Największym wyzwaniem było to, żeby ludzie mogli zobaczyć uśmiechy pod naszymi maskami - mówi mi Krzysztof Staszewski, manager jednego z hoteli na Malediwach. Czy życie w tym rajskim miejscu w czasach pandemii to bułka z masłem? Zapytałam Polaków, którzy od dwóch lat to tam układają sobie swoją codzienność: Krzysztofa i jego żonę Klaudię.

Polacy na Malediwach: raj czy wyzwanie?

Na rozmowę z nimi umówiłam się dość spontanicznie: urzekło mnie jak są oddani swojej pracy, uśmiechnięci i mili. Brzmi banalnie? Nie w czasach, w których większość z nas żyje w lęku, stresie i napięciu. Szybko dowiedziałam się, że ich codzienność, choć w doskonałych okolicznościach przyrody, nie jest wolna od pandemicznej rzeczywistości.

Sandra Hajduk: To, co mnie urzekło, kiedy przyjechałam tu i Was poznałam, to Wasze uśmiechnięte, opalone twarze. Tak sobie myślę: Co robią Polacy na Malediwach kiedy nie są tu na wakacjach?

Klaudia:  Na początku też tu wakacjowałam [śmiech]. Od jakiegoś czasu współpracuję z firmą hotelarską i prowadzę social media. To były super początki dla mnie, ale tak naprawdę - mega challenge. Ja i mój mąż jesteśmy tu już od dwóch lat.

Krzysztof: Przyjazd tu do pracy był zbiegiem okoliczności. Malediwy były na naszej check liście – chcieliśmy je obrać albo na miejsce do pracy, albo na miejsce do podróżowania. Wcześniej spędziłem trzy lata w Wietnamie na podobnym stanowisku w dużej firmie. Poznałem właściwe osoby we właściwym miejscu. Rozpocząłem współpracę z włoską firmą, która przysyłała nam gości, byłem osobą pierwszego kontaktu dla nich. Gdy kończyłem kontrakt z moimi pracodawcami w Wietnamie rozważałem powrót do domu. Wtedy Włosi zapytali mnie, co powiedziałbym na Malediwy. Powiedziałem, że jestem na tak…

Trudno powiedzieć "nie", prawda?

Krzysztof:  Dokładnie. Wtedy wszystko się zaczęło. Dostałem propozycję pracy od właścicieli hoteli na Malediwach, którzy byli powiązani ze wspomnianą przeze mnie agencją turystyczną.

Ok. Jesteście na Malediwach. Poza tym, że jest tu pięknie, słonecznie i sielsko, Malediwy z pewnością zaskoczyły Was jakąś swoją ciemniejszą stroną?

Krzysztof:  Zaskoczyła mnie lokalizacja i wielkość tego resortu, który jest rozmiaru mikro. Dopóki nie przyjedzie się pracować na Malediwach lub żyć na Malediwach, nie doświadczy się tego wyzwania, jakim jest ograniczona możliwość poruszania się. Większość ludzi na świecie doświadczyła tego, jak takiego rodzaju ograniczenia mogą na nas wpłynąć - przez ostatni rok, od kiedy zapanował lockdown.

Wiem, że ważne jest też dla Was odbudowanie rafy koralowej, która tu, na Malediwach, jest w dużej mierze zniszczona. Prowadzicie działania w tym temacie…

Klaudia:  To projekt powiązany ściśle z Uniwersytetem w Mediolanie. To dzięki nim mamy na miejscu biologa morskiego, Ingę, która od kilku lat pracuje nad tym projektem. On dotyczy wysp Athuruga i Thudufushi. Dużo naszej wrażliwości na ten temat pojawiło się tutaj. Pochodzimy z Pomorza, z Gdańska, więc sporą część życia spędziliśmy nad wodą. Piękno, które jest w tym miejscu jest jednocześnie bardzo delikatne i to porusza. Inga robi tu doktorat i razem walczymy o odbudowanie rafy. Jeśli ten projekt się powiedzie, powinien być powielony w każdym miejscu na świecie, gdzie flora i fauna mórz i oceanów jest zagrożona.

