GALA: Podobno nie planowaliście tej miłości.

Dominika Kalisz: Bo miłości nie da się zaplanować. W naszym przypadku to było jedno krótkie, niezobowiązujące spotkanie, które zaowocowało wielkim uczuciem.

Ryszard Kalisz: Poznaliśmy się podczas Balu Adwokata w Krakowie. Byłem wtedy przewodniczącym sejmowej Komisji  Sprawiedliwości i Praw Człowieka, zostałem  tam zaproszony jako gość honorowy. Podczas uroczystości jedna z aplikantek podeszła  do mnie i powiedziała, że zająłem jej miejsce. To była Dominika. Spojrzałem jej w oczy i trafiła mnie strzała Amora. Od razu wiedziałem, że jest kobietą, na którą czekałem całe życie.

DK: Ryszard, a pamiętasz, co wtedy do mnie powiedziałeś?

RK: Tak... „Tyś moja!” (śmiech)

DK: Kiedy wróciłam do stolika, Ryszard rozmawiał z moimi przyjaciółmi. Był dla nich autorytetem, a przy tym nie tworzył dystansu. To mądry, pogodny człowiek. Pamiętam, że w pewnym momencie ujął moją dłoń  i poczułam bijące od niego ciepło. Tak jest do dzisiaj.

Gala: Które z Was zaproponowało drugie spotkanie?

RK: Nie mogłem Dominiki jakoś zapomnieć. Kilka dni później próbowałem się do niej dodzwonić, ale nie odbierała. W końcu oddzwoniła i stanowczym tonem powiedziała: „Ktoś dzwonił do mnie z tego numeru”. Przedstawiłem się i okazało się, że w najbliższą sobotę Dominika będzie w Warszawie, gdzie studiowała. Zaproponowałem wspólną kolację, zgodziła się. 

DK: To było 14 lutego, w walentynki. Bardzo romantycznie!

RK: Przed uczelnią czekała na mnie zjawiskowa kobieta… w koronkach. Pojechaliśmy do mojej ulubionej restauracji. Długo rozmawialiśmy o życiu. Dominika zaimponowała mi tym, że choć jest bardzo młoda, dojrzale opowiadała o różnych sprawach – o życiu, prawie, Polsce.

DK: I o 22 wyjechałam samochodem do Krakowa, gdzie wtedy mieszkałam.

RK: Uważałem, że to nierozsądne, ale ona się uparła! 

Gala: Co Was połączyło?

DK: Jak to co? Miłość!

RK: Jesteśmy duetem idealnym. Świetnie się uzupełniamy, bo…  bardzo się różnimy!

Gala: Czym się różnicie?

 RