Jak wygląda Państwa świętowanie 11 listopada?

Anna Komorowska: Wywieszamy flagę, organizujemy spotkania z rodziną i przyjaciółmi...

...i zapraszają Państwo do Pałacu Prezydenckiego dzieci z całej Polski oraz gwiazdy, aby radośnie obchodzić Święto Niepodległości i przygotowywać wspólnie kokardy narodowe. Na ten pomysł wpadła Pani Prezydentowa?

Anna Komorowska: Na pomysł wpadliśmy wspólnie z mężem i bardzo się cieszymy, że takie spotkanie odbywa się już po raz kolejny. Jestem bardzo szczęśliwa, że ta tradycja się przyjmuje. Różne kraje mają swoje emblematy – w Wielkiej Brytanii są to maki, a u nas piękne biało-czerwone kokardy narodowe. Wpięte przez wielu z nas w płaszcze i kurtki, są drobnym, lecz bardzo wyrazistym symbolem nowoczesnego patriotyzmu. Do ich wspólnego przygotowania zaprosiliśmy nie tylko gości w Pałacu, ale też wszystkie polskie szkoły w kraju i za granicą. Cieszę się, że z roku na rok – 11 listopada, jak również 2 i 3 maja – do akcji przyłączają się nowi partnerzy i tysiące osób. W maju na biało-czerwono rozbłysły w wielu miastach najważniejsze budowle: ratusze, mosty, stadiony, a także Pałac Prezydencki czy Pałac Kultury i Nauki. Rok po roku przyłączają się także, jak tym razem, artyści, autorytety, ludzie mediów. Wierzę, że to wspólne świętowanie i radość staną się stałym elementem polskich świąt narodowych. Nie trzeba wielkich gestów, by czuć, że jesteśmy razem i że możemy być dumni z Polski.

Czy w Święto Niepodległości w Państwa domu zawsze jest uroczysty rodzinny obiad?

Anna Komorowska: Staramy się spotkać w jak największym gronie rodziny i przyjaciół, ale odkąd mieszkamy w Belwederze, niełatwo takie spotkania zorganizować. Także ze względu na obowiązki państwowe.

Śpiewanie pieśni patriotycznych należy do Państwa tradycji?

Anna Komorowska: Mamy znajomych, u których rzeczywiście jest zwyczaj śpiewania pieśni patriotycznych, i robią to naprawdę pięknie. U nas, jak pewnie w wielu rodzinach, towarzyszy temu także mniej poważna, zabawna historia... Dzieci wspominają, że uczyliśmy je wielu tekstów, kiedy były małe, i jeździliśmy samochodem w długie trasy. Ale niekoniecznie było to w okolicach 11 listopada... „O mój rozmarynie” i inne legionowe utwory były śpiewane nie tylko w celach edukacyjnych, ale też by zająć czymś dzieci i utrzymać spokój w czasie jazdy. (śmiech)

Pan, Panie Prezydencie, jest wielkim miłośnikiem historii. Czy o tej historii opowiadał Pan dzieciom?

Bronisław Komorowski: Owszem. Bardzo chętnie słuchały. Wiele z tych opowieści pokazywało prawdziwą historię, której w czasach, gdy dzieci były małe, oficjalnie nie można było uczyć w szkołach. Ale u nas w domu się o tym mówiło. Chodziliśmy razem na Powązki, także na groby z I wojny światowej i 1920 roku. I to była taka poglądowa lekcja historii przy grobach wielkich Polaków, wielkich narodowych przywódców.

Anna Komorowska: W latach 70. 11 listopada były msze święte za ojczyznę i nieformalne manifestacje, w których braliśmy udział. Tym bardziej dziś, kiedy obchody mogą wyglądać zupełnie inaczej, z całą mocą uświadamiamy sobie, że to święto to radość. Upamiętnia wydarzenie pozytywne, szczęśliwe. Stała się wielka rzecz – Polska odzyskała niepodległość. Ta niepodległość wróciła pod różnymi sztandarami, ale wspólnym mianownikiem była wolna Polska. Dziś, po 94 latach od tego wydarzenia, powinniśmy szukać tego, co łączy, i świętować to, co się udało osiągnąć. Manifestowanie tej radości przez przypięcie symbolicznych emblematów w bieli i czerwieni lub po prostu bycie razem jest jak najbardziej takim wspólnym mianownikiem.