Wróćmy do wakacji: Ludziom wydaje się, że Malediwy to bardzo luksusowa opcja, zdecydowanie nie dla każdego. Czy to kolejny mit?

Krzysztof:  Zacznijmy od kwot: Można znaleźć tu domek za 500 dolarów (wrzucając w to podatki), ale też taki za 6 tysięcy dolarów za dobę. Tak naprawdę Malediwy to sezonowość: każdy sezon ma swoje ceny, a między tymi okresami Malediwy mają swój low season. Teraz oczywiście, w związku z pandemią, wszystko się zmieniło i trzeba to redefiniować.

Zwykło się też mówić, że na Malediwach może być… nudno. Że poza błękitem wody i piaszczystą plażą, niczego tam nie znajdziemy. Obalimy ten mit?

Klaudia: Większość aktywności to te związane z wodą i jest ich naprawdę dużo: kajaki, windsurfing, łodzie motorowe, nurkowanie, snurkowanie. Oprócz tego zajęcia treningowe, w tym joga – czas tu spędza się aktywnie. Nie ma nudy, chyba że ktoś bardzo chce[śmiech] Tutaj każdy wieczór jest inny: w naszym hotelu np. mamy występy dziewczyny, która co wieczór śpiewa, w czasach przedpandemicznych mieliśmy imprezy, karaoke - śmiejemy się, że najsłynniejsze karaoke na Malediwach. Jednocześnie trzeba pamiętać, że Malediwy nie są Ibizą, jeśli szukacie głośnych miejsc, to niekoniecznie są to Malediwy, choć i takie wyspy się tutaj znajdą.

To teraz chciałabym porozmawiać trochę o Was prywatnie: Jesteście parą. Czy poznaliście się jeszcze w Polsce?

Krzysztof: Tak! 12 lat temu. Ja już pracowałem w tym zawodzie, a Klaudia grała wtedy w tenisa na Politechnice Gdańskiej. Pamiętam – były otwarte dni, kolega robił tam zdjęcia. Podał mi swój aparat fotograficzny, ja zrobiłem zdjęcie Klaudii serwującej piłkę…

I to było to?

Krzysztof: I zrobiła wtedy bardzo dziwną minę [śmiech]. Nie spodobało mi się to! Jeszcze tego samego wieczoru, na imprezie, zaczęła się ta znajomość.

Krzysztof, czy Klaudia pomaga Ci w zarządzaniu hotelem?

Krzysztof: Jestem zdania, że na stanowisku menedżerskim, wręcz trzeba dopuszczać do siebie głosy osób z zewnątrz. Mnie czasem zdarza się podejmować pochopne decyzje. Ego często wzbrania nas przed akceptowaniem informacji z zewnątrz, zupełnie niepotrzebnie. Czasem są to bardzo fajne rozmowy, które dążą do wspólnego sukcesu.

Sytuacja pandemiczna na pewno również w Waszym życiu na wyspie wiele zmieniła. Co było dla Was największym wyzwaniem w tym czasie tutaj?

Krzysztof:  Największym wyzwaniem było tak naprawdę przygotowanie wyspy do otwarcia. Wszystko zaczęło się od momentu, kiedy było wielką niewiadomą, kiedy wrócimy na wyspę. Wróciłem na nią po czterech miesiącach. Dostawaliśmy wtedy wytyczne z rządu jak to wszystko ma funkcjonować, jak przyjmować gości w sposób wolny i otwarty przy jednoczesnym przestrzeganiu reżimu sanitarnego. Noszenie maseczek i rękawiczek przez pracowników było na początku challengem.

Dodajmy, że nie jest to łatwe w tym upale…

Krzysztof:  Dokładnie tak. Temperatury dochodzą tu do 35 stopni przy bardzo dużej wilgotności. Bardzo szybko udało nam się okiełznać ten problem, choć dodatkowym utrudnieniem było to, żeby nasz stres nie emanował na naszych gości. A oczywiście, stres ten był ciągle z nami. Największym wyzwaniem było to, by ludzie mogli zobaczyć uśmiechy pod naszymi maskami. Czasem mówiliśmy gościom, żeby nie zapominali, że pod maskami się do nich uśmiechamy. To było naszym wyzwaniem: żeby nie zachowywać się na wyspie jak policja, żeby ludzie tu czuli się w miarę możliwości wolni. A to oznacza szereg działań: jeszcze częstsze sprzątanie pokoi, staranne przygotowywanie posiłków, pilnowanie odstępów. Naszym celem było, by goście przez okres tygodnia, który zazwyczaj tu spędzają, zapomnieli o zmartwieniach pozostawionych w domach. I chyba nam się to udało.

