Czy macie siebie czasami dosyć?

PAUL W. S. ANDERSON: Ja? Milli? Nigdy!

MILLA JOVOVICH: Jesteśmy razem już dziewięć lat. Ale czy to jest wystarczający powód, żeby nie móc już na siebie patrzeć?

Widzicie się nie tylko w domu, często spędzacie razem czas także w pracy. Przebywacie ze sobą 24 godziny na dobę. Jesteście po premierze „Trzech Muszkieterów” wyreżyserowanych przez Paula. To nie pierwszy raz, kiedy spotykacie się na planie.

PAUL: I mam nadzieję, że nie ostatni. Nakręciliśmy wspólnie pięć filmów. Nie wiem, jak dla Milli, ale każdy z nich był dla mnie piękną przygodą.

MILLA: Dla mnie także. Zwłaszcza gdy Paul wypruwał ze mnie flaki i kazał po raz setny powtarzać kwestie.

PAUL: O kurczę! Jestem dla ciebie aż tak surowy?

MILLA: Uspokój się, żartuję. Muszę jednak przyznać, że gdyby nie praca, to spędzalibyśmy ze sobą mało czasu. Choć na planie też nie widzimy się non stop. Paul przeważnie stoi za monitorem i ogląda to, co kręcą operatorzy. Później wracamy do domu, kładziemy naszą córkę spać, sami idziemy do łóżka i od razu zasypiamy. I tak w kółko.

PAUL: Czuję się szczęściarzem, że mogę mieć żonę obok siebie, kiedy pracuję. Najlepiej wspominam chyba te chwile, kiedy kręciliśmy „Resident Evil: Afterlife”. Oprócz Milli, która grała w filmie, była z nami córka.

Ever często z wami podróżuje?

MILLA: Prawie zawsze.

PAUL: Gdy kręciliśmy „Trzech Muszkieterów” w Wurzburgu, Ever przyglądała się naszej pracy do obiadu, potem szła na popołudniową drzemkę i znowu wracała. Była wniebowzięta, zwłaszcza gdy przed kamerą pojawiała się Milla.

MILLA: Dziwisz się jej? Dla czterolatki oglądanie mamy, która nosi suknie księżniczki, było naprawdę wielkim wydarzeniem. Później mnie męczyła, żebym kupiła jej podobne. Ever to strojnisia.

Odetchnęłaś z ulgą, kiedy skończyły się zdjęcia, bo mogłaś zapomnieć o sztywnych gorsetach i tiulach?

MILLA: Uwierz mi, że tak. Z jednej strony uwielbiam zmieniać się na potrzeby filmu i eksperymentować z makijażem czy ubraniami. Przez kilka lat miałam nawet swoją firmę odzieżową Jovovich-Hawk, którą prowadziłam z koleżanką. Zaprojektowałyśmy także część kostiumów do filmu „Resident Evil”. Ale stroje z epoki to już zupełnie inna bajka. Są ciężkie i niewygodne. Jedna z moich sukienek była tak obcisła, że w pewnym momencie przestała dopływać mi krew do rąk.

PAUL: Twoje dłonie zrobiły się niebieskie i grube...

MILLA: Makijażystki próbowały zatuszować ten niezdrowy kolor. Nikt nie wiedział, o co chodzi. Aż nagle zorientowałam się, że nie czuję dłoni. Trzeba było naciąć rękawy.

Paul, po co dzisiejszym widzom kolejna wersja „Trzech Muszkieterów”?

PAUL: Wszyscy zadają mi to pytanie. To jest świetna, klasyczna historia o miłości i walce. Każde pokolenie zasługuje na swoją wersję „Trzech Muszkieterów”. Myślę, że istnieje co najmniej sto ekranizacji wspaniałej powieści Alexandra Dumasa, ale każda jest inna.

Milla, czy to prawda, że początkowo nie chciałaś zagrać w tym filmie? Podobno proponowałaś Paulowi, żeby do roli Milady De Winter wybrał inną aktorkę.

MILLA: Tak, ale nie zdradzę, kogo typowałam. Nie sądziłam, że sprawdzę się jako Milady, ale mój mąż mnie przekonał. Poza tym producentom spodobał się pomysł, aby mnie zaangażować, więc nie mogłam dalej protestować.

Nie miałaś obaw przed wystąpieniem w filmie kręconym w 3D?

MILLA: Coś ty. Nie pierwszy raz miałam okazję zagrać w tego typu produkcji. Poza tym Paul, który jest fanatykiem 3D, sprawił, że naprawdę uwierzyłam w tę technologię.

Odnoszę wrażenie, że 3D to trochę przerost formy nad treścią i pasuje głównie do filmów akcji.

MILLA: Uważaj, bo zaczynasz stąpać po cienkim lodzie.

PAUL: 3D to według mnie przyszłość kina. Wiele lat temu ludzie uważali, że filmy obyczajowe czy dramaty powinno się kręcić na czarno-białych taśmach, bo tylko wtedy reżyser mógł wyrazić to, o co mu chodziło. Kolor był zarezerwowany jedynie dla głupiutkich komedii. To samo było z fotografią. Dopiero po czasie okazało się, że także poważne historie wiarygodnie wypadają w filmach kolorowych. Mamy teraz podobny moment w kinie. Daj 3D jeszcze chwilę, a przekonasz się, że sprawdzi się przy każdym gatunku filmowym.

MILLA: Nasza Ever głównie ogląda bajki trójwymiarowe.

Milla, nie masz czasami wyrzutów sumienia, że za dużo pracujesz, nie poświęcając córce tyle czasu, ile byś chciała?

MILLA: Oczywiście, że w dzisiejszych czasach bycie matką pracującą jest cholernie trudne. Zwłaszcza w krajach zachodnich, gdzie wymaga się od nas, abyśmy czuły się spełnione na każdej płaszczyźnie.

Nie masz czasami ochoty wszystkiego rzucić i zostać z Ever w domu? Zapewne ucieszyłaby się, gdyby miała mamę obok siebie cały czas.

MILLA: O nie, takie rozwiązanie absolutnie nie wchodzi w grę. Po prostu nie przyjmuję wszystkich ról, jakie mi proponują reżyserzy. Nie zrobię pięciu filmów rocznie, ale może dwa lub trzy. Poza tym, pracując, chcę dawać dobry przykład mojej córce. Ever widzi, że ma szczęśliwą mamę, która pracuje, spędza z nią czas, jest zadbana, no i ma życiową pasję, jaką jest aktorstwo. Poza tym Paul nie pozwoliłby mi zrezygnować z pracy. Cały czas przebąkuje, że ma dla mnie kolejną rewelacyjną, wręcz wymarzoną rolę. A takiej chyba nie mogłabym odrzucić.