Wszystko zaczęło się od niewinnych żartów. Gdy dwa miesiące temu Mildred Baena, wieloletnia gospodyni w domu Schwarzeneggerów, przyprowadziła do posiadłości Arnold i jego żony Marii Shriver swojego 13-letniego syna Josepha, ludzie zaczęli plotkować. „O, jaki ładny chłopiec” – gratulowały na początku współpracownice Mildred. Pochodząca z Gwatemali 50-latka pękała z dumy. Cieszyła się, że jej chłopiec wzbudzał tak duże zainteresowanie. Nie przypuszczała jednak, że przyjazne komentarze pod jego adresem zamienią się wkrótce w złośliwą tyradę. „Czy on nie przypomina trochę pana Schwarzeneggera? Mają takie same oczy” – zażartował jeden z ogrodników. Później sprawy potoczyły się bardzo szybko. Przez kolejne dni wszyscy zastanawiali się już tylko nad jednym: czy w żyłach syna Mildred faktycznie płynie krew gwiazdora filmów akcji?

Złośliwe plotki szybko doszły do Marii, która jednak nie chciała ich słuchać. W pewnym momencie poczuła się jednak zbyt zmęczona dwuznacznymi informacjami, które cały czas do niej docierały. „Zapytała mnie wprost. Chciała wiedzieć, czy jej mąż jest ojcem mojego syna” – zdradziła w wywiadzie dla magazynu „Hello” Mildred. Gosposia nie potrafiła już dłużej ukrywać prawdy. Wyznała Marii wszystko...

Okazało się, że 14 lat temu Arnold miał krótki lecz płomienny romans ze swoją pomocą domową. Początkowo Mildred nie była jednak pewna, czy Joseph jest synem aktora. W tym samym czasie sypiała także ze swoim byłym mężem Rogelio. „Uważałam, że to on jest ojcem mojego dziecka. Z biegiem lat zorientowałam się jednak, że to nie z nim mam syna. Joseph był łudząco podobny do Arnolda” – wyznała.

Wielbiciele Schwarzeneggera nie mogli uwierzyć, gdy w maju ta szokująca wiadomość ujrzała światło dzienne. Wszyscy uważali aktora i do niedawna jeszcze gubernatora Kalifornii za prawego człowieka. A jednak... Co gorsza, do dziennikarzy wciąż zgłaszają się kobiety, które zapewniają, że romansowały ze  Schwarzeneggerem. Ciekawe, czy wśród nich znajdzie się matka kolejnego nieślubnego dziecka aktora.

Zaproszenie do łóżka

Wystarczyło kilka dni jej nieobecności, by stało się najgorsze. Gdy w 2005 roku Jude Law kręcił w Nowym Orleanie film „Wszyscy ludzie króla”, Sienna Miller spędzała z ukochanym prawie każdą chwilę. Odwiedzała plan zdjęciowy codziennie. Jednak ze względu na swoje obowiązki zawodowe musiała w pewnym momencie wrócić do rodzinnego Londynu. I właśnie wtedy wszystko między nimi się zepsuło. Wraz z Jude’em były w Nowym Orleanie także jego dzieci, dziewięcioletni wówczas Rafferty, pięcioletnia Iris i trzyletni Rudy, a także ich 26-letnia niania Daisy Wright. Dziewczyna nie wyróżniała się niczym szczególnym. Biuściasta blondynka nie dorastała urodą do pięt ślicznej Siennie. Mimo to Law nie mógł przestać o niej myśleć. Pewnego dnia zaprosił ją do swojej sypialni. „Najpierw zaczęliśmy się całować, a potem w kilka sekund zdarliśmy z siebie ubrania. Czułam się jak w niebie” – zdradziła Daisy.

Afera wyszła na jaw po tym, jak Jude definitywnie zakończył romans z nianią. Był przecież zaręczony ze Sienną i naprawdę myślał, że to właśnie z nią spędzi resztę życia. Wright nie mogła się pogodzić z odrzuceniem. Rozżalona umówiła się więc na rozmowę z redaktorem tabloidu „The Sun” i wyznała całą prawdę. Sprawa szybko została nagłośniona, a zaręczyny aktorów oczywiście zerwane.

Jude dość długo przeżywał rozstanie z Sienną. Przepraszał publicznie swoją narzeczoną i eksżonę Sadie Frost, która zrobiła Jude’owi wielką awanturę, gdy dowiedziała się, że sypia z opiekunką ich dzieci. To pewnie dlatego od tamtej pory nie pozwala aktorowi brać udziału w castingach na nowe nianie. A sama, zamiast 26-latek, wybiera już tylko dojrzałe i niezbyt urodziwe kandydatki.

Napisał o niej piosenkę

Zachowywała się bardzo dziwnie. Po zajęciach Maresa Morgan od razu biegła do posiadłości Chrisa De Burgha, gdzie zajmowała się trójką jego dzieci. „Czasami nie odbierała ode mnie telefonu. Nie chciała się spotykać, bo ciągle miała jakieś inne plany” – żalił się ówczesny chłopak Maresy, znany rugbysta Peter McKenna. Latem 1994 roku dziennikarze odkryli, że 19-letnia Irlandka od kilku miesięcy regularnie sypiała z piosenkarzem. Gdy w czołowych brytyjskich kolorowych magazynach ukazały się artykuły dotyczące romansu, artysta nie starał się nawet zaprzeczać. Od razu przyznał, że to on jest wszystkiemu winny „i to jak cholera”. Znajomi Chrisa początkowo nie mogli uwierzyć w to, co się stało. De Burgh i jego żona Diane byli razem od 17 lat i uchodzili w środowisku za naprawdę dobraną parę. Na domiar złego okazało się, że uczucie, które połączyło gwiazdę i Morgan, wybuchło wtedy, kiedy Diane leżała w szpitalu z poważną kontuzją szyi, której nabawiła się po upadku z konia. Małżeństwo De Burghów zawisło na włosku. Diane długo nie mogła wybaczyć mężowi zdrady. Dopiero dzięki terapii udało im się wszystko naprawić.

 

Na szczęście po wybuchu skandalu Maresa usunęła się w cień. Skoncentrowała się na studiach i nie dawała się sprowokować ani kolegom z uczelni, ani dziennikarzom, którzy za wszelką cenę próbowali wyciągnąć z niej pikantne szczegóły na temat romansu z muzykiem. Z tego co wiadomo, wyjechała później do Holandii z nowym chłopakiem. Nigdy także nie pisnęła nawet słówka na temat tego, jak wyglądała jej relacja ze znanym pracodawcą. Podobno tylko raz, na mocno zakrapianej alkoholem imprezie, wygadała się koleżance, że piosenka Chrisa „Blonde Hair, Blue Jeans” jest właśnie o niej. Artysta nigdy tego nie skomentował.

Razem przez życie

To była klasyczna sytuacja. Marsha Garces została zatrudniona pod koniec lat 80. jako opiekunka kilkuletniego Zacharego, syna Robina Williamsa i Valerie Velardi. Małżonkowie byli razem już od dziesięciu lat i nigdy tak naprawdę nie przeżyli poważnego kryzysu uczuciowego. Do czasu. Atrakcyjna Marsha zawróciła komikowi w głowie. Robin rozwiódł się z Velardi i niecały rok później (1989) ożenił się z nianią. Zakochani byli razem przez 19 lat. Szybko zaczęli wspólnie pracować. W 1991 roku założyli firmę produkującą filmy Blue Wolf Productions, a później także fundację Windfall, zajmującą się m.in. zdrowiem i  edukacją ubogich. Niestety, miłość opiekunki i gwiazdora nie okazała się tak silna, jak przypuszczano. W 2008 roku Marsha złożyła w sądzie pozew rozwodowy. Powód rozstania? Oficjalnie: różnica charakterów. Nieoficjalnie: Robin zdradził żonę z 27-letnią Charlotte Filbert. Tym razem wybrał sobie artystkę. Jego dzieci były w końcu już za duże na zatrudnienie kolejnej niani.

Ta jedyna

Niepozorna, sympatyczna i cicha. Tak o Ryan Shawhughes myślała Uma Thurman, gdy w 2002 roku wybrała ją jako nianię dla dwójki swoich dzieci. Dziewczyna studiowała wtedy na prestiżowym nowojorskim Uniwersytecie Columbia. Mayai Levon od razu polubili Ryan i chętnie zostawali z nią sami. Nikt  nie przypuszczał, że to właśnie ona rozbije związek gwiazdy „Kill Billa” z Ethanem Hawkiem. W 2004 roku małżonkowie rozwiedli się, ponieważ aktor całkiem stracił głowę dla wytatuowanej blondynki. Uma była zdruzgotana. Nie mogła pozbierać się po rozstaniu. Wciąż obwiniała się za wszystko. „To moja wina, że Ethan zainteresował się inną kobietą. Przez całe nasze małżeństwo byłam bardziej skoncentrowana na swojej pracy i karierze niż na mężu. Jeśli mogłabym, cofnęłabym czas” – zwierzała się w wywiadach.

Koleżanki Thurman robiły wszystko, by podtrzymać ją na duchu. Powtarzały jej w kółko, że to nie ona jest winna, tylko Ethan, który od lat miał niską samoocenę. Podobno nie mógł znieść, że jego żona jest dużo popularniejsza od niego i wciąż doceniają ją krytycy filmowi. Przez lata był także przekonany, że przyjaciel UmyQuentin Tarantino miał z nią romans. Nie potrafił być z kobietą, która zawodowo osiągnęła więcej od niego i być może właśnie dlatego zainteresował się zwykłą opiekunką.

Od bolesnego rozstania minęło już sześć lat. Uma ustatkowała się u boku milionera Andr Balazsa. Ethan na dobre związał się z Ryan. W czerwcu 2008 roku wziął z ukochaną cichy ślub. Miesiąc później przyszła na świat ich córka Clementine. Obecnie para spodziewa się drugiego dziecka. Hawke wygląda na szczęśliwego i spełnionego. I nawet to, że już od kilku lat nie zagrał w żadnym znaczącym filmie, przestało być chyba dla niego problemem.

Czyżby więc nianie zajmujące się pociechami hollywoodzkich gwiazd miały w sobie to coś, co faktycznie uszczęśliwia mężczyzn?