Kiedyś towarzyszyło mu poczucie niedosytu. Teraz mówi, że jest szczęśliwy. Pielęgnuje ten stan, bo wie, że bywa ulotny. Długo czekał na pierwszoplanową rolę. Z przegranych castingów wychodził z podniesioną głową. Wkrótce jego gwiazda rozbłyśnie dzięki roli Tomasza Komendy w filmie „25 lat niewinności”. Piotr Trojan jest aktorskim odkryciem tej jesieni.

Damian Gajda: Tomasz Komenda, którego grasz w „25 latach niewinności”, zachowuje nieziemski spokój, nawet kiedy wszyscy dookoła wariują. Potrafi chłodno przyjmować rzeczywistość, mimo że wali mu się świat. 

Piotr Trojan: Myślę, że to tylko pozorny spokój. Wątpię, by Tomek czuł się wtedy bezpiecznie. A przecież bezpieczeństwo jest podstawową potrzebą człowieka. To dzięki niemu jesteśmy w stanie osiągnąć wspomniany spokój. Ja tylko mogłem sobie wyobrażać, co działo się w jego głowie. Próbować stawiać siebie w jego sytuacji. Ale to i tak tylko wyobrażenia. Z tego, co mi wiadomo, Tomek nie spał po nocach, bał się. Niewinny 20-letni facet, przed którym całe życie, nagle trafia do więzienia za wyjątkowo brutalne przestępstwo.

I nikt nie wierzy w jego wersję wydarzeń...

Tomek dotarł do etapu, kiedy już krzyk nie pomaga, kiedy nie masz więcej sił, by płakać, a ciało jest tak zbite i wyniszczone, że przestaje normalnie reagować. To chyba ten obraz człowieka nazywasz „spokojem”, choć to bardziej niemoc. Wyczuwasz ją, a jednocześnie widzisz w jego oczach nadzieję. Tę nadzieję dawały mu matka i cała rodzina. Ci ludzie nigdy nie zwątpili w jego niewinność. Byli z nim przez te 18 lat koszmaru. Teraz mogę mieć nadzieję, że i Tomek, i jego bliscy czują się bezpieczni i pewnego dnia znajdą w sobie spokój.

Pomagały Ci w przygotowaniach do roli wizyty w więzieniu, poznanie tego świata?

Zdjęcia kręciliśmy w więzieniach w Zabrzu i Wałbrzychu. Na planie był konsultant – były więzień. Dzięki niemu poznałem trochę zasady, którymi rządzi się ten świat. Do dziś czuję charakterystyczny zapach, który unosił się w całym budynku. Widzę ściany zalepione plakatami z gołymi laskami i zdjęciami Jana Pawła II. A między tym rozpiski – poniedziałek: klata, wtorek: biceps. Małe, klaustrofobiczne wieloosobowe cele, które potęgują uczucie osaczenia. Wydaje mi się, że więzienie wyrządza ludziom same szkody. Nie ma tam miejsca na resocjalizację. Zwłaszcza że większość osadzonych ciągle musi udawać, kłamać, za co siedzi. Zauważyłem, że Tomek poznał ich slang, przyjął pewne gesty. Musiał nauczyć się funkcjonować w środowisku, do którego go wepchnięto.

Ty musiałeś wcielić się w postać, której dobrze nie znamy, nie mając żadnych materiałów poza rozmową z samym Tomkiem. 

Ukazały się dwie książki. Jedna to opowieść Teresy Klemańskiej, mamy Tomka, druga – wywiad, który przeprowadził z nim Grzesiek Głuszak. Na początku nie zakładaliśmy nawet, że ja się z Tomkiem zobaczę. Poprosiłem o takie spotkanie, a on się zgodził. Towarzyszyły temu wielkie emocje – poznałem jego rodziców i braci. Zobaczyłem świat, w którym teraz żyje i z którego przed laty został siłą wyrwany.

Jak wygląda ten świat Tomka? 

To było to samo 30-metrowe mieszkanie znane z opisów. Oczywiście już odremontowane, ładne i schludne. Na stole był tort, bo spotkaliśmy się dzień po Tomka urodzinach. Byłem bardzo zestresowany. Z mamą Tomka szybko przeszliśmy na „ty”, a pod koniec spotkania nawet już żartowała, zwracając się do mnie „synku”. To było bardzo wzruszające, że przybyli tak licznie, również bracia. Ta historia dotknęła przecież ich wszystkich, to nie był wyłącznie dramat Tomka. Widziałem po prostu serdeczną, normalną rodzinę. Taką, która się kocha i kłóci, a potem znowu kocha. Płakaliśmy, śmialiśmy się, oglądaliśmy zdjęcia i dużo rozmawialiśmy. O scenariuszu, w zasadzie o wszystkim i o niczym. Chcieliśmy się po prostu poznać. Poczułem wtedy, że Tomek i jego najbliżsi nam zaufali. Powiedziałem, że przyłożę się do roli najlepiej, jak będę mógł. Potem, kiedy pojawiali się na planie, słyszałem: „O! To jest dokładnie tak, jak było”.

Film opowiada o problemie winy niezawinionej. Zastanawiałeś się, jak Ty byś się zachowywał na miejscu Tomka?

Ja chyba nie mam w sobie tyle siły, by przejść przez takie piekło. Tomek nigdy nie przyznał się do winy. Chciałbym powiedzieć, że nigdy bym się nie złamał, ale to jest życzeniowe myślenie. Mogę za to sobie wyobrazić, co znaczy walka o brata. Pomyślałem o tym, gdy zobaczyłem braci Tomka. Zrozumiałem wtedy, jaka to musiała być dla nich trudna sytuacja.

Ty też masz braci?

Tak, dwóch. Starszego Karola i młodszego Andrzeja. Jesteśmy tak samo różni, jak podobni. Karol lubi spokój, ma swój ogródek, śliczne córeczki i wspaniałą żonę. W domu są kot, pies, rybki i papuga. Andrzej z kolei zaraził mnie miłością do siłowni. Kiedy na noc zjem za dużo, mówi, że przegrałem swoje życie. (śmiech) Razem z żoną Basią bardzo dbają o to, co jedzą. Wysyłam mu czasem po siłowni swoje foty, by ocenił, czy są postępy. Jest bardzo bezpośredni i bez ogródek mi mówi, że samo się nie zrobi. W dzieciństwie, wiadomo, różnie między nami bywało – wybijaliśmy sobie zęby i kłóciliśmy się o bzdury. Andrzej do teraz ma szramę na czole. Dzisiaj wiem, że wskoczyłbym za nimi w ogień. Gdyby ktoś chciał zrobić im krzywdę, stanąłbym w ich obronie. Kocham swoich braci.

Mówimy, co wziąłeś z Tomka. A co on dał Tobie?

Tomek dał mi nadzieję. Dał mi wiarę w to, że nie jesteś sam. Że zawsze jest ktoś, kto ci pomoże. To jest bardzo silny i wrażliwy facet. Mam do niego ogromny szacunek. Chciałem pokazać takiego człowieka. Człowiek przecież nie składa się wyłącznie z bólu. Tam jest dużo więcej. Nawet jeśli widzisz tylko ból, to ma też swoje odcienie. Na każdym etapie pracy możesz pójść głębiej. Ja to „głębiej” odkrywałem w sobie przez brak kontroli nad sobą, po tym gdy padało słowo „akcja”. Nie zastanawiałem się, jak wyglądam, po prostu robiłem to, co czułem, a kiedy była przerwa, robiłem notatki. To była emocjonalna rozpiska przebiegu postaci. Kończyła się przerwa, zamykałem je i resetowałem głowę. Myślę, że potrafię słuchać. A w tym zawodzie musisz słuchać partnera. Zwłaszcza gdy kreuje taką prawdę jak Agata Kulesza czy Andrzej Konopka. 

Ta rola pomogła przepracować Ci też swoje lęki?

Ja się składam wyłącznie z samych lęków (śmiech), ale chyba trochę udało mi się je wyciszyć.

Opowiedz o nich.

Długo towarzyszyło mi poczucie współwiny za krzywdy, które spotkały Tomka. Wiem, że poczucie to było nieuzasadnione, bo nawet nie znałem go w momencie, gdy rozgrywała się ta tragedia. Zastanawiałem się, czy mógłbym Tomkowi pomóc. Pamiętam, że często budziłem się w nocy z myślą, co powinienem dla niego zrobić. Dopiero mój terapeuta uświadomił mi, że ja po prostu wykonuję swoją pracę, gram w filmie i nic więcej nie mogę zrobić, nie odwrócę historii. Ta świadomość dała
mi siłę, nauczyła mnie, że mogę walczyć ze swoimi lękami.

Kiedyś Ci tej siły brakowało?

Jak byłem małym, grubym chłopcem, koledzy pytali mnie w autobusie, czy te fałdy mnie nie duszą. Wstydziłem się rozebrać na basenie, uciekałem z zajęć fizycznych. Zajadałem stres. Chciałem być najlepszy w szkole, a byłem po prostu normalny, coś mi wychodziło, a coś zupełnie nie. Ale kiedy zdarzały się te gorsze dni, zapadałem się w sobie. Moja babcia cały czas opowiadała
o chorobach, a ja zaczynałem je u siebie widzieć. Dostałem nawet odznakę „dzielny pacjent”, bo cały czas chodziłem do lekarza. Potrafiłem sobie wmówić chorobę, aż dostałem gorączki. Typowe objawy psychosomatyczne. Ale jednocześnie potrafię stawić czoła sytuacjom, przy których większość wymięka. A zatem jak każdy jestem sumą często skrajnych emocji

To film sprawił, że dopiero teraz trafiłeś na terapię?