A kto u Państwa w domu zawiesza flagę w święta narodowe?

Anna Komorowska: Kiedyś mąż, w naszym starym mieszkaniu w bloku na Bruna, a potem na Rozbrat. Ale im starsi byli chłopcy, tym częściej to do nich należała ta rola. To symboliczny gest – myślę, że wielu z nas ma podobne wspomnienie związane z domem, rodzicami czy dziadkami. Gdy nasze dzieci zakładały swoje rodziny i odchodziły z domu, wśród rzeczy, które podarowaliśmy im „na start”, była m.in. polska flaga. Właśnie po to, by mogły 11 listopada powiesić ją w oknie.

A Państwa wspólnym pięknym gestem jest już po raz kolejny zorganizowanie 10 listopada rodzinnego robienia kotylionów w Pałacu Prezydenckim.

Anna Komorowska:Tak, uważamy, że Święto Niepodległości jest dniem naszej dumy. Powinniśmy obchodzić je radośnie w gronie rodzinnym. Dlatego właśnie przybyliśmy do pałacu z naszą wnuczką Hanią. Hania nie odstępowała dziadka na krok i nawet udało im się wspólnie zrobić jeden piękny kotylion.

Jaka jest Państwa prywatna definicja patriotyzmu?

Anna Komorowska: Patriotyzm to miłość do ojczyzny. To moja najkrótsza, najbardziej pojemna definicja.

Bronisław Komorowski: Jestem z pokolenia, które wyrastało w czasach patriotyzmu walki. Walczyliśmy z systemem. Ale dzisiaj mogę przeżywać innego typu patriotyzm – patriotyzm dnia codziennego, który nie wymaga walki, tylko zwykłej pracy, przyzwoitości, postawy obywatelskiej. Marzę o tym, żeby nasze dzieci i wnuki, pamiętając o patriotyzmie walki, wyrastały w atmosferze patriotyzmu pracy – działania na rzecz Polski i innych ludzi.

 

Anna Komorowska: Tak już jest, że myśląc o patriotyzmie, myślimy najpierw o rzeczach wzniosłych. Ale z czasem zdajemy sobie sprawę, że często w geście patriotycznym chodzi o codzienność. Wtedy patriotyzm sprowadza się do płacenia podatków, przestrzegania przepisów czy chociażby nieśmiecenia. Wydaje mi się, że taki patriotyzm jest też trudniejszy.

Czy patriotyzm jest nam dziś w ogóle potrzebny?

Anna Komorowska: Uważam, że tak. Jest nam potrzebny, bo mamy potrzebę działania na rzecz innych. Proszę spojrzeć na zaangażowanie społeczne ludzi – po co ono jest? Musimy mieć jakieś odwołanie szersze niż rodzina czy społeczność lokalna, poczucie, że mamy szerszą wspólną płaszczyznę.

Czy pamiętają Państwo swój pierwszy gest, który nazwaliby patriotycznym?

Anna Komorowska: Tak, przypominam sobie dość zabawną sytuację z dzieciństwa. Byłam wychowana w poczuciu, że kiedy grany jest hymn Polski, trzeba wstać. Kiedyś leżałam w łóżku, bo byłam chora, i miałam dylemat, czy w pozycji horyzontalnej powinnam przyjąć postawę na baczność. (śmiech)

A budowanie w Państwa mieszkaniu schowka na „bibułę” za pralką – to także był patriotyzm?

Anna Komorowska: Ja wtedy nie myślałam o tym w kategorii patriotyzmu, po prostu czułam, że tak powinnam zrobić.

Bronisław Komorowski: Dzisiaj te wydarzenia wracają raczej jako anegdoty niż bolesne wspomnienia. Oczywiście, to mogło się nie udać. Generalnie jestem szczęśliwy i dziękuję Panu Bogu za to, że te wielkie zmiany w Polsce kosztowały nas mniej niż pokolenie moich rodziców, dziadków czy pradziadków, kiedy ceną wolności była krew, poniewierka, wykluczenie z życiowych szans. Albo zwykły ból i poczucie bezradności. Moje pokolenie, pokolenie Solidarności, to pokolenie szczęściarzy – nam się udało. Warto, by następne pokolenia umiały z tego korzystać.