GALA: Powiedziałeś kiedyś, że mężczyzna zaczyna się tam, gdzie czegoś nie wie i czegoś się lęka. Kiedy Ty stałeś się mężczyzną?

MICHAŁ ŻEBROWSKI: Być może za późno… Mam nadzieję, że nie (śmiech). Teraz jest ten moment, kiedy im dalej w las, tym więcej znaków zapytania, wątpliwości i brak jasnych definicji.

GALA: Czym jest męskość? Czy też brak Ci życiowych wskazówek?

MICHAŁ ŻEBROWSKI: Definicji dotyczących życia.

GALA: To chyba dobrze. Gorzej, jeśli ktoś jest przekonany, że wszystko wie.

MICHAŁ ŻEBROWSKI: Są tacy.

GALA: Sprawiałeś kiedyś takie wrażenie.

MICHAŁ ŻEBROWSKI: To być może brało się z mojej niepewności. Ludzie niepewni siebie często przybierają mroczną minę i zewnętrzną pozę, która jest swoistą maską. Ale od kilku lat coraz więcej się uśmiecham, co mnie cieszy, bo w związku z tym ludzie się również uśmiechają do mnie.

GALA: Rafał Trzaskowski, Twój przyjaciel jeszcze ze szkoły, a dziś europoseł, życzył Ci, żebyś mniej się spinał i nie wytwarzał takiego dystansu między sobą a ludźmi. Udało się?

MICHAŁ ŻEBROWSKI: Udało się, Rafał został europosłem, a ja założyłem teatr (śmiech).

GALA: Odmieniłeś też swoje życie. I prywatne, i zawodowe. Ożeniłeś się, urodził Ci się syn, założyłeś teatr… Co częściej wywołuje u Ciebie uśmiech?

MICHAŁ ŻEBROWSKI: Poczułem się potrzebny.

GALA: Uśmiechasz się, patrząc na syna?

MICHAŁ ŻEBROWSKI: Zależy o jakiej porze (śmiech).

GALA: Wiesz, kiedy się pierwszy raz uśmiechnął? Byłeś przy tym?

MICHAŁ ŻEBROWSKI: W środę o 15:10 (śmiech). A tak poważnie, to nie pamiętam.

GALA: Uśmiechnął się do Ciebie czy do mamy?

MICHAŁ ŻEBROWSKI: Trwa otwarty spór w tej sprawie.

GALA: Bo Ty pewnie spędzasz całe dnie w swoim teatrze.

MICHAŁ ŻEBROWSKI: Teatr 6. piętro to instytucja prywatna, w której za każdy błąd płacimy własnymi pieniędzmi. Praca w nim związana jest z dużym ryzykiem, odpowiedzialnością, ale kiedy przychodzi sukces, satysfakcja jest podwójna. Jednak życie rodzinne to przyjemność i wytchnienie, którego nie da się z niczym porównać.

GALA: Teatr 6. piętro szybko stał się modnym miejscem w stolicy. Nawet były premier Buzek mówi, że wypada tu bywać.

MICHAŁ ŻEBROWSKI: Bardzo lubię pana premiera Buzka i cieszę się, że on również nas reklamuje.

GALA: W repertuarze Twojego teatru są trzy spektakle: „Zagraj to jeszcze raz, Sam”, „Fredro dla dorosłych” i musical w wykonaniu studentów „Maszyna do liczenia”. Pamiętam, jaki byłeś rozczarowany, gdy tuż po studiach zobaczyłeś, że w teatrze wszystko zależy od gustu dyrektora… Co dzisiaj, gdybyś był studentem, powiedziałbyś o swoim guście?

MICHAŁ ŻEBROWSKI: Przede wszystkim współpraca z Teatrem 6. piętro przy poszczególnych sztukach i rolach jest dobrowolna. Aktorzy u nas występują z własnej woli, a nie z przymusu dyktowanego etatem. Jeżeli więc nie podoba im się gust dyrektora, nie podejmują współpracy. Kiedyś jako aktor zawsze chciałem mieć taką możliwość.

GALA: Są komplety widzów?

