Maria Ewa Żak, bo tak naprawdę nazywa się Mery Spolsky, działa na polskim rynku muzycznym dopiero od kilku lat, ale już zdążyła zdobyć całkiem spore grono wiernych słuchaczy i przychylność krytyków. Pod koniec września nakładem wytwórni Kayax ukazała się jej druga płyta studyjna o intrygującej nazwie "Dekalog Spolsky", na której artystka zamieściła swoje osobiste "lekarstwa na zły humor i codzienne troski". Najbardziej emocjonalną piosenką na nowym albumie jest zdecydowanie "Szafa Meryspolsky", którą artystka poświęciła swojej zmarłej przed paroma laty matce.

Nie napisałam takiej piosenki o mamie na pierwszą płytę, bo nie chciałam, żeby traktowano mnie jak ofiarę albo mówiono, że próbuję zwrócić na siebie uwagę tym, że umarła mi mama. Ale taka piosenka o niej musiała się w końcu pojawić, bo mama była moją najważniejszą mentorką, pierwszą fanką, wielką i bliską mi osobą. Przez to, że projektowała, miałyśmy mnóstwo ciuchów, które teraz są w mojej szafie. Gdy ją otwieram i widzę płaszcz mamy, od razu wraca wspomnienie, jak poszła w nim na jakąś imprezę. Szafę zresztą słychać w piosence. Nagrałam stukot obcasów, odgłosy międlenia kurtki czy uderzających o siebie wisiorków. Od śmierci mamy minęło już kilka lat, ale ona wciąż siedzi ze mną w szafie - wyznała w wywiadzie do październikowego wydania magazynu "Glamour".

Mery Spolsky o udziale mamy w projekt Mery Spolsky

Mery Spolsky w rozmowie z dziennikarką Angeliką Kucińską po raz pierwszy opowiedziała także o swoim domu rodzinnym, który zawsze był pełen muzyki i sztuki.

- Co tydzień w naszym domu odbywały się jam session, a jedną z atrakcji była organizowana przez mamę loteria. Pisała krótki wróżby w formie wierszy. Każdy dostawał swoją, dostawał mikrofon, wychodził na środek salonu , czytał, co wylosował, a potem musiał wykonać jakąś piosenkę, nawet jeśli nie umiał śpiewać. Nasz salon wyglądał,jak mała scena, zawsze stały tam wzmacniacze, mikrofony. Na tych imprezach zaczęłam śpiewać pierwsze własne piosenki, miałam wtedy czternaście lat. Mama malowała też obrazy, a gdy zachorowała i jeszcze więcej czasu spędzała w domu, tworzyła intensywniej. To od niej wzięłam przekonanie, że dom jest zagrodą sztuki. Że jeśli siedzisz w domu, to tworzysz. Gdyby nie mama, nie byłoby Mery Spolsky, bo razem wymyśliłyśmy pseudonim, ona stworzyła logo. Jednym z punktów mojego dekalogu jest: "Pamiętaj, żeby Ewę czcić". To moje prywatne przykazanie - zdradziła artystka.

Piosenkarka często podkreśla, że jej mama od początku była istotną częścią całego projektu Mery Spolsky, na który składa się nie tylko produkcja muzyki, ale także ubrań. Okazuje się, że to właśnie matka wpłynęła także na wyrazisty wizerunek sceniczny, jaki dziś prezentuje Mery Spolsky.

- Kochała buty na obcasach. Nawet kapcie miały koturny. Paliła papierosa za papierosem. Była furiatką, ale bardzo ciepłą. Znajomi artyści radzili się mamy, bo wiedzieli, że wysłucha, a potem powie szczerze, co myśli, i namówi do czegoś szalonego. Gdy wybierałam stroje na pierwsze koncerty, mówiła mi: "Wyglądasz jak szara myszka, idź się przebierz". Nauczyła mnie, że scena to miejsce na szaleństwo - opowiedziała w "Glamour".

Cały wywiad z Mery Spolsky możecie przeczytać w październikowym (10) numerze magazynu "Glamour". Album "Dekalog Spolsky" dostępny jest w formie fizycznej w sieci salonów Empik w całej Polsce oraz w formie cyfrowej we wszystkich internetowych serwisach muzycznych i streamingowych.

ZOBACZ TEŻ: Krzysztof Zalewski pierwszy raz opowiada o chorobie i śmierci matki: „Byłaby dumna z wnuka”