A co powiedzielibyście tym Polakom, którzy boją się podróżowania w pandemii?

Klaudia:  Destynacja taka jak nasza jest w tym czasie idealnym wyborem. Tu znajdą poczucie otwartej przestrzeni - na naszej wyspie nawet restauracje nie są przestrzenią zamkniętą. Oczywiście, dbamy o dystans społeczny, ale Athuruga daje możliwość spędzania czasu na otwartej przestrzeni bez konieczności noszenia maseczki przez cały czas. U nas zwyczajnie nie zmieściłyby się tłumy ludzi, więc takowych nie ma. Zdarza się, że przechadzamy się plażą, na której nie ma ludzi. Zapewniamy tu bezpieczeństwo w pełnym wymiarze, nie ma tu strachu, który paraliżuje nas w życiu miejskim. Ja sama nie wybrałabym destynacji typu Hong Kong w tych czasach. Tu każdy z hoteli stara się zapewnić bezpieczeństwo.

Jacy są Malediwiańczycy?

Krzysztof: Ja mniej więcej wiedziałem, czego się spodziewać. To zupełnie inna kultura niż nasza. Wiedziałem, że większość osób, które pracują na Malediwach, to ludzie pochodzący ze Sri Lanki, Bangladeszu czy Indii. Jest pewna ważna rzecz, o której trzeba pamiętać, kiedy pracuje się w środowisku tak obcym kulturowo: Jeśli chcesz tu zamieszkać musisz pamiętać, że to ziemia, która nie jest twoja. To obcy ci kraj, który musisz respektować i próbować adaptować się do niego. Nie na odwrót. Przyjeżdżając tutaj było mi łatwo, bo ja już otworzyłem siebie w Wietnamie. Z pewnością wiele razy "testowano" mnie jako osobę nową na wyspie.

Na czym to "testowanie" polega?

Krzysztof: Na przykład na sprawdzaniu jak reaguję na umyślnie popełnione błędy, czy zwrócę się w odpowiedni sposób o poprawę tych błędów, czy jeśli spotkam się z odmową wykonania jakiejś prośby to zrobię to sam, czy będę potrafił jeszcze raz odpowiednio o to poprosić. Czy będę potrafił używać odpowiednich argumentów w rozmowie? Wiesz, taki okres "testowania" trwa czasem dłużej, czasem krócej, ale jak się go przejdzie, to rodzi się więź między pracownikami tutaj. Chodzi o dotarcie się i dotyczy głównie mężczyzn, bo, jak pewnie zauważyłaś, jest ich tu, na wyspie, więcej niż kobiet.

Tak, to zauważalne.

Krzysztof:  Nie można zapominać, że istnieje tu też coś takiego jak hierarchia pracy. Trzeba mieć szacunek do każdej osoby, która tu pracuje. Jeśli chodzi o wyznania: miesza się tu islam z hinduizmem i buddyzmem czasem. Ja i Klaudia jesteśmy otwarci na wszystko. Respektujemy wszystkie religie i związane z tym kroki – tę przestrzeń na wyznawanie różnych wyznań również trzeba uszanować. To dla nas kolejne doświadczenie.

Jeżeli ktoś chciałby zacząć przygodę z pracą taką, jak Wasza - bardzo daleko od domu, w dotkniętej mocno pandemią branży. Na co się przygotować?

Krzysztof: Trzeba zacząć od podróżowania. Otworzyć się na naprawdę wszystkie kultury. Patrzeć szeroko. Trzeba się liczyć na spotkanie z krytyką, być gotowym na hejt. Trzeba się przygotować na porażkę. I bardzo ciężką pracę, a właściwie walkę - każdego dnia. Nie wszystko przychodzi od razu. Nam droga do malediwskiego raju zajęła 10 lat. 10 lat temu wyjechaliśmy z Polski, dotarcie tu oznacza 20 godzin pracy dziennie. Niektórzy, obserwując nas na Instagramie myślą, że tylko odcinamy kupony od raju.

No tak, wiadomo!

Krzysztof:  To ciężka praca, nie wakacje. Trzeba mieć bardzo silną psychikę bez względu na to, czy pracujesz tu jako dyrektor hotelu czy jako house keeping, trener jogi czy kucharz. Nie możemy zapomnieć, że to praca oddalona o kilkanaście tysięcy kilometrów od domu. W przypadku jakiejś rodzinnej tragedii nie ma nas wśród bliskich. Ciężar psychiczny związany z tą pracą jest ogromny.

O to chciałam dopytać. Na pewno bywa tak, że dostajecie złą informację z domu, albo zwyczajnie tęsknicie. Jak sobie wtedy poradzić?

Klaudia:  Najważniejsze jest to, że jesteśmy razem. Zwłaszcza doświadczenie Wietnamu nam to pokazało. Kiedy stacjonowaliśmy w Londynie to był zupełnie inny komfort - dwie godziny i jestem w domu. Pobyt w Wietnamie wiele nas nauczył.

Widzę Wasze zaszklone oczy…

Krzysztof: Kiedy byliśmy w Wietnamie, umierała moja babcia. Nie mogłem do niej polecieć. Babcia zmarła w święta trzy lata temu. Dwa dni przed śmiercią rozmawiałem z nią przez telefon. 48 godzin później otrzymałem telefon, że babcia nie żyje. Wtedy zastanawiasz się, czy ta praca ma sens - czy nie lepiej zostać w domu, zarabiać mniej, ale zawsze móc zobaczyć swoją rodzinę. Czy jednak wyjechać, walczyć o swoje marzenia, ale mieć zawsze ten duży ciężar z tyłu głowy.

Klaudia:  To wieczny wybór: Czy zostać, czy wyjechać. Tak naprawdę w naszym przypadku pandemia przedłużyła nasz pobyt - rozpatrywaliśmy powrót do Polski. Koniec końców mamy tam wszystkich.

Krzysztof:  Planujemy też założyć rodzinę. A jak rodzina, to tylko w domu.

Klaudia:  A przynajmniej gdzieś bliżej, tu, gdzie jesteśmy, to środek oceanu i dwie godziny drogi łodzią do Male. Nie byłoby racjonalną opcją rodzić i wychowywać tu dziecko.

Czyli to codzienna walka, by realizować marzenie?

Krzysztof: Myślę, że marzenie to coś, co spełnia się po drodze w życiu, one nie są zaplanowane, czasem nawet nie zauważamy, że je spełniliśmy. Naszym wspólnym marzeniem jest mieć wolność w głowie. Wybór to luksus, choć czasem chciałbym nie musieć wybierać: po prostu iść do pracy i wrócić do domu, a nie kombinować, czy jest w ogóle szansa polecieć do domu, na drugi koniec świata.

Na koniec zapytam, co Was tu spotkało najpiękniejszego na tej rajskiej wyspie?

Klaudia: Szansa, że w ogóle mogliśmy tu przyjechać, była cudem. 90% ludzi marzy, by przyjechać w takie miejsce choć raz w życiu. A my tu żyjemy na co dzień! Myślę, że najpiękniejszy jest sam fakt, że możemy tu być. Cieszyć się tym rajem. Zawsze powtarzamy też, że mimo wszystko, warto spróbować takiej przygody jak życie w takim miejscu. Wiesz, czegokolwiek by nie powiedzieć, nasza rutyna dnia codziennego, poza ciężką pracą, to wybory typu: Czy dzisiaj nurkujemy czy robimy zajęcia z jogi? Żyjąc w Europie nie stajesz przed tego typu możliwościami każdego dnia.

To czego Wam życzyć na "za 10 lat"? Gdzie chcielibyście być?

Krzysztof:  W domu. Gdziekolwiek on będzie.

Klaudia: I razem.

W naszej galerii znajdziecie kadry z wyspy Athuruga, na której mieszkają Klaudia i Krzysztof.