W niedzielę wieczorem oczy prawie stu milionów Amerykanów zwrócone były na Donalda Trumpa i Hillary Clinton. Oboje kandydatów do Białego Domu ścierało się bowiem w ramach drugiej publicznej debaty przed jesiennymi wyborami prezydenckimi. Dziennikarze i publicyści orzekli zgodnie, że starcie było "najbrudniejszym w historii". Dlaczego?

ZOBACZ: DONALD TRUMP Skandalista [TYLKO U NAS!]

Politycy uciekali się bowiem do przepychanek słownych, oscylujących głównie wokół ujawnionych dwa dni wcześniej skandalicznych taśm dotyczących oczywiście Donald Trumpa.Te przedstawiają republikanina, który chwali się swoimi podbojami seksualnymi i wygłasza głośne tyrady o tym, że kobiety na widok bogatych mężczyzn pozwalają "zrobić ze sobą wszystko".

Aferę, którą błyskawicznie nazwano w amerykańskich „pussy gate”, szybko skomentowała Melania Trump - żona kandydata na prezydenta i (być może) przyszła Pierwsza Dama USA. Melania, którą z racji na karierę (była modelką bielizny i bikini) Daily Mail nazwał niedawno "luksusową prostytutką", stwierdziła, że słowa Donalda są absolutnie niedopuszczalne. Jednocześnie przyjęła przeprosiny męża, który ten wygłosił publicznie.

CZYTAJ TEŻ: STYL GWIAZD Hillary Clinton

To jednak nie cały komentarz małżonki Trumpa. Melania pojawiła się bowiem na niedzielnej debacie, ubrana cała na różowo. Żona kontrowersyjnego kandydata do Białego Domu do wąskich spodni dobrała tym razem bluzkę z kokardą pod szyją, nazywaną w Stanach "pussy bow". Amerykańscy dziennikarze dopatrzyli się w jej stroju czytelnego manifestu politycznego.

Pussy bow” to specyficzny rodzaj kokardy wiązanej pod szyją, spopularyzowany przez Yves Saint Laurent i Coco Chanel. Przez wybór Melanii będzie od tej chwili uznawany za pewne także za aluzję do afery z taśmami Trumpa.

HOT NEWS: Cate Blanchett w kontrowersyjnej sukni Gucci w Londynie. Ponadczasowa klasyka czy hit na jeden sezon?

Różowa koszula Pani Trump kosztowała ponad tysiąc dolarów, czyli niecałe 5 tysięcy złotych. Rzecznik sztabu wyborczego Donalda stwierdził, że wybór Melanii był zupełnie przypadkowy.

Ciekawe, czy na taki komentarz dadzą się nabrać miliony amerykańskich wyborców….