"Pitbull", "Polityka", "Botoks" czy "Kobiety mafii" to pozycje filmowe, których nie trzeba nikomu przedstawiać. Podobnie jak stojącego za nimi Patryka Vegi. Reżyser ma chyba tyle samo przeciwników co zwolenników, jednak nie przeszkadza mu to w realizowaniu kolejnych zawodowych celów. Ostatnio Vega udzielił "Plejadzie" wywiadu, w którym wyznał, że przeszedł wewnętrzną przemianę.

Nowy Patryk Vega

Filmy Patryka Vegi przesycone są wulgaryzmami i mocnymi scenami pełnymi przemocy czy erotyki. Tego typu estetyka może stać w sprzeczności z wartościami reżysera, który ostatnio uległy zmianie:

Pan Bóg zdjął mi zasłonę sprzed oczu i zrozumiałem, jakie kino mam robić. Film, który nakręcę w tym roku i który będzie miał premierę 4 września, będzie pierwszym prawdziwym filmem w moim życiu. (...) Sprzedaję samochód, zegarki i biżuterię. Będę teraz jak Steve Jobs albo Mark Zuckerberg - mówi odważnie Vega.

Patryk Vega żałuje "Polityki"

Uważam, że nie powinienem robić, chociażby "Polityki". To było apogeum zapędzenia się w grzech w moim życiu. Zrobiłem ten film tylko po to, by sięgnąć do portfeli ludzi, a nie do ich serc. Jestem bodaj ostatnią osobą, która powinna zabierać się za tego typu kino. Byłem tylko raz na wyborach - w wieku 18 lat. Nie czytam ani gazet, ani publicystyki w internecie. W ogóle nie interesuje mnie scena polityczna. Co więcej, mam gdzieś, kto rządzi w naszym kraju. W związku z tym polityka to ostatni temat, za który powinienem się brać. No ale zapędziłem się w pogoni za sukcesem i pieniędzmi. Dziś żałuję, że nakręciłem ten film - powiedział w wywiadzie reżyser.