Niczego nie ma, wszystko spadło, system padł” – zdarzało się, że taki komunikat usłyszał w słuchawce dziennikarz podczas prowadzenia programu na żywo. Kilkakrotnie w pięcioletniej historii rozmówca wyszedł ze studia w czasie trwania programu. A raz jeden z gości na znak protestu pod koniec programu próbował się podpalić... To nie są fragmenty scenariusza filmu o kulisach telewizji. To rzeczywistość, z jaką każdego dnia zderzają się dziennikarze i prezenterzy Polsat News. Zespół stacji tworzą ludzie, dla których telewizja to nie tylko praca, ale również pasja i przygoda.

Agnieszka Mosór, dziennikarka i reporterka „Wydarzeń”, wspomina jedną z bardziej emocjonujących zawodowych przygód. Dzień, o którym mówi, zapowiadał się niewinnie. Rano kolegium, po którym dziennikarze z operatorami wyjeżdżają w miasto. „Przejeżdżając przez centrum Warszawy, w okolicach ronda Charles’a de Gaulle’a, usłyszeliśmy strzały – opowiada. – Był to okres bardzo intensywnych porachunków ma i pruszkowskiej z wołomińską. Naprawdę gorący czas”. Ekipa „Wydarzeń” miała przygotować zupełnie inny temat, a tymczasem... „Znaleźliśmy się w środku strzelaniny! – wspomina Agnieszka Mosór. – Pierwszy odruch? Oczywiście wyciągnęliśmy kamerę i zaczęliśmy nagrywać. Trzeba było pokonać wtedy własny autentyczny strach”.

Strach oraz panikę pokonać musiał również – i to całkiem niedawno – redakcyjny kolega Agnieszki, Przemysław Talkowski, gospodarz emitowanego na żywo programu „Państwo w państwie”. „Gościem jednego z wydań był raper Żurom – mówi. – Został on pomówiony przez świadka koronnego o to, że handlował narkotykami. Jest oskarżonym, choć nie ma żadnych innych dowodów jego winy. Stracił przez to wszystko, m.in. swoją firmę fonogra ficzną. Był gościem naszego programu, bo walczy z niesprawiedliwością, jaka go dotyka, oraz pomówieniami. Pod koniec audycji, kiedy zbliżał się moment, w którym żegnam się z widzami, Żurom niespodziewanie wstał, wyciągnął fiolkę z łatwopalnym płynem, oblał nim  swoją bluzę i się podpalił – opowiada dziennikarz. – Przez chwilę było niebezpiecznie, ale natychmiast ugasiliśmy płomienie na jego ubraniu. Wszystko emitowane było w telewizji. Obejrzały to miliony widzów”.

Stres, nieodłączny przecież w pracy dziennikarza prowadzącego program na żywo, może go totalnie zablokować. Jak sobie z tym radzą reporterzy Polsat News? Jarosław Gugała, prowadzący „Wydarzenia”, twierdzi, że kiedy wchodzi się do studia, to powinno się odciąć od wszystkiego i opanować tremę. „Ona wprawdzie jest potrzebna, ale musi być pod kontrolą – przyznaje. – Ja staram się tremę zmieniać w... skupienie”. Podobnego zdania jest Agnieszka Gozdyra, prowadząca „Tak czy nie”. „Jeśli się denerwuję w pracy, to przed programem, a nie w jego trakcie – mówi. – W studiu, co może dziwić, stres omija mnie szerokim łukiem. Tu spływa na mnie spokój, a poprowadzenie programu to – paradoksalnie – najspokojniejsza chwila całego dnia”.

Dorota Gawryluk, jedna z prowadzących „Wydarzenia”, przekonuje, że po latach doświadczeń jest „uzbrojona” i przygotowana na wiele zdarzeń podczas programu na żywo. Cała Polska zapamiętała, jak dzielnie pojawiała się w studiu telewizyjnym z ciążowym brzuchem. „Pracowałam do ósmego miesiąca. Podczas rozmów z gośćmi nieraz czułam, jak moja Marysia kopie – opowiada. „Ja nigdy się nie boję. Jestem twardzielem (śmiech) – mówi współprowadzący „Interwencję” Adam Kuklewicz. – Tremy przed kamerą nie miałem i nie mam. Zapewne wynika to z tego, że pracuję z fantastycznym zespołem. Ja jestem pewien ich, a oni mnie, więc wiem, że nic złego w trakcie programu stać się nie może”. Niezwykły, ale i trudny moment w swojej pracy wspomina dziennikarka i prowadząca „Wydarzenia” Magda Sakowska. „Dziennikarz jest od tego, żeby przekazywać informacje, a nie swoje emocje – zaznacza na początku. – Ale raz nie udało mi się nad nimi zapanować. To było po katastro fie smoleńskiej, kiedy prowadziłam program sprzed Pałacu Prezydenckiego w Warszawie. Popłakałam się, nie byłam w stanie opanować głosu. Wokół podestu, z którego emitowaliśmy program, stał tłum ludzi. Ktoś musiał zauważyć, że płaczę, i delikatnie wcisnął mi w dłoń chusteczkę. Nie wiem, kto to był, bo przecież nie mogłam się odwrócić. Ale to był bardzo miły gest”.

Dziennikarka wyjawia, że czasami dręczą ją nocne koszmary związane z pracą. „Mam taki sen – makabrę – że dzwonią do mnie 10 minut przed rozpoczęciem programu, a ja jestem w domu... I oby tylko snem ta historyjka pozostała (śmiech)”. Podczas prowadzenia programu na żywo bywa też zabawnie. Czasami widzowie to zauważają, czasami o wpadce wiedzą tylko prowadzący program i ekipa, która go realizuje. „Kiedy wiem, że będę filmowana tylko od pasa w górę, to wkładam do studia dżinsy i trampki, których nie widać pod stołem prowadzącego. Pozwalam sobie na pełny luz” – ujawnia Magda Sakowska. Dorota Gawryluk też jest zwolenniczką luzu, ale zdradza, że nieraz pozwalała się zdemaskować. „Przy stole prowadzącego najchętniej siedziałabym w tenisówkach, ale muszę mieć buty na obcasach – mówi. – Dlaczego? Bo po »Wydarzeniach« przechodzę do studia, z którego prowadzę nadawany tuż po nich program »Gość Wydarzeń«. I wtedy widać mnie w całości! Czasami o tym zapominam i jestem w dżinsach...”.

 

Kiedy na telewizyjnym korytarzu pojawia się prezenterka „Prognozy pogody” Paulina Sykut-Jeżyna, na twarzach jej redakcyjnych kolegów rozkwita uśmiech. Paulina jest niezastąpiona w odpowiadaniu na ich ciągłe pytania o pogodę. „Kiedy wreszcie przyszła wiosna i zrobiło się pogodnie, jeden z redakcyjnych kolegów zatrzymał mnie na korytarzu i powiedział: »No, królowo moja, dziękuję«”.