Dlaczego chciałaś zagrać księżną Grace?

Scenariusz był po prostu fantastyczny. Nie wiedziałam wcześniej zbyt wiele o jej życiu, choć moja matka dorastała wraz z blaskiem dwóch wielkich gwiazd – Grace Kelly i Marilyn Monroe. Obie były ikonami swego pokolenia. Widziałam Grace w filmach Hitchcocka, ale nie zagłębiałam się nigdy w meandry jej życia. Choć opowiadana przez nas historia rozgrywa się jedynie na przełomie sześciu miesięcy, był to kluczowy okres w jej biografii – uświadomiła sobie wtedy swoje oddanie Rainierowi i zaangażowanie w swoje małżeństwo oraz lojalność wobec ludu Monako, dla którego była Grace Grimaldi, noszącą tytuł  Jej Książęcej Wysokości Księżnej Monako.

Akcja filmu rozgrywa się kilka lat po ślubie książęcej pary, kiedy Rainier musi stawić czoła poważnemu kryzysowi państwowemu. Ale co w całej historii Grace poruszyło Cię najmocniej?

Jej pragnienie posiadania domu oraz rodziny, które doprowadziło ją do przekreślenia kariery w Hollywood i tego niezwykłego życia, do którego tak długo dążyła. Nasz film rozpoczyna się w momencie, kiedy jest już żoną księcia, matką dwojga ich dzieci   i w pewnym sensie egzystuje w wieży z kości słoniowej. Jednak nie zatraciła przemożnej chęci do działania. Kiedy skończyłam czytać scenariusz, powiedziałam do siebie: „Będę wiedziała, jak to zagrać”. Wydaje mi się, że to właśnie ten aspekt najbardziej mnie do niej zbliżył. Zainteresowało mnie również to, że przez długi czas biła się z myślami, zastanawiając się, jakie jest jej przeznaczenie. Niektórzy ludzie otrzymują od losu wielką życiową odpowiedzialność. Grace była jedną z takich osób.

Podobnie jak Grace Kelly zdobyłaś Oscara. Czy pomogło Ci to w lepszym zrozumieniu i zagraniu tej postaci?

Myślę, że jestem w stanie utożsamić się z kobietą tkwiącą w ramach słynnego małżeństwa, ale ciągle znajdującą w swej pracy ekscytację i pragnącą normalności. Wydaje mi się, że Grace naprawdę tego chciała. Pragnęła życia domowego ze swoimi dziećmi. Chciała mieć udane małżeństwo i związek  z prawdziwego zdarzenia. W naszym filmie widzimy, jak kształtował się dla niej taki świat i jak utwierdziło ją to w przekonaniu, że podjęła najlepszą możliwą decyzję.

Na ekranie wydajesz się do niej bliźniaczo podobna!

Byłam w stanie zmienić swój wygląd dzięki ogromnej pracy świetnych makijażystów i wizażystów! (śmiech)   W podobny sposób przeistoczyłam się w Virginię Woolf w filmie „Godziny” oraz w mnóstwo innych bohaterek,   w które wcielałam się w trakcie mojej kariery aktorskiej. Grace Kelly była klasyczną pięknością. Wspaniali ludzie od charakteryzacji pomogli mi upodobnić się do niej między innymi dzięki takim zabiegom jak cieniowanie i wydłużanie brwi oraz obcięcie włosów i przefarbowanie ich na blond. Jeśli rzeczywiście udało im się uwiarygodnić mnie jako Grace, to dla mnie największy komplement.

To film wyczekiwany przez wielu widzów na całym świecie. Jak myślisz, skąd wzięła się popularność tematu, który podejmuje?

Wydaje mi się, że wielu ludzi ciągle kocha i podziwia blask oraz przepych, a Grace była ich prawdziwym uosobieniem. Stroje, w których dzięki tej roli mogłam chodzić, były po prostu cudowne, a reżyser Olivier Dahan nakręcił ten film w iście królewskim stylu. Olivier jest też malarzem, więc „Grace, księżna Monako” odzwierciedla jego artystyczną osobowość.

