Przemysław Saleta udzielił "Gali" ekskluzywnego wywiadu. Jego treść zamieszczamy poniżej.

Jest coś, czego się boisz?

Jeśli nawet, to nie uświadamiam sobie tego.

Lubisz adrenalinę i ryzyko?

Tylko takie, które mogę kontrolować. Kiedy zakończyłem karierę bokserską, zacząłem się ścigać na motocyklach. To sport wysokiego ryzyka, na pewno wyższego niż boks, dużo w nim jednak zależy od twoich umiejętności. Natomiast ryzyko takie jak hazard w ogóle mnie nie pociąga.

Zdarza Ci się przekraczać własne granice?

Zdaję sobie sprawę z tego, że dzięki uprawianiu sportu te granice w moim przypadku są mocno przesunięte. Mało rzeczy robi więc na mnie wrażenie.

W czym się sprawdziłeś?

Szukając nowych wrażeń, zorganizowaliśmy kiedyś na przykład z kolegami Orlen Australia Tour – rajd motocyklowy, którego motywem przewodnim była adrenalina. Skakałem wtedy ze spadochronem, nurkowałem z rekinami, próbowałem raftingu. Już sama jazda motocyklem po szutrowych australijskich drogach do starcza sporo adrenaliny.

Po co to wszystko?

Z różnych względów. Po pierwsze, lubię próbować nowych rzeczy. Po drugie, szukam też, chyba podświadomie, takiego momentu, w którym będę mógł powiedzieć: „Stop! Puknij się w głowę, chyba przesadzasz!”.

To trochę egoistyczne podejście. Nie myślisz o bliskich, którzy Cię kochają? Mimo wszystko ryzykujesz.

(śmiech) Możliwe, ale każdy przeżywa życie na własny rachunek. Sport wymusza, jeśli nie egoizm, to przynajmniej egocentryzm. Gdy uprawiasz go zawodowo, właściwie wszystko kręci się wokół ciebie. W okresie przygotowań do walki zjedzenie posiłku o wyznaczonej porze jest ważniejsze niż zjedzenie go w miłych okolicznościach z bliską osobą. Tak po prostu jest i od tego nie da się uciec.

Jednak czym innym jest dopasowywanie swojego rytmu dnia, a czym innym ryzykowanie życia albo zdrowia.

Tak, ale z drugiej strony, nie będąc samemu szczęśliwym, trudno dać szczęście innym.

OK, kupuję. A co Ci daje najwięcej radości w życiu?

Samo życie. Nie ma chyba jednej rzeczy, która dawałaby mi superradość.

A sport?

To bardziej skomplikowane. Z jednej strony rzeczywiście sport daje mi radość i satysfakcję. Cały czas bardzo dużo trenuję i nie wyobrażam sobie bez tego życia. Z drugiej – to też pewna forma uzależnienia. Również fizycznego i psychicznego. Po prawie 30 latach uprawiania sportu organizm jest mocno zużyty. Jeśli nie trenuję tydzień, zaczynam się gorzej czuć. A ja po prostu nie lubię nie być w formie. Nie wyobrażam sobie, jak mógłbym się zapuścić. Po prostu sobie tego nie wyobrażam!

Masz jeszcze jedną pasję – Tajlandię.

Po raz pierwszy pojechałem tam trzy lata temu i zakochałem się w tym kraju. Odpowiada mi w nim wszystko – i klimat, i jedzenie. Przede wszystkim jednak ludzie oraz ich filozofia życia. Zawsze uśmiechnięci, żyją chwilą, nie martwią się na zapas.

Czy to wpłynęło na zmianę Twojego podejścia do życia?

Ja też taki jestem. Częściowo z natury, częściowo z powodu życiowych doświadczeń – śpiączki, w którą zapadłem po operacji przeszczepu mojej nerki córce. Od tamtej pory kieruję się w życiu zasadą: jeśli chcesz coś zrobić, zrób to teraz. Niczego nie odkładaj na później, bo tego „później” może po prostu nie być.

Ile czasu spędzasz w Tajlandii, a ile w Polsce?

Dwa letnie miesiące byłem tutaj, z powodów zawodowych i osobistych, ponieważ dzieci miały wakacje. Potem wyjechałem do Tajlandii na trzy tygodnie i znów wróciłem na chwilę do Polski. To jest płynne. Zimę jednak zdecydowanie wolę spędzać tam.

Masz dom w Tajlandii?

Niestety nie. Miejscowe prawo zabrania nabywania nieruchomości obcokrajowcom.

A co robisz, kiedy tam jesteś? Po prostu odpoczywasz?

Nie tylko. Również pracuję – jako trener boksu w klubie, w którym uczę się muay thai. Mnóstwo ludzi przyjeżdża do Tajlandii, by potrenować. Ze znajomymi prowadzimy również firmę, która pomaga polskim producentom wprowadzać ich produkty na tajski rynek. Przygotowuję też program telewizyjny o różnych krajach Azji – zaczynam od Tajlandii. W połowie października powinien też ruszyć mój wideoblog, na którym będę dawał porady treningowe i żywieniowe. Ale nie tylko: pokażę również ciekawe miejsca, które warto odwiedzić, sporty, których warto spróbować – w myśl zasady, by ciekawie spędzić życie. To będzie blog przede wszystkim dla facetów, którzy zawodowo sporo już osiągnęli i doszli do momentu, gdy uznali, że powinni zrobić coś dla siebie.

