Helenka jest córeczką tatusia czy mamusi?

I tatusia, i mamusi. Pół na pół.

Odkąd pojawiła się w Twoim życiu, inaczej słyszysz, tworzysz muzykę?

Tworzę ją niezależnie od okoliczności. Po prostu zapisuję to, co i jak czuję. Nieważne, czy byłbym ojcem dwójki, czy trójki dzieci, czy mieszkałbym w Polsce, czy w Stanach Zjednoczonych – moja muzyka byłaby taka sama. Nie wymyślam jej przecież na zasadzie matematycznej konstrukcji. To muzyka przychodzi do mnie, a moim zadaniem jest ją „schwytać” i zapisać. Jedyne, co może mieć wpływ na to, jak słyszę i jak piszę nuty, to wiek: im jestem starszy, tym więcej wiem, mam większy bagaż doświadczeń, czuję się dojrzalszy. Pytałeś o zmianę – na pewno mam inną hierarchię ważności tego, co muszę, co powinienem. Zupełnie inaczej planuję swoje zajęcia. W ogóle nauczyłem się efektywniej wykorzystywać czas. A rodzina jest w tym wszystkim absolutnie na pierwszym miejscu.

Jeden taki rodzinny obrazek mnie zaskoczył, kiedy rozmawialiśmy u Was w domu: Agata dźwigająca pełne torby zakupów, a Ty – nieobecny, skupiony, tworzysz...

Dzielimy się po równo. Kiedy pracuję, to ona zajmuje się sprawami domowymi. Ale kiedy ona ma coś do załatwienia, to obowiązki przejmuję ja. To kwestia dobrego zgrania i planowania.

To ostatnie szczególnie teraz Wam się przyda. Zbudowaliście nowy dom, do którego niedługo się przeprowadzacie. Czego Wam tutaj brakowało? Dlaczego zmieniacie miejsce?

Nowy dom jest większy, będziemy mieli ogród, ja świetną pracownię i sąsiedztwo, bardzo miłą okolicę. Marzyłem wiele lat o takim miejscu.

Tak samo mocno jak o tym, żeby zaśpiewać z Helenką? Razem występujecie na Twojej ostatniej płycie „Opisanie świata”.

Jej udział w nagraniu będzie dla nas pamiątką na całe życie. Udokumentowałem głos Helenki właśnie teraz, kiedy ma skończone dwa lata. Za kilka lat będziemy do niego wracać z nostalgią.

Pierwszy krok zmierzający do tego, żeby Twoja córka została piosenkarką, już zrobiłeś.

Jest zdecydowanie za wcześnie, aby stwierdzić, czy nasze dziecko ma talent muzyczny. Musimy poczekać jeszcze kilka lat. Na pewno widzę, że Helena jest bardzo wyczulona na muzykę. Chętnie tańczy, śpiewa, słucha. Potrafi zapamiętać słowa piosenki. Nagranie traktowała jednak jak wielką zabawę, a mikrofon w studiu – jak zabawkę.

Jak udało Ci się okiełznać jej dziecięcą ciekawość wszystkiego?

Na szczęście ona lubi śpiewać. Pamiętaj, że u tak małego dziecka trudno jest wyegzekwować, żeby akurat tu i teraz, np. w studiu, zaczęło powtarzać słowa do muzyki. Czasami trzeba było ją poprosić, spokojnie wytłumaczyć co i dlaczego. Wiem, że jest zadowolona z tego, co nagraliśmy. Lubi słuchać swojej piosenki, czasami sama prosi, żeby jej ją puścić. Daje jej to satysfakcję. Uśmiecha się, kiedy słyszy siebie. Z pewnością nie naraziłbym jej na stres. Gdyby nie chciała zaśpiewać – na pewno bym jej do niczego nie zmuszał, więc nie zakładałem z góry, że ten pomysł musi wypalić. Ale cieszę się, że się udało i że Helenka wykonała piosenkę… śpiewająco.

Występujecie wspólnie na koncertach?

Helena wielokrotnie już na nich była. Siedziała na widowni. Na scenie pojawiła się podczas mojego ubiegłorocznego tournée w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie, miała swoje sceniczne wejście, podśpiewywała... Sprawia jej to przyjemność. Ale nic na siłę! Ma to być dla niej wyłącznie zabawa. Jest dzieckiem. Nie zamierzam kreować z niej zawodowej artystki.

Tylko że wiesz, jak to jest z dziećmi twórców – chcą „padać jak najdalej od jabłoni”, a w efekcie i tak zostają artystami.

Może to też kwestia wygody? Może łatwiej jest wystartować, kiedy rodzic to znany, „ustawiony” na rynku artysta? Ale powtarzam – nie będę córki do niczego zmuszał. Nie ma przecież nic gorszego niż przymuszanie kogokolwiek do czegokolwiek. Jeśli Helena kiedyś stwierdzi, że chce śpiewać, to niech o tym sama zdecyduje.