MICHAŁ ŻEBROWSKI: Nie zawsze. Na naszych gwiazdorskich przedstawieniach przeważnie mamy nadkomplety, natomiast musical z młodzieżą rządzi się innymi prawami. Otóż znakomita większość widowni chodzi do teatru na tzw. wielkie uznane nazwiska. Naszych trzynastu młodych aktorów, wybranych w ogólnopolskim castingu, ma jeszcze czas, aby sobie takie uznanie u widowni wyrobić. Młodzież oferuje świeżość i pełną pasji grę, która już dziś imponuje poziomem.

GALA: Ale w „Zagraj to jeszcze raz, Sam” nie obsadziłeś zdolnego studenta akademii teatralnej, tylko popularnego showmana Kubę Wojewódzkiego…

MICHAŁ ŻEBROWSKI: I chwała Bogu. Jego kreacja przyjmowana jest entuzjastycznie, a my, zawodowi aktorzy z Danielem Olbrychskim na czele, cieszymy się, widząc prawdziwą radość Kuby z grania tej roli. Jednak gdyby nie Eugeniusz Korin, reżyser spektaklu i współwłaściciel Teatru 6. piętro, cały projekt zakończyłby się zupełnie inaczej. Dobry teatr to dziedzina sztuki, która nabiera sensu tylko pod wodzą niekłamanego autorytetu artystycznego, reżysera z prawdziwego zdarzenia.

GALA: Żeby profesjonalnie prowadzić teatr, skończyłeś podyplomowe zarządzanie. Czy mimo to coś Cię zaskoczyło?

MICHAŁ ŻEBROWSKI: Niestety, na studiach z zarządzania nie napisałem pracy dyplomowej. Być może dlatego zaskoczyło mnie tak wiele rzeczy (śmiech). W sytuacji, kiedy własnym nazwiskiem firmujesz instytucję, najdrobniejsze potknięcie urasta do rangi olbrzymiego zaskoczenia. Kiedy 15 lipca inaugurowaliśmy „Wyższy Poziom Muzyki”, na koncercie zespołu Kroke na widowni było 660 osób. Sala pękała w szwach. W ósmej minucie koncertu jednemu z wykonawców psuje się akordeon. „Wie pan, od dwudziestu lat jeżdżę na koncerty i zawsze biorę ze sobą drugi instrument, a dzisiaj nie wziąłem” – mówi. Podczas kolejnych ośmiu dramatycznych minut, gdy on naprawiał akordeon, a jego przyjaciel, członek zespołu, improwizował, byłem blady jak ściana. Współodpowiadając za prywatną instytucję teatralną, czuję się odpowiedzialny za komfort widzów. Sponsorami Teatru 6. piętro są zacne firmy, co również mobilizuje do pracy na najwyższych obrotach. Nagrodą za to napięcie są uśmiechnięte twarze widzów, pracowników i aktorów grających w naszym teatrze. Zawsze chciałem pracować w tym zawodzie na zasadach entuzjazmu, ale przy tak olbrzymiej ilości obowiązków nie jestem już wyłącznie entuzjastycznie nastawionym do pracy aktorem (uśmiech).

GALA: ... poza tym, a może przede wszystkim, jesteś mężem i ojcem.

MICHAŁ ŻEBROWSKI: Przede wszystkim.

GALA: Może masz za dużo obowiązków?

 

MICHAŁ ŻEBROWSKI: Większość ludzi musi godzić wszystko naraz. Myślę, że na tym właśnie polega dojrzałość mężczyzny, że chce być odpowiedzialny. Nie wiem, czy to kwestia chęci bycia odpowiedzialnym. Mam po prostu 38 lat.

GALA: Wchodząc do domu, zrzucasz teatralną skórę? A z nią stresy, balast zepsutych akordeonów, aktorskich niedyspozycji?

MICHAŁ ŻEBROWSKI: Chyba nie do końca mi się to udaje. Na przykład przed ostatnią premierą w teatrze denerwowałem się, że nie mogę otworzyć kluczem drzwi do domu, które już były otwarte na oścież. Ostatnio jednak zdarza mi się nie zabierać telefonu do łazienki, więc już jest lepiej. Staram się tak sobie organizować życie, żeby były momenty, w których jest dużo pracy, a potem najzwyczajniej w świecie odpoczywać. I fizycznie, i psychicznie, bez napięcia.

GALA: Dobrze czasem trochę odpuścić.

