„Często śni mi się, że kończę przygodę z kinem. Zostaję praczką, urzędniczką, albo pisarką listów miłosnych na zamówienie. Szczerze mówiąc, nie lubię ciężaru odpowiedzialności. Coraz częściej myślę o podjęciu takiej decyzji” wyznała Williams w Hobo Magazine. Bohaterka filmu „Blue Valentine” nie przestaje stawiać sobie pytań o przyszłość kariery aktorskiej i o swoje prawdziwe pragnienia. „Kiedy wiesz, że masz kilka wyjść, wszystko jest możliwe. Kiedy jednak stajesz przed jedyną możliwą alternatywą to prawdziwe piekło”.  

Ten wyjątkowy wywiad współgra z innym udzielonym Vogue U.S., gdzie Michelle przyznała, że od śmierci ojca jej córeczki Heath Ledgera, nie jest już ta samą osobą. Do jego tragicznej śmierci doszło trzy lata temu i dopiero teraz, aktorka zaczyna sobie z tym faktem radzić. „Przez bardzo długo nie mogłam przestać dotykać twarzy ludzi. Powtarzałam: „Popatrz! Ruszasz się! Jesteś!. Jego śmierć zmieniła mój sposób patrzenia na świat i na życie codzienne. Jestem też inną matką. Inną przyjaciółką. To sprawiło również, że mam ochotę zmienić pracę, robić zupełnie coś innego”.   

Michelle Williams, która właśnie wcieliła się w postać Marilyn Monroe na dużym ekranie, błyszczy w kinie, ale tęskni za spokojnym życiem. Jest w nim na pewno miejsce na jej główna rolę, czy rolę mamy pięcioletniej Matildy.