Roman Polański udzielił wywiadu "Gazecie Wyborczej". Reżyser zgodził się na rozmowę z Adamem Michnikiem i Jarosławem Kurskim. To jedyny wywiad, jakiego udzielił od dawna, oraz jedyny, w którym odniósł się do nowych zarzutów dot. wykorzystywania seksualnego. Przy okazji opowiedział, jak obecna sytuacja wpływa na życie jego rodziny.  Moje dzieci i żona są ofiarami bezustannej presji i ataku mediów. Są groźby, wyzwiska- w związku z moją sprawą oczywiście. (...) Czy jak moje dzieci założą rodziny, to ich małżonkowie i ich dzieci też będą obrzucani obelgami? - pyta. Sprawdź poniżej, jak Polański komentuje najnowsze oskarżenia.

Roman Polański o oskarżeniu wystosowanym przez Marianne Barnard

Marianne Barnard twierdzi, że reżyser molestował ją w 1975 roku, gdy miała 10 lat.

Nikt, nawet moja rodzina, nie rozumie, dlaczego nie odpowiadam na oskarżenia. Bo są absurdalne. Jest na przykład ta Marianne Barnard, która opowiada, że 45 lat temu, kiedy miała dziesięć lat, jej matka mi ją sprzedała, żeby sfinansować swoje studia doktoranckie na uniwersytecie Pepperdine.

Usłyszałem o tym, jadąc samochodem, i ucieszyłem się: to już tak absurdalne, że będzie punktem zwrotnym w fali tych oskarżeń, że nikt w to nie uwierzy. A tu wszyscy uwierzyli! Otóż jej matka jest w tej chwili profesorem na tym samym uniwersytecie i nikt się nią nie interesuje, tą wyrodną matką, która sprzedała dziecko zboczeńcowi. Gdy zrozumiałem, że sprawa się rozkręca, poprosiłem o pomoc adwokata, który wynajął detektywa. I okazało się…

Obecny mąż matki zeznał, że to jest „zemsta córki”, a brat, że „oskarżała też ojca o to, że ją gwałcił”. Okazało się, że dwukrotnie leczyła się w szpitalu psychiatrycznym, a brat stwierdził też, że siostra „tweetuje, tweetuje, tweetuje, aż sama wierzy w to, co tweetowała”. I niby to wszystko wiadomo, ale w dalszym ciągu traktuje się ją poważnie.

Roman Polański o oskarżeniu wystosowanym przez "Robin"

Kobieta używająca pseudonimu "Robin" wyznała mediom, że reżyser napadał na nią na tle seksualnym w 1973 roku, gdy miała 16 lat.

Nie napadałem na żadne kobiety, proszę mi wierzyć. Wręcz przeciwnie, niekiedy sam musiałem się bronić, i nie mówię tego żartem, bo to nie jest temat do żartów.

Roman Polański o Valentine Monnier, która oskarża go o gwałt

Do gwałtu miało dojść w 1975 roku, gdy aktorka miała 18 lat.

To zupełne brednie. „Le Parisien” przygotowywał ten atak od kilku tygodni. Czekali na premierę filmu. Niewątpliwie jej doradzili, do kogo ma pisać i jak zrobić z tego największy szum. Było troje świadków jej wizyty. Mój asystent Hercules Bellville i mój przyjaciel Gérard Brach mogliby dowieść mojej niewinności, ale nie żyją. Za to żyje jeszcze żona Gérarda, Elizabeth, ale „Le Parisien” twierdzi, że nie udało im się jej znaleźć. Łatwo jest dziś oskarżać, wiedząc, że nie ma już żadnej procedury prawnej, która mogłaby mnie oczyścić.

Polański zwraca też uwagę na to, że media od czasu tragicznej śmierci jego ciężarnej żony, Sharon Tate, w 1969 roku, prowadzą niekończący się atak na jego osobę:

To nagonka, matnia. Dlatego odmawiam wywiadów. Jak można dowieść, że się czegoś nie zrobiło pół wieku temu? Dziś łatwo się przyłączyć do ataków na mnie, bo po #MeToo niewiele to kosztuje. Ale tak zwykle było w dziejach. Rozważni, sprawiedliwi reagują letnio. Ci, którzy są mniejszością - w sposób piekielny. Machiavelli już o tym pisał.

Dziś emocja uważana jest za prawdę, a fakty, prawda naukowa czy historyczna - nie istnieją. Jednym tweetem można komuś zniszczyć życie. Przez połowę mojego życia czuję się linczowany, ale do takiej histerii jeszcze nigdy nie doszło.

Cały wywiad z Romanem Polańskim można przeczytać w "Gazecie Wyborczej".