PYCHA

Czujesz się lepsza od innych ludzi?

Nie. Nie! Dlaczego?

Bo jesteś znana, bo wszyscy się za Tobą oglądają. Jesteś gwiazdą.

Tak? I to jest powód, żeby czuć się lepszym? Od ciebie też jestem lepsza?

Ty mi powiedz.

No dobrze. Jestem najlepsza na świecie (śmiech). Nie, to nie działa. Mogę powiedzieć, że staram się być najlepsza w tym, co robię, ale umiem doceniać sukcesy w innych dziedzinach życia. Bycie rozpoznawanym bywa przyjemne, ale nie jest moim celem. Na szczęście mam ciekawsze zajęcia niż zastanawianie się, czy wszyscy wiedzą, że ja to ja. Lubię, kiedy ludzie kojarzą mnie z moją pracą, jak taksówkarz, który kiedyś rozpoznał mnie po głosie. Kiedy ktoś pamięta mój wywiad, kiedy mam poczucie, że dzięki mojej pracy znalazł inspirację, zaczął o czymś myśleć, jest mi bardzo miło.

Co jest dla Ciebie ważniejsze – szczęście czy praca?

Mój sekret polega na tym, że nie muszę wybierać. Jestem szczęśliwa, pracując, a moja praca mnie uszczęśliwia. Oczywiście budzik dzwoniący o 5.40 potrafi zdenerwować, szczególnie kiedy na zewnątrz jest -20°C (śmiech). Ale to po chwili mija, bo lubię Radio ZET, TVN i TVN24. Pracuję z fantastycznymi ludźmi. To jest szczęście.

Czy to, że o 8.15 „Gościem Radia ZET” rozpoczynasz dzień w polityce, nie łechce Twojej próżności? Nie czujesz się wtedy kimś ważnym?

(śmiech) Nie, bo nie mam wtedy czasu na próżność, od 5.40 do 8.15 mam bardzo mało czasu i bardzo dużo pracy. A o 8.15 bywam wściekła. Wstaję o świcie, czytam gazety, przygotowuję się i wtedy mnie trafia ta myśl: to wszystko na nic, bo polscy politycy są kompletnie niepoważni. To jest potworne, a przypadek ACTA pokazuje jak na dłoni brak elementarnej wiedzy społeczeństwa i polityków na temat własności intelektualnej. Nasi posłowie i europosłowie nie wiedzą, nad czym głosują. Nie potrafią też zatrudnić profesjonalnych ludzi, którzy przeczytaliby te stosy projektów i odnaleźli najistotniejsze zapisy. W efekcie osoby z pierwszych stron gazet, dorośli ludzie z tytułami i wieloletnim doświadczeniem tłumaczą, że ktoś im źle powiedział, że się zagapili lub – i to jest szczyt wszystkiego! – że pomylili zielony guzik z guzikiem czerwonym. Nie wiadomo, czy się śmiać, czy płakać.

Może to jest przejaw pychy? Może tak działają ludzie, którzy uważają się za lepszych?

To prawda, nasi politycy są bardzo pyszni. Większość jest dumna z siebie, napuszona, chodzą tacy zachwyceni sobą, najczęściej nie mając do tego wielu powodów. Do mojej audycji, do której rzetelnie się przygotowuję, przychodzi facet, który nie wie dosłownie nic. Po kilku minutach jest jasne, że nie tylko niewiele wie, ale również nie czyta gazet. I jeśli się nie spóźni, to siedzi przede mną zadowolony z siebie i coś bredzi, a mnie i moim widzom lub słuchaczom opadają ręce. Zwróć też uwagę, jak premier Donald Tusk komunikuje się ostatnio z opinią publiczną. Od początku nowej kadencji jego gabinet po prostu nie działa, zaliczają wpadkę za wpadką, a on nic nie robi. Albo nie widzi, co się dzieje, albo udaje, że tego nie widzi. Po zwycięstwie w drugich wyborach parlamentarnych z rzędu zamknął się w swoim gabinecie i zniknął. To może okrutnie na nim się zemścić, bo w polityce sukces jest zawsze „na chwilę” i nie można odpuścić. Jeśli nie jest się pracowitym i innowacyjnym, szybko się znika.

A tak ostra ocena, jak ta dotycząca Tuska, nie ociera się o pychę?

Nie, to jest właśnie profesjonalizm (śmiech)! Dziennikarstwo wymaga zdolności do oceny i dziennikarz ma do niej prawo, jeśli umie zachować bezstronność.

Można oceniać bez poczucia wyższości?

Można, jeśli ma się wiedzę i umie się słuchać. Ja naprawdę staram się zrozumieć moich rozmówców i interesuje mnie, co oni mają do powiedzenia. Nigdy nie stawiam się ponad rozmówcą i w każdej, choćby najgłupszej wypowiedzi doszukuję się jakiejś mądrości. A z tym, jak wiesz, bywa różnie...

CHCIWOŚĆ

Być czy mieć – co Ty wybierasz?

