Mateusz Grędziński wygrał siódmą edycję The Voice of Poland. Wokalista, który uzyskał miano Najlepszego Głosu w Polsce, pokonał w walce na ostatniej prostej Weronikę Curyło. Najniższy stopień podium przypadł faworytce show - Annie Karwan. Jako pierwsza z marzeniami o zwycięstwie musiała pożegnać się zaś Katarzyna Góras. Swoje niezadowolenie z wyników show wyraziła wkrótce po finale TVOP Ola Kwaśniewska.

ZOBACZ: Zaskoczenie! Mateusz Grędziński zwycięzcą 7. edycji The Voice of Poland

Producenci hitowego show zadbali, by finał siódmej edycji The Voice of Poland został zapamiętany na długo. I stało się tak m.in. dzięki dość zaskakującemu zwycięstwu Mateusza. Dowiedzcie się zatem, kim jest zwycięzca 7. edycji The Voice of Poland!

PRZECZYTAJ TEŻ: Finał THE VOICE OF POLAND - gwiazdy zachwyciły stylizacjami!

Mateusz Grędziński ma 24 lata, pochodzi z Ornety pod Olsztynem. Śpiewa i tworzy zaledwie od 4 lat, ale już teraz wie, że z tym będzie związana reszta jego życia. Na co dzień koncertuje po całej Polsce wraz z gitarzystą. Spotkać go można przede wszystkim w Trójmieście. Grędziński należy do wyróżniających się postaci życia codziennego: zaskakuje, zaraża uśmiechem i pozytywną energią. W najbliższym czasie planuje spotykać się z ludźmi na koncertach z własnym materiałem. Będzie miał do tego wiele okazji. Szczególnie, że podczas finałowego odcinka wykonał premierowo swój singiel Obietnice, napisany specjalnie dla niego przez jego Trenera i opiekuna – Andrzeja Piasecznego.

Zaraz po ogłoszeniu wyników namówiliśmy Mateusza Grędzińskiego na krótką rozmowę. Jest to jego pierwszy wywiad dla portalu Gala.pl. Zobaczcie, co w nim powiedział m.in. o tym, jak oceniał swoje szanse na wygraną i czy zamierza koncertować z Piaskiem.

WYWIAD Z MATEUSZEM GRĘDZIŃSKIM

- Mateuszu, wielkie gratulacje! Tych usłyszałeś pewnie już setki dzisiejszego wieczoru. Komplementują Cię tu wszyscy wokoło. Czujesz się już gwiazdą?

Nie, no skąd! Gwiazdą się na pewno jeszcze nie czuję. Czuję się za to skromnym chłopakiem z Ornety z warmińsko-mazurskiego, któremu udało się wygrać The Voice. I tyle póki co.

- Spodziewałeś się wygranej? Pytam, bo faworytem programu był jednak kto inny…

Nie, zupełnie się nie spodziewałem, co pewnie było po mnie widać zaraz po ogłoszeniu wyniku głosowania widzów. Niemniej jednak bardzo cieszę się, że tak właśnie się stało. Dla mnie jest to dopiero początek. Program się kończy, światła gasną, ale mam nadzieję, że ja się zapalę!

- Słyszałem, że Twoje plany na najbliższe tygodnie i miesiące to „praca, praca, praca”. Nagrałeś już singiel „Obietnice” napisany przez Piaska. Teraz zbierasz jeszcze więcej materiału?

Teraz przede mną dużo pracy i przede wszystkim inwestycji w materiał na płytę, która, mam nadzieję, już wkrótce się ukaże. Na razie nie mogę zdradzić zbyt wielu konkretów. Liczę jednak, że singiel już za chwilę zaistnieje w rozgłośniach radiowych.

- Jak Ci się śpiewało z Piaskiem w duecie? W zeszłym tygodniu Andrzej zaprosił nawet swoich podopiecznych do udziału w swoim koncercie. Myślisz, że nagracie coś razem w przyszłości?

Mam taką nadzieję. Mylę, że tak raczej będzie. Jak najrzadziej przewiduję kooperacje i jeśli takie mają mi się zdarzyć to na pewno pierwszą osobą, którą do nich zaproszę, będzie właśnie Andrzej Piaseczny.

- A jakim był trenerem?

Był wspaniałym trenerem! Był niezwykle wymagający, ale przy tym zawsze był człowiekiem. Oczekiwał od nas dużego zaangażowania i ciągłej pracy and sobą, ale był też niezwykle dobry i wyrozumiały.

- Z tego, co wiem, to na piątkowej próbie przed finałem po raz kolejny wysiadł Ci mikrofon, podobnie jak w odcinku ćwierćfinałowym. Czy tego typu sytuacje już interpretujesz jako dobrze rokujący znak na przyszłość?

Tak, to prawda. To się zdarzyło nawet dzisiaj, jeszcze przed finałem. Nikt się już nawet zdziwił, że przytrafiło się to właśnie mnie (śmiech). Może to taka dobra wróżba na przyszłość? Byle nie zdarzało się to jednak zbyt często…