Opowiedz więcej o kostiumach, które nosiłaś na potrzeby roli. Grace Kelly była prawdziwą ikoną mody.

Mam własne dzieci, więc większość czasu spędzam w luźnych, wygodnych i niezobowiązujących ubraniach. Na dodatek ostatnio zagrałam w wielu filmach, które były surowe i nie wymagały bogatej stylizacji, nie wspominając już o jakimkolwiek wizualnym przepychu. Kiedy więc otworzyła się przede mną możliwość wcielenia się w piękną kobietę noszącą cudowne stroje, poczułam się wspaniale, tym bardziej że wszyscy wokół robili, co tylko mogli, żeby mnie do niej upodobnić. Dzięki temu filmowi wróciła mi miłość do mody, którą nosiłam w sobie za czasów nastoletnich i później, kiedy miałam dwadzieścia kilka lat. Występując w sukni balowej w jednej z końcowych scen filmu, przechadzałam się przez położony w Monako Hotel de Paris i nie mogłam przestać myśleć o tym, że to musi być jakiś sen. Możliwość noszenia tych niesamowitych kostiumów każdego dnia na planie oraz zakładania urzekającej biżuterii była dla mnie prawdziwie baśniowym doświadczeniem.

Wspomniałaś o reżyserze filmu, Olivierze Dahanie. Jak układała Ci się współpraca z tym francuskim twórcą? Znałaś jego wcześniejsze dokonania?

Jego film „Niczego nie żałuję – Edith Piaf” uważam za dzieło wybitne. Tym razem klimat opowieści jest zupełnie inny, raczej baśniowy, ale wydaje mi się, że ten projekt potrzebował francuskiego spojrzenia, bardzo wyrazistego stylu, który prezentuje Olivier. On ma niesamowite oko do kolorów. Poza tym był dla mnie niezwykle łagodny i bardzo, ale to bardzo pomocny. Zrobił wszystko, co mógł, żeby „wydobyć” ze mnie tę rolę.

Praca na planie tego filmu musiała być dla Ciebie prawdziwie magicznym doświadczeniem.

Tak, bo kręciliśmy go w najwspanialszych możliwych lokalizacjach. Mieliśmy zdjęcia na Riwierze Francuskiej oraz w Monako. Zyskaliśmy również dostęp do wielu miejsc, które Grace odwiedziła na terenie księstwa. To dodało temu obrazowi wielkiej autentyczności.

 

„Grace, księżna Monako” otworzył festiwal w Cannes. To musiało być dla Ciebie niezwykle ekscytujące!

Tak, zwłaszcza że w ubiegłym roku byłam członkinią festiwalowego jury. Było to również symboliczne w kontekście naszej opowieści, bo właśnie na festiwalu w Cannes Grace poznała Rainiera. W pewien sposób historia zatacza koło. Uwielbiam przyjeżdżać na ten festiwal. Cannes to jedno z moich ulubionych miejsc na świecie. A bycie w jury, przebywanie u boku wspaniałych filmowców wspominam jako jedno z moich najciekawszych życiowych doświadczeń.

Wspomniałaś o baśniowym aspekcie „Grace, księżnej Monako”, ale jednym z założeń filmu jest także umożliwienie widzom zajrzenia za kulisy oficjalnego życia bohaterki.

Spora część tej opowieści dotyczy obowiązków nałożonych na Grace. Frank Langella, który wciela się w rolę jej doradcy, ojca Francisa Tuckera, mówi w pewnym momencie: „Sama sobie wybrałaś taki los, podjęłaś to zobowiązanie. To jest teraz twoje przeznaczenie i jesteś w stanie sprostać takiemu wyzwaniu... Pięknie sobie z tym poradzisz”. W innej scenie również cudownie mówi: „Ludzie będą o tobie marzyć. Będziesz odpowiadać za ich sny i marzenia. Będziesz wzorem do naśladowania”. I w ostatecznym rozrachunku rzeczywiście sama się na to zdecydowała. Taką postawę widać zresztą również w dzisiejszych czasach. Jestem pewna, że Kate Middleton miała wiele wątpliwości związanych   ze swoją nową rolą jako żony księcia Williama.