MICHAŁ ŻEBROWSKI: I z przyjemnością to robię. Na przykład, gdy byłem kawalerem, pociągała mnie praca gdziekolwiek indziej niż w Polsce, chęć przeżycia przygody. Pojechać na parę miesięcy do Rosji, mieć zdjęcia w Odessie, a do tego pracować za dobre pieniądze, to było coś! Taki miałem etap w życiu. Teraz jest inny, ponieważ mam rodzinę i ostatnią rzeczą, jakiej chcę, są wyjazdy.

GALA: Kawalerski stan trwał u Ciebie bardzo długo, do 37. roku życia. Kiedyś o takim panu mówiono: „stary kawaler”, i ostrzegano przed nim kobiety z powodu złych nawyków, które trudno wykorzenić...

MICHAŁ ŻEBROWSKI: Gorzej jest z mężem, który dopiero po ślubie zaczyna mieć ochotę na złe nawyki.

GALA: Ale jeśli tak długo smakowało się wolności…

MICHAŁ ŻEBROWSKI: Nie wiem, czy to można nazwać wolnością, bo to smakowanie często zwyczajnie szkodzi.

GALA: Tobie szkodziło?

MICHAŁ ŻEBROWSKI: Tak.

GALA: A możesz powiedzieć, co to było?

MICHAŁ ŻEBROWSKI: (Chwila ciszy) Głupota mi szkodziła.

GALA: W czym się przejawiała? W stylu życia, popełnianych błędach?

MICHAŁ ŻEBROWSKI: (Cisza) W braku pogodzenia się z tym, że coś mi nie wyszło.

GALA: Życie, kariera? Wydawało się, że wprost przeciwnie.

MICHAŁ ŻEBROWSKI: To znaczy, że chyba jestem nie najgorszym aktorem.

GALA: Kiedy zrozumiałeś, co to znaczy: uczucia ojcowskie?

MICHAŁ ŻEBROWSKI: Czuję się onieśmielony takimi pytaniami.

GALA: O ojcowskie uczucia? Jest w tym coś niewłaściwego? Sam byłeś konserwatywnie wychowywany przez rodziców. Pamiętam, jak opowiadaliście mi z Rafałem Trzaskowskim, co musiałeś robić, żeby w czasach liceum móc wyjechać z dziewczyną… Jakim jesteś, będziesz ojcem, Michale?

MICHAŁ ŻEBROWSKI: To, jakim będę ojcem, zależy również od tego, jaki będzie mój syn, jaki będzie miał charakter. Czy będzie niesforny, czy też potulnie słuchający poleceń. Ja nie należałem do tych, którzy słuchali… Kiedyś nawet pomyślałem, że gdybym miał takiego samego syna, który robiłby takie rzeczy, jak ja w młodości, tobym chyba umarł ze strachu. Zamartwiłbym się.

GALA: Zastanawiasz się czasem nad tym, kim będzie Twój syn?

MICHAŁ ŻEBROWSKI: Przede wszystkim chciałbym towarzyszyć dziecku w tej przygodzie, jaką jest życie, a nie przeszkadzać mu. Pozwolić jak najszybciej samodzielnie myśleć i wybierać w poczuciu, że po tej drugiej, rodzicielskiej stronie jest ktoś, kto go naprawdę słucha i chce zrozumieć. Żeby wiedział, że jest najważniejszy dla mnie. Ale nie mam tatakich planów, że musi chodzić na siłownię, do elitarnej szkoły, znać pięć języków i w wieku trzech lat koniecznie jeździć na nartach.

GALA: Pozwala Ci się wyspać w nocy?

MICHAŁ ŻEBROWSKI: Ostatnio pojechałem na zdjęcia do Krakowa. Położyłem się spać o 23, a na 7.40 miałem zamówioną taksówkę. Myślę: „Boże, jak cudownie! Całe osiem godzin! Dawno czegoś takiego nie było. Wyśpię się wreszcie, pochrapię sobie, bo to uwielbiam”. Zasnąłem o wpół do czwartej, wściekły. Przez cztery godziny rzucałem się z boku na bok. Paradoksalnie w tej błogiej ciszy nie mogłem zasnąć.

GALA: Czego Ci można życzyć na gwiazdkę?

MICHAŁ ŻEBROWSKI: Tego, czego życzył mi poseł Trzaskowski – żebym się mniej spinał i nie wytwarzał takiego dystansu między sobą a ludźmi.