygotowuje się także do wprowadzenia Margaret na rynek brytyjski. Mimo że na półkach sklepów muzycznych wciąż nie widać pełnego wydania albumu. „Gdybym teraz wydała płytę, byłoby na niej siedem fajnych kawałków i trzy słabe. A ja chcę, żeby każdy utwór był „jakiś”, żeby po usłyszeniu zostawał w głowie – tłumaczy Małgorzata. – Mogłabym pójść za ciosem, wydać teraz album i byłoby po kłopocie, ale postanowiłam, że wszystko dopracuję, więc musicie jeszcze trochę poczekać”.