W XXI wieku zwycięża mieć. Nie podoba mi się to, ale tak jest.

A jedno wyklucza drugie?

O tak, w niektórych przypadkach na pewno (śmiech). Ależ mnie korci, żeby podać tu kilka nazwisk (śmiech)...

Patrzę na Ciebie od kilkunastu lat i myślę, że można mieć i być, jeśli się jest Moniką Olejnik. Nie zamknęłaś się w wieży dla sławnych i bogatych.

Staram się, ciągle pracuję nad sobą. Kiedy obserwuję ludzi, którzy osiągnęli ten tzw. sukces, to jestem przekonana, że ta wieża istnieje tylko w bajkach.  

To na co jesteś łasa?

Na słodycze, ale ich nie jem. A najbardziej na czekoladowy tort! Można powiedzieć, że czekoladowego tortu nie jem najbardziej (śmiech). Jestem też łasa na każdy smak związany z miejscem, za którym pięknie jest potem tęsknić.

Gromadzisz jakieś dobra?

Tak, oczywiście. Głównie książki, ubrania i buty. Dobre wina zatrzymują się tylko na chwilę, a przyjaciele, inspiracje i wiedza – na dłużej.

A pieniądze?

Niestety, nie umiem ich utrzymać. Jestem strasznie rozrzutna.

Ale chyba musisz być chciwa, żeby móc być rozrzutną?

 

Nie jestem chciwa. Bardzo intensywnie pracuję i mam prawo oczekiwać, aby pracodawca szanował i doceniał moją pracę. Nie wstydzę się tego, że zarabiam, i jestem dumna z tego, że moje programy przynoszą zysk. Ale dążenie do pieniędzy dla nich samych to nonsens.

NIECZYSTOŚĆ

Zamierzam Ci zadać niedyskretne pytanie...

Zamieniam się w słuch.

Miewasz brudne myśli?

(śmiech) Śnią mi się politycy.

Intrygujące. Ale jak się śnią?

Zupełnie niewinnie. Często śnią mi się politycy z różnych ugrupowań, a większość tych snów jest strasznie śmieszna. Ostatnio w moim własnym śnie nakrzyczał na mnie Jarosław Kaczyński. A może to nie był sen?

To chyba jednak nie grzech. Miewasz nieczyste marzenia?

Nie. Moje nieczyste intencje ograniczyłyby się do pozwolenia, aby podać rękę wybitnemu człowiekowi, aktorowi lub geniuszowi i pójść na spacer, rozmawiać w fantastycznym miejscu.

Robert Downey Jr.?

Proszę bardzo (śmiech)!

Woody Allen?

Zawsze i o każdej porze.

Używasz  brudnych  chwytów  w  czasie  wywiadów?

Nie.

A kiedy zapytałaś Annę Grodzką o jej życie seksualne? Nie przekroczyłaś granicy?

Nie, to nie był brudny chwyt. Posłanka otwarcie mówi o tym, że zmieniła płeć, więc nie widziałam w tym nic złego. Tym bardziej że ktoś, kto decyduje się na to, żeby być posłem, decyduje się na odpowiedzi na bardzo różne pytania. Reprezentuje tych, którzy widzą w nim swojego reprezentanta. Ma być widoczny i pozwalać oswajać to, co różni go od innych. Dlaczego miałabym nie pytać?

Bo to tabloidowy chwyt.

Nie zgadzam się. Chciałam przybliżyć widzom osobę, z którą rozmawiałam. Interesuje mnie to i wiem, że moich słuchaczy i widzów również. To normalna ciekawość, a tabloidowa byłaby wtedy, gdybym drążyła temat kosztem godności posłanki. A tego nie zrobiłam.

ZAZDROŚĆ

Zazdrościsz?

Tak. Artystom, a spośród nich malarzom, reżyserom i pisarzom. Czasem mnie dopada taka zazdrość, że o mój Boże, jak ja bym chciała mieć taki talent.

A czy zazdrościsz tzw. dóbr materialnych?

Tak, jeśli tym dobrem są bardzo piękne nogi (śmiech)!

Zazdrościsz komuś tak, że zamieniłabyś się z nim na życia?

Nie, absolutnie nikomu. A na pewno żadnej z żon miliarderów (śmiech). Potrafię doceniać ludzi, szczególnie tych utalentowanych. Od kilku lat z przyjemnością obserwuję ludzi, którzy zmieniają Polskę w małych wioskach na południu Polski i innych regionach. Taka obserwacja jest ciekawsza od zamiany.  

A czego można zazdrościć Tobie?

Wszystkiego! Jeśli ktoś chce tracić czas na zazdrość (śmiech).

Zazdrościsz tym, którzy mają więcej czasu?

Nie, przecież kocham to, co robię. Oczywiście czasem żałuję, że nie mogę czegoś zrobić, tak jak ostatnio, gdy nie poleciałam ze znajomymi do Argentyny.

NIEUMIARKOWANIE W JEDZENIU I PICIU

W czym Ci brak umiaru?

W zakupach. Ale ten brak umiaru nie jest egoistyczny, bo uwielbiam kupować prezenty. Lubię też podróżować. Jeśli mam czas, od razu wyjeżdżam na Podhale, w okolice Ustronia na Śląsku, do Bobowej, na Mazury. I oczywiście do pięknej Italii.

W pracy?

No tak, tu mnie masz. W pracy nigdy nie miałam umiaru, przyznaję się.

Dobrze Ci z tym?

Nie mam wyboru, taka już jestem. Kiedy nie pracuję, boli mnie głowa. Moje wakacje najlepiej opisują słowa Czesława Niemena: „Jesteśmy na wakacjach, na których bardzo ciężko pracujemy”. Nie da się wyłączyć głowy, która szuka inspiracji. Kiedy wpadnę na jakiś pomysł, natychmiast dzwonię, zapisuję, czytam i działam. To jest totalny brak umiaru, ale nie mam wyrzutów sumienia. Dzięki temu zrealizowałam wiele świetnych pomysłów.

Pamiętam, jak w wakacje zadzwoniłaś do Radia ZET z komentarzem dotyczącym jakiegoś wydarzenia politycznego. Nie my do Ciebie, ale Ty do nas.

(śmiech) Czasem to jest szaleństwo. Prezentację raportu komisji Millera oglądałam w malutkiej kawiarni na Korsyce. I komentowałam to tak głośno, że właściciel zaczął mnie zagłuszać muzyką, śmiechem, dobrym winem. Przegrał.

Walczysz z tym?

Nie. Moi bliscy szanują to szaleństwo, przewracają oczami, ale wiedzą, że nie można z tym nic zrobić. Z kupowaniem próbuję walczyć. Dużo o tym rozmawiam z koleżankami, najczęściej w czasie... zakupów (śmiech). Ale z pasją do pracy nie walczę, bo dobrze mi z tym. Tym bardziej że dzwonią do mnie reżyserzy z ciekawymi propozycjami (śmiech).

GNIEW

Jesteś furiatką, to jasne.

Jestem. Podano nam tu paskudne jedzenie i musiałam o tym powiedzieć kelnerce. Ty nie lubisz naprawiać świata?

Tutaj trzeba naprawić kucharza. Wściekłaś się o to danie?

Tak, zdenerwowałam się, bo to jest robienie sobie z nas kiepskich żartów. Kiedy pracuję, bardzo się przykładam. Jeśli o czymś zapomnę lub się pomylę, dniami i nocami to sobie wyrzucam. Tego samego wymagam od innych. Ten kucharz, który pracuje w centrum Warszawy, powinien pojechać na lekcje do pani Haliny z Murzasichla na Podhalu.

Nie wszyscy muszą być doskonali...

Wystarczy, jeśli będą profesjonalni. Ja nie jestem doskonała. I nie wymagam doskonałości, ale dążenia do niej, więc wściekam się, kiedy ludzie źle pracują, nie przykładają się i kłamią, żeby sobie ułatwić życie. Och, jak ja tego nienawidzę!

Gdybym Cię nie znał, zapytałbym teraz, czy dusisz w sobie złość. Ale odpowiedź znam...

(śmiech) Jestem bardzo ekspresyjna...

O tak.

Ale można to też nazwać szczerością. Złoszczę się, kiedy coś jest nie tak. Ale umiem przeprosić, kiedy nie mam racji, i nie jestem pamiętliwa, więc złość szybko mi przechodzi.

To działa?

Tak, oczywiście. Kiedy zwracam komuś uwagę, nie robię tego z wrodzonej złośliwości albo chęci wyładowania, ale dlatego, że chcę, żeby było lepiej.

A bywasz zła i jednocześnie bezsilna?

 

Tak, w zepsutych pociągach, w korkach i przed telewizorem, kiedy widzę nieprzygotowanego do rozmowy dziennikarza. Krew mnie zalewa. W ogóle współczesne dziennikarstwo mnie drażni, bo często porzucamy tematy bez zakończenia, żeby zająć się czymś innym. Kolejne sprawy zostają bez zakończenia, a my lecimy przed siebie jak stado baranów. To potworne. Na szczęście nowe technologie i media dają nam dzisiaj możliwość  poszukiwania filmów, programów ciekawych, cennych i inspirujących. Najgorsze chwile bezsilności to wojna i beznadziejna agresja, na którą nie mamy wpływu.

LENISTWO

Są takie momenty, kiedy po prostu się lenisz?

Jeśli mam wolne, to podróżuję w poszukiwaniu nowych smaków, ludzi i inspiracji. Moim świętem są sobotnie poranki, kiedy mogę dłużej spać.

A nie chciałabyś, jak Leonard Cohen, pojechać do buddyjskiego klasztoru i tam medytować przez na przykład 10 lat?

Nie, aż 10 lat! Dla mnie to brzmi jak wyrok. Nie umiem żyć powoli, lubię swoje intensywne i ciekawe życie, szybki samochód i szybkie, często spontaniczne decyzje. Taki już mam charakter.