Czego dowiedziałeś się o swojej córce, kiedy byliście w studiu i nagrywaliście płytę? Czym Cię zaskoczyła?

Pomimo niewykształconego głosu i braku pewnych możliwości łapie rytm i melodię. Śpiewa oczywiście „po dziecięcemu”. Poza tym rytmicznie porusza się w tańcu.

Nie bała się? Muzycy, sprzęt... Mogła przecież czuć się nieswojo.

Helena jest bardzo otwartym dzieckiem. Nie musi się bać, bo ma spokojne dzieciństwo – wesołe i radosne. Nasz dom jest bezpieczny i uporządkowany. I ten właśnie spokój pewnie przekłada się na charakter naszej córki.

Dlaczego ludzie dzisiaj tak bardzo chcą śpiewać?Niezliczone rzesze ciągną do telewizji i tam próbują swoich sił. Publicznie oceniani, są gotowi znieść najgorsze upokorzenia – wszystko po to, żeby choć raz mieć mikrofon w ręku.

Muzyka wzrusza. Im więcej w niej uczuć, tym lepiej. To jest jej zadanie – dawać emocje. Nikt nie pisze muzyki dla recenzentów. A ludzie? Jedni chcą, by ktoś zweryfikował ich talent i umiejętności, inni pragną zaistnieć. Nie brakuje osób mających parcie na szkło, które jest mocniejszym afrodyzjakiem niż kasa. Dzisiaj wygrywa ten, kto jest sławny. Kiedyś można było poderwać dziewczynę na dobrą furę, a teraz na okładkę np. w „Gali” – to drugie ma zdecydowanie większe szanse (śmiech).

Jednak najwięcej jest osób śpiewających, a nie okładkowych w „Gali” czy wygrywających konkursy piękności.

Bo zdecydowana większość z nas potrafi śpiewać, a nie np. gimnastykować się.

 

A ja pomyślałem, że tym ludziom czegoś w życiu brakuje: adrenaliny, emocji, pasji, miłości. I idą do telewizji, żeby się z czymś albo z kimś zmierzyć, coś przeżyć.

Może? Na mnie nie działa „magia” takich programów, bo wiem, że efekt końcowy jest sporą zasługą specjalnego montażu, który ma wywoływać silne emocje. I trzeba zdawać sobie sprawę, że jeżeli my nie mamy pomysłu na siebie, to taki program nam nie pomoże. Na chwilę tylko coś zapełni, przykryje. Nawet jeśli ktoś ma świetny głos, a kiepskie piosenki – nic z tego nie wyjdzie. Przecież duża grupa utalentowanych ludzi z muzycznych show przepada bez wieści.

Wystąpiłbyś w muzycznym show jako uczestnik?

Ja nie śpiewam. Byłoby trudno.

Załóżmy jednak, że śpiewasz i masz o 15 lat mniej.

Gdybym był na początku drogi, tobym poszedł, bo to dobra forma zaprezentowania się. Jeśli ma się na siebie pomysł, daje to chwilową popularność, którą można potem wykorzystać.

Kiedy Helena będzie miała 20 lat i powie: „Tato, wystąpię w show”, zgodzisz się na to?

Nie będę jej tego zabraniał. Tym bardziej że Helenka będzie dorosła. Poza tym im więcej doświadczeń człowiek zdobywa, tym lepszym jest artystą. Wiem, bo mnie to spotkało. Kiedy studiowałem, grałem w hotelowej kawiarni muzykę klasyczną w małym składzie: fortepian, skrzypce i ja na wiolonczeli. Dla studenta było to doskonałe źródło zarobków. Niektórzy uważają, że granie „do kotleta” jest uwłaczające dla muzyka. Ale przecież ważne jest, jak wykonujemy naszą pracę, a nie gdzie. Można zagrać kiepski koncert w Carnegie Hall lub rewelacyjny w studenckim klubie. Poza tym ileż jest wspaniałych klubów jazzowych w Nowym Jorku, w których najlepsi muzycy grają do drinka i cygara. I jak trudno się do tych klubów dostać. To nie sztuka powiedzieć, że „jest się wielkim muzykiem” – trzeba przecież z czegoś żyć. Ale ważne jest też, by cały czas pracować i realizować swoje marzenia.

Wywołujesz skrajne emocje – od euforii i zachwytu do określeń: „król obciachu, kiczu”. Twoja muzyka nie przechodzi niezauważona.Przywykłeś do tego?