Na terapię chodzę od lat – ta rola po prostu sprawiła, że niektóre moje lęki na początku pracy na planie jeszcze bardziej wybrzmiały. Wracałem do hotelu, kładłem się do łóżka i myślałem, co mógłbym zrobić lepiej. To chyba brało się z poczucia
niepewności. Terapia uczy decydowania o sobie. Poznania mechanizmów, w których się poruszasz. Tworzenia relacji, bycia dorosłym. Na castingach często słyszałem „nie” i w końcu uwierzyłem, że może rzeczywiście coś ze mną jest nie tak, skoro wszyscy mówią mi, że nie dam rady. To trudny zawód. Często niesprawiedliwy. Zastanawiam się czasem, dlaczego lata mojej pracy nie przynoszą tego, co komuś pięć minut castingu.

Mówi się, że aktor powinien mieć skórę słonia i wrażliwość motyla

(uśmiech) Wielu zdolnych ludzi pracuje rozsiana po teatrach w całej Polsce. A życie w teatrze nie jest proste. Na egzaminach do szkół aktorskich zdaje po tysiąc osób na 20 miejsc. A potem, jak ci się poszczęści, trafisz do teatru czy filmu. Z mojego roku udało to się może połowie z nas.

No właśnie, Twoja droga do momentu, kiedy dostałeś główną rolę, też była kręta. Do tej pory grałeś epizody albo role drugoplanowe. Czujesz, że „25 lat niewinności” to Twoja szansa, by zostać zauważonym?

Zaraz po studiach wydawało mi się, że jestem superaktorem i jeśli ktoś nie potrafi tego zauważyć, to ma problem. Potrzebowałem czasu, by zrozumieć, że inni są równie utalentowani. Zacząłem się porządnie przygotowywać. Po to, by przez
te pięć minut na castingu móc coś zaproponować. By być partnerem w projekcie. Zacząłem pisać scenariusze. Dwa lata temu ukończyłem Studio Prób w warszawskiej Szkole Wajdy. Dostałem ze Studia Munka dotację na mój reżyserski debiut filmowy.
Zasiadłem po drugiej stronie kamery i mogłem jeszcze lepiej zrozumieć swój zawód. A czy rola Tomka jest dla mnie szansą na bycie zauważonym? Myślę, że większość ról daje ci taką możliwość. Pytanie, jak ją wykorzystasz.

Ty wybrałeś aktorstwo, czy aktorstwo wybrało Ciebie?

Aktorem chciałem być od zawsze, mimo że totalnie się do tego nie nadawałem. Jako 15-latek chodziłem do logopedy, próbowałem wyleczyć wadę wymowy. Byliśmy ja i same dzieci. W dzieciństwie logopeda powiedział mojej mamie, że już nic
się nie da zrobić. Możesz sobie wyobrazić – mały sepleniący grubasek chce zostać aktorem. Nie wiedziałem, z czego ludzie się śmieją, kiedy mówię. Bo oprócz wady wymowy problemem był jeszcze mój śląski akcent, którego trudno się przecież
oduczyć. Zadawałem pytania, a oni się śmiali.

Ale w końcu dostałeś się do szkoły teatralnej

Tak. I obserwowałem tam super sprawnych chłopaków z dużych miast, którzy mają siłę przebicia. Mnie jej brakowało. Ani gibki, ani zwinny nie byłem, w dodatku zaciągałem po śląsku. To było pierwsze mocne zderzenie ze światem, którego jeszcze nie znałem. Jeśli jednak zapytałbyś, czy miałem szczęśliwe dzieciństwo, odpowiedziałbym, że tak. Po prostu pewien splot wydarzeń ukształtował moje cechy charakteru tak, a nie inaczej. Na szczęście byłem kochany przez rodziców i braci. W szkole spotkałem rewelacyjnych pedagogów. Na początku myślałem, że wyrzucą mnie ze szkoły teatralnej, a ukończyłem ją, zdobywając pierwszą nagrodę aktorską na festiwalu szkół teatralnych.

Może tęskniłeś za wolnością, którą mogło dać Ci duże miasto?