Jak się pracowało z Frankiem Langellą?

Pokochałam tego człowieka. To prawdziwy aktorski mistrz i ma niezapomniany głos!

A z Timem Rothem, który gra księcia Rainiera? W jaki sposób podeszliście do tworzenia ekranowej chemii, którą widz musi wyczuwać?

Współpraca z Timem była wspaniała. Wciela się tym razem w arystokratę, choć nie z takich ról jest znany. Właśnie dlatego i dla mnie, i dla niego cały proces polegał na budowaniu postaci niemalże od zera, co jest dla każdego aktora przyjemnością. A muszę dodać, że Tim jest wielkim aktorem, który potrafi naprawdę mocno zagłębić się w swojego bohatera. Duża część aktorstwa polega na tym, że jest się tak dobrym, jak ludzie, z którymi się pracuje. Miałam szczęście, że w tym przypadku mogłam rozpocząć coś w rodzaju aktorskiego tańca. Do tego to się właśnie sprowadza – otrzymujesz partnera do tańczenia i masz nadzieję, że będzie cię w stanie dobrze poprowadzić, żebyście zaczęli świetnie tańczyć jako para.

Jeden z głównych wątków w filmie dotyczy tego, że Grace musiała poświęcić naprawdę wiele, żeby sprostać nałożonym na nią obowiązkom. Potrafiłaś się z tym utożsamić?

Wydaje mi się, że każdy to potrafi. Jeśli jesteś częścią czegoś większego niż ty sama, jak rodzina... to oczywiste, że musisz decydować się na kompromisy i poświęcenia. Ale nie do końca lubię też słowo „poświęcenie”. Uważam, że w większości przypadków to są po prostu wybory, które prowadzą cię do tego, czego naprawdę pragniesz.

Może to właśnie sprawiło, że z Grace tak łatwo jest się utożsamić?

Być może... Wybrała miłość. Wybrała swoje dzieci. Wybrała męża. Kiedyś zacytowano jej wypowiedź, że nie chce zestarzeć się w Hollywood. Nie miała zamiaru zostać jedną z tych kobiet, którym cały czas coś wypada i nigdy nie zakładają rodzin. To nie leżało w naturze Grace. Wydaje mi się, że to właśnie spowodowało, że zrezygnowała z kariery w tak młodym wieku.

Jakie trudności i niebezpieczeństwa wiążą się z wcielaniem się w postać-ikonę?

Dzisiaj wiem bardzo dużo o Grace   Kelly, ale wiele tej wiedzy pochodzi z biografii, wyszukiwania informacji, różnych anegdot, a nawet pogłosek. Nigdy osobiście jej nie poznałam, więc budowanie tej roli było dla mnie jak układanie skomplikowanych puzzli. W ostatecznym rozrachunku istnieje także ta słynna licentia poetica, ale mam nadzieję, że udało mi się stworzyć wiarygodną postać i w pewien sposób odzwierciedlić esencję tego, kim Grace była jako osoba. Chciałabym, żeby ten film i ta rola były w tym kontekście autentyczne, prawdziwe. Mam nadzieję, że Grace nie byłaby   zawiedziona, gdyby obejrzała „Grace, księżną Monako”.

Co widzowie powinni wynieść z tego filmu?

Najpierw zakochałam się w scenariuszu. Zaintrygował mnie, byłam cały czas ciekawa tego, co się wydarzy dalej, a ostatecznie zakochałam się w bohaterce. Mam nadzieję, że widzowie wyniosą z seansu podobne emocje i refleksje, szczególnie przedstawiciele młodszych pokoleń, którzy dopiero zaczną odkrywać, kim naprawdę była i co robiła Grace Kelly.