Wzbudzam emocje i bardzo się cieszę, że nie jestem obojętny. Bo najgorsze dla artysty to być obojętnym. Od dziecka – pierwszych lat szkoły muzycznej – byłem przyzwyczajany do ocen, recenzji, uwag. Są dwa rodzaje krytyki: jest krytyka konstruktywna i krytyka dla samej krytyki. Tej pierwszej jest bardzo mało, ale taką krytykę trzeba przefiltrować przez siebie, przyjąć, przemyśleć. Ta druga wiąże się z niby-dziennikarzami, którym ma zagwarantować rozgłos. Całkowicie się na nią uodporniłem. Bo co może mi zrobić ktoś, kto pisze, że moja nowa płyta jest do dupy? Jakie to ma znaczenie? Tym bardziej dzisiaj, kiedy płyty generalnie odchodzą do lamusa. Teraz patrzymy na liczbę wyświetleń na YouTube, na liczbę fanów podczas koncertów. Mam wielu fanów poza granicami Polski, głównie na Słowacji. Tam jestem obecnie numerem jeden pod względem sprzedaży płyt i liczby granych koncertów.

To na co jeszcze czekasz? Kierunek Słowacja – przeprowadzisz się tam?

Nie ma takiej potrzeby, bo Słowacja to w końcu sąsiadujące z nami państwo. Poza tym buduję w Warszawie dom i osiądę tu raczej na dobre. Mam jednak nadzieję, że kiedyś uda mi się zrobić międzynarodowy projekt. Muzyka nie ma granic. Na mojej stronie na Facebooku są ludzie np. z Indonezji, USA. Nie tylko Polonusi rozsiani po całym globie. Ktoś napisał, że niedawno w brazylijskiej telewizji wyemitowano „Tu Es Petrus” – w całości! Nucili to nawet tamtejsi plażowicze. I do nich to tra fiło.

Podobno podczas operacji w niektórych szpitalach puszczane są Twoje utwory.

Wiem, że w czasie terapii dla dzieci autystycznych wykorzystywano fragmenty utworów, w których się klaszcze. To – podobno – bardzo im pomagało. Pisali do mnie o tym w listach rodzice tych dzieci. Kiedyś podziękowali mi ludzie, których bliscy tra fili do hospicjum. „Dzięki tej muzyce było nam łatwiej”  –  napisali. Mówię o tym nie dlatego, aby się chwalić, bo byłoby to niestosowne w obliczu tragedii. Jednak dawanie dobrej energii ludziom jest również powinnością artystów.

Porywasz ludzi ze sobą podczas koncertów. Kiedyś wzbudzałeś aplauz rozwichrzoną podczas dyrygowania fryzurą i oklaskami. A teraz jak będzie?

Szaleństwo mnie i nas nie opuści. Zapuściłem włosy, żeby móc znowu nimi machać. Ale ekspresja nie bierze się z włosów, tylko z serca. Mam nadzieję, że gdybym był łysy, również bym ją wyzwalał. Na koncertach promujących najnowszą płytę – pierwszy mam już za sobą –  pojawią się gitary i perkusja. Ta nowa płyta jest inna niż dotychczasowe, ale nadal rozpoznawalna w niej będzie moja muzyka.

Kiedy stajesz przed orkiestrą, unosisz dłonie i za chwilę masz dyrygować, to  o czym wtedy myślisz?

Nie dzielę tego czasu na sekundy. Poddaję się energii utworu, publiczności, staję się jednym organizmem z całą orkiestrą. Staję się muzyką, bo jeśli ja się pomylę, to oni tym bardziej.

Kilka godzin wymachiwania głową, rękami. Na pewno wypala, a czy boli?

Tak. Najbardziej ramiona, ręce. Szyja mniej. Nogi też bolą. Gdybym nie dbał o kondycję, byłoby gorzej. Dlatego trzy razy w tygodniu ćwiczę.

Potrafisz istnieć w całkowitej ciszy?

 

Uwielbiam te chwile. W ciszy odpoczywam. Znajomi dziwią się, że w domu nie słucham muzyki – bo kiedy tylko mogę, oszczędzam słuch, wolę poczytać książkę. Staram się w sobie wytworzyć tęsknotę za dźwiękami. Kiedy np. jedziemy na wakacje, nie słucham muzyki, ale przyrody. Czasem zazdroszczę ludziom, którzy nie są muzykami. Mogą mieć tę przyjemność z muzyki, której ja nie mam, bo od razu podświadomie wszystko analizuję.

Gdybyś miał napisać muzykę, która odzwierciedliłaby to, jak żyjesz, jaki dzisiaj jesteś, to co byś skomponował?

Dzisiaj byłyby to bardzo radosne tony z odrobiną zniecierpliwienia – bo chciałbym się już przeprowadzić do nowego domu.

Jakie instrumenty byśmy usłyszeli?

Całą orkiestrę, ale mógłby być też sam fortepian. Jeżeli napiszesz dobry kawałek, to nawet na rozklekotanym, starym pianinie można zrobić koncert, który zapadnie w pamięć.