Dzieciństwo spędziłem w Tarnowskich Górach, które są piękne, ale nie przypominają metropolii. Zawsze marzyłem o dużych miastach. Imponowali mi ludzie, którzy tam mieszkają. Pamiętam, jak kilka dni po przyjeździe do Łodzi, gdzie studiowałem, zobaczyłem w kawiarni elegancką staruszkę, która piła kawę. Byłem przyzwyczajony do innego wizerunku starszej kobiety. Ja znam takie słowa babci: „Powiedział święty Ignacy: Nie wszyscy są jednacy” i „Panie Boczku (znaczy Boże), jakiego mnie stworzyłeś, takiego mnie mosz”. A jo chcioł być inny.

Śląskie wychowanie uczy walki o swoje?

Ślązacy są dobrymi, uczciwymi ludźmi. Nasz język jest charakterystyczny,
zaczepny. Trudno ukryć, skąd pochodzisz, jeśli mówisz gwarą. Jestem dumny, że jestem Ślązakiem, czuję w tym siłę. Ale nie wiem, czy Śląsk uczy walki o swoje. Mama mnie tego uczyła. Zawsze mówiła, że jestem najładniejszy, najpiękniejszy i najlepszy. Mama dużo czytała. Jest mądrą kobietą i chyba tę mądrość nam zaszczepiła. Pracowała w bibliotece, teraz prowadzi dom kultury. Spełnia się, dużo czyta, podróżuje i tęskni za mną i braćmi.

Dom kojarzy Ci się z miejscem, do którego chciałeś wracać, czy z niego uciekałeś?

Przez wiele lat rodzinny dom był moim azylem. Jak opowiadałem na studiach o domu w Tarnowskich Górach, wszyscy byli przekonani, że mieszkam w raju. A przecież był to mały, szary blok pośrodku innych małych, szarych bloków. Tyle że atmosfera w tym domu była wyjątkowa. W mojej głowie to było bardzo bezpieczne miejsce. Na osiedlu byłem kimś, no może nie kimś takim jak moi bracia, ale nie bałem się. Miałem kumpli, z którymi graliśmy w podchody, łapaliśmy chrabąszcze czy wsadzaliśmy petardy w stare psie kupy. To były zabawy. Jak zdechł mój chomik, nawet pogrzeb był i muzyka, i cała uroczystość. Jak za tym nie tęsknić? Myślę, że dzisiaj nie umiałbym tam wrócić. Bo czym miałbym się zajmować w Tarnowskich Górach? Tutaj mam pracę, przyjaciół, swoje miejsce.

Nie zachłysnąłeś się nigdy Warszawą?

Podczas pierwszych prób w teatrze dziwiło mnie, że aktorzy przychodzą z kawą z kawiarni, za którą płacą 14 zł. Jak dostałem pierwszą wypłatę w teatrze, poszedłem do dyrektora i powiedziałem, że przecież obiecywał mi najwyższą pensję, jaką będzie mógł mi dać. Na co on popatrzył na mnie i odparł: „To jest najwyższa pensja”. A przecież trzeba było tu jakoś żyć – jeść, chodzić do dentysty, opłacić mieszkanie. Stworzyłem sobie Warszawę alternatywną: złożoną z siłowni, parków, lumpeksów i domów przyjaciół. Warszawa jest wspaniała. Na Szembeku babinki sprzedają jajka i zabawki z kinderniespodzianki, pan na starym dywanie w 30 stopniach wykłada ryby złowione w Wiśle. Po drugiej stronie hipsterski plac Zbawiciela, gdzie o 9 rano młodzież w rękawiczkach pije prosecco za 15 ziko. Jak tej różnorodności nie kochać!

To miasto porównań, każdy tutaj chciałby być od kogoś lepszy. Nie czułeś, że idąc w stronę komercji, pozbędziesz się takich przyziemnych problemów jak brak pieniędzy?

Mogę powiedzieć, że to za mało i chcę więcej i więcej. Ale mogę stracić coś, co mam. A to, co mam, to się nazywa szczęście. Teraz czuję spokój. Zawsze chciałem go czuć. Otaczam się wspaniałymi ludźmi. Potrafię postawić granicę i wiem, jak ją chronić. 

Gdzie dzisiaj szukasz poczucia bezpieczeństwa?

W sobie. Znam swoją wartość. Po latach zacząłem akceptować to, kim jestem. Bardzo mi to pomogło.

Twój bohater wychodzi na wolność po 18 latach i nie wie, jak teraz potoczy się jego życie. Ale ma świadomość, że będzie lepiej, niż było. To trochę jak Ty.

Nie wszystko możemy zmienić, ale niczego nie zmienimy, jeśli się z tym nie zmierzymy. Jestem dobrej myśli.

ZOBACZ TAKŻE: MAŁGORZATA OSTROWSKA-KRÓLIKOWSKA z córkami w "Gali": "Dzieci są naszymi ambasadorami w życiu"