O Monice Brodce (29) ostatnio jest głośno, choć ona sama ani nie uczestniczy w celebryckich bankietach, ani nie pozuje na ściankach, a wywiadów udziela niezwykle rzadko. Ostatnio zrobiła wyjątek dla polskiej edycji magazynu Elle. Sesja, jaką znajdziemy w magazynie, jest niebanalna, pełna energii, wyjątkowa. Jeśli szukacie klasycznych ładnych sukienek, to będziecie zawiedzeni! Brodka pozuje bowiem w eklektycznych stylizacjach, mieszając kreacje z najnowszych kolekcji z elementami vintage, swoje własne ubrania z tymi wypożyczonymi na potrzeby sesji z najlepszych butików. Ale wzrok i tak przyciąga przede wszystkim jej łysa głowa. Przy mocnym, futurystycznym makijażu i w otoczeniu ciekawej dużej biżuterii taka "fryzura" wygląda naprawdę bardzo efektownie! A dlaczego Brodka nagle zdecydowała się na cięcie na zero? Zdradziła to w Elle!

- Nowa fryzura jest wyrazem buntu?

Nie. To był impuls i potrzeba oczyszczenia, bo poczułam, że tego potrzebuję. To najbardziej praktyczna fryzura, jaką w życiu miałam. Nie musisz nosić czepka na basen, nie zwieje ci czapki z głowy. Same plusy (śmiech).

Zresztą Brodka podkreśla, że teraz, gdy zbliża się do 30-tki, okres buntu ma już dawno za sobą. Zresztą, nigdy tak naprawdę się nie buntowała. A przynajmniej nie tak, jak inni artyści, o których ekscesach rozpisywały się media.

Miałam w życiu okres buntu. Nie był on dramatyczny, nie wiązał się z narkotykami, wyskokami, bo zawsze miałam silną samokontrolę. Twarde stąpanie po ziemi i dyscyplinę wyniosłam z domu, chodziłam równolegle do podstawówki i szkoły muzycznej, po lekcjach ćwiczyłam na skrzypcach. Myślę, że dzięki temu nie zachłysnęłam się sukcesem, gdy jako nastolatka przyjechałam sama do Warszawy.

Cały wywiad z Moniką Brodką przeczytacie w najnowszym wydaniu Elle Polska, które już jest w sprzedaży!