Roy Horn, członek legendarnego duetu magików - Siegfried i Roy zmarł w wieku 75 lat po powikłaniach spowodowanych koronawirusem. Horn i Fischbacher byli znani z tego, że podczas swoich pokazów iluzji występowali w towarzystwie wielkich kotów, szczególnie z białymi tygrysami i lwami. - Dzisiaj świat stracił jednego z największych czarodziejów, ja straciłem mojego najlepszego przyjaciela. Od momentu, gdy się poznaliśmy, wiedziałem, że Roy i ja razem zmienimy świat. Nie byłoby Zygfryda bez Roya - napisał Siegfried Fischbacher w swoim oświadczeniu. 

Roy Horn nie żyje

Roy Uwe Ludwig HornSiegfriedem Fischbacherem poznali się w 1959 roku podczas pracy na statku wycieczkowym, gdzie Siegfried był stewardem, a Roy kelnerem. Fischbacher wykonywał magiczne sztuczki dla pasażerów, które zafascynowały Roya, więc obaj szybko się zaprzyjaźnili. Wkrótce zaczęli też razem występować. Deut został jednak zwolniony po tym, jak Horn przemycił na statek oswojonego geparda, którego na co dzień trzymał w swoim domu.

Największą sławę panowie zawdzięczali występom w hotelu Mirange w Los Angeles, gdzie rocznie zarabiali 57,5 miliona dolarów. Roy i Siegfried dali razem blisko 6000 pokazów. Ich występy zakończyły pod koniec 2003 roku, kiedy Roy Horn został ciężko ranny po tym, jak jeden z jego tygrysów ugryzł go w szyję. 

Za swoje osiągnięcia Roy i Siegfried otrzymali własną gwiazdę w Alei Gwiazd w Los Angeles. 

Roy Horn - życie prywatne

Roy Horn urodził się 3 października 1944 w Nordenham w Niemczech. Odkąd iluzjonista zdobył międzynarodową popularność media zaczęły interesować się także jego życiem prywatnym. Tabloidy wielokrotnie sugerowały, że Roya i Siegfrieda łączy coś więcej niż tylko praca. Panowie, którzy przez wiele lat mieszkali razem, unikali jednak odpowiedzi na pytania odnośnie swojej orientacji seksualnej. 

ZOBACZ TAKŻE: IRRFAN KHAN NIE ŻYJE. 53-letni aktor Bollywood zmagał się z ciężką chorobą