Monika Kuszyńska wydała niedawną swoją autobiografię, w której po raz pierwszy opisała żmudny proces swojego dochodzenia do zdrowia po tragicznym wypadku samochodowym, który odebrał jej władzę w nogach.

W książce wokalistka odnosi się także do swoich trudnych relacji z Robertem Jansonem, który prowadził tego feralnego dnia auto. Zdaniem Kuszyńskiej, lider zespołu Varius Manx zachowywał się po tragedi w wyjątkowo niestosowny sposób.

„Zazwyczaj małomówny, teraz wyrzucał z siebie zdania o tym, jak wszystko go boli, jak wciąż źle się czuje. Opowiadał, jak trudno mu rano wstać z łóżka, ile czasu musi poświęcać na rehabilitację” – pisze Monika Kuszyńska.

W końcu wokalistka uznała, że najlepsze będzie dla niej, jeśli zerwie z Jansonem kontakt. Kuszyńska ma wrażenie, że dla muzyka to też była duża ulga.

Wcale nie chciałam się kłócić. Nie byłam źle nastawiona do Roberta. Nieraz stawałam w jego obronie, gdy ktoś przeklinał jego brawurę za kierownicą tamtego feralnego dnia. Przytłaczał mnie jego pesymizm i smutek. [...] Pewnego dnia napisałam do Roberta SMS-a z prośbą, by więcej się ze mną nie kontaktował. Kurtuazyjne rozmowy, relacja budowana na poczuciu winy... To nie miało sensu. Musieliśmy się od siebie uwolnić i zacząć każde żyć swoim życiem. Sądzę, że dla niego była to jednak ulga. Podobnie jak dla mnie” – napisała w swojej biografii gwiazda.

 

» PRZECZYTAJ TAKŻE: Monika Kuszyńska - Uważa swój wypadek za... znak od Boga?!