W wywiadzie udzielonym w poniedziałek brytyjskiej telewizji La Toya stwierdziła, że Michael Jackson był "kontrolowany" przez, jak ich określiła, „tych pasożytów”. "Michael był bardzo miły i uległy, a ci ludzie zaczęli się wtrącać w jego życie. Manipulowali nim. Robili co chcieli, a jemu było niezwykle trudno się im sprzeciwić. Wielokrotnie próbowaliśmy interweniować, ale oni wszystkich trzymali na dystans od niego.”

Zapytana, jak konkretnie pracownicy mieli wpływać na Michaela, La Toya odpowiedziała: "Kontrolowali go. Kontrolowali jego myśli i działania, tak, że nikt nie miał szansy się do niego zbliżyć. Nie byliśmy w stanie zapewnić mu bezpieczeństwa...” I choć ustalono z całą pewnością, że przyczyną zgonu Michaela Jacksona było przedawkowanie leków, La Toya nie zamierza łatwo się poddać. Pozytywnie ocenia przebieg śledztwa, mówiąc, że „policja wykonała doskonałą robotę”, jednak obiecuje ujawnienie kolejnych sensacyjnych informacji za około miesiąc lub dwa. Pozostaje zatem jasne, że dramat z Michaelem Jacksonem w roli głównej jeszcze się nie skończył.