Dlaczego wziąłeś udział w programie „Azja Express”?

Przede wszystkim dlatego, że nigdy nie byłem w żadnym z krajów, w których go realizowano, z wyjątkiem Tajlandii i Kambodży. Poza tym spodobała mi się jego formuła. Nie jestem typowym turystą, który zwiedza zabytki. Jeśli jadę gdzieś, na przykład na tydzień, korzystam po prostu ze słońca – leżę i nic nie robię, czytam książkę. Podoba mi się jednak poznawanie innych krajów od środka. Podróżowanie autostopem wyjątkowo temu sprzyja, wymuszając kontakty z tubylcami. To było dla mnie zupełnie nowe doświadczenie, nigdy nie jeździłem autostopem.

PRZECZYTAJ TEŻ: Ostry konflikt Renaty Kaczoruk z Małgorzatą Rozenek. Modelka publicznie zaatakowała gwiazdę TVN!

Naprawdę to był Twój pierwszy raz?

Tak.

I jak wrażenia?

Nie było zbyt wielu chętnych, żeby mnie podwieźć (śmiech)...

Dziwisz się (śmiech)?

Niespecjalnie...

Jednak jakoś Ci się udawało?

Tak, ale w autostopie byliśmy z Darkiem [Kuźniakiem – przyp. red.] zdecydowanie najgorsi! Traktowałem jednak wszystko jako zabawę, a nie rywalizację. Było naprawdę super! Być może również dlatego, że spędziliśmy tam stosunkowo niewiele czasu – jedynie miesiąc...

Na co dzień prowadzisz raczej usystematyzowany tryb życia – podporządkowany treningom i posiłkom. Podczas nagrywania „Azji Express” nie było to możliwe. Nie przeszkadzało Ci to?

Mimo wszystko mam dosyć dużą zdolność przystosowywania się, więc nie stanowiło dla mnie problemu spanie na betonie czy zamiast siedmiu posiłków dziennie zjedzenie tylko trzech, z czego jednym były kurze łapki (śmiech). Do wszystkiego podchodziłem na wesoło. Mam takie wrodzone przekonanie, że zawsze dam sobie radę. Ale też lubię sprawdzać, ile jestem w stanie znieść. Jeśli mam możliwość skoczenia z bardzo dużej wysokości, na przykład do wody albo ze spadochronem, albo zrobienia czegoś, czego jeszcze nigdy nie robiłem – zawsze spróbuję.

 

Umiesz przegrywać?

Tak.

Szybko podnosisz się po porażkach?

W sporcie – z mojego punktu widzenia – chodzi nie o wygraną, tylko o to, by dać z siebie wszystko. Szczególnie w sporcie zawodowym, gdzie ci za to płacą.

A w życiu?

W życiu też. Z tym że każdego co innego uszczęśliwia. Jednych – rodzina, innych – praca, a jeszcze innych – szukanie i podejmowanie nowych wyzwań.

Czy podobnie jak treningi planujesz również swoje życie?

W ogóle go nie planuję! Myślę, że dla większości ludzi jest nienormalne i wręcz nie do zaakceptowania takie życie z dnia na dzień. W każdym razie nieplanowanie tego, co będę robił za pięć, dziesięć czy 15 lat, jest dla mnie, powiedziałbym, podniecające. To mnie bawi.

Naprawdę nigdy się nie zastanawiasz, co będziesz robił za dwa, trzy lata? W jakim miejscu wtedy będziesz?

Nie. Życie nauczyło mnie, że trudno niektóre rzeczy przewidzieć. Chociaż oczywiście mam 100-procentowy wpływ na swoje życie i ewentualnie dostosowuję się też do tego, co chcą robić moi najbliżsi. Ale to też jest moja wola.

Ewentualnie się dostosowujesz?

Dla mnie wiele rzeczy jest zupełnie nieistotnych.

Na przykład?

Wybór stołu do domu.

Jeszcze jakiś przykład poproszę (śmiech).

Dokąd pojechać na wakacje – naprawdę jest mi wszystko jedno. Właściwie większość tego rodzaju codziennych decyzji pozostaje jakby poza mną. Tak czy siak – będzie dobrze.

Pomagasz na co dzień w domu?

W miarę... Ponieważ nie mamy zmywarki, myję po sobie naczynia (śmiech). Chyba że zlew jest już pełen – wtedy nie myję, tylko dokładam. Ale nigdy nie zostawiam pierwszy brudnych naczyń w zlewie!

No dalej (śmiech)!

Potrafię nastawić pranie... Sporo czasu mieszkam sam, w Tajlandii. Raz w tygodniu przychodzi więc pani i robi generalny porządek, siłą rzeczy jednak na bieżąco trzeba tam sprzątać, bo gdy tylko coś się zostawi, zaraz ci mrówki zjedzą...

A robisz zakupy?

Tak, robię zakupy.

Co jeszcze robisz?

Czasem gotuję, właściwie robię wszystko oprócz sprzątania, takiego odkurzania po prostu... Nie mam do tego cierpliwości.

Niewiele jest rzeczy, którymi się przejmujesz...

Wiele. Przejmuję się bliskimi. Martwię się o nich bardziej niż o siebie. Może dlatego, że na wiele rzeczy nie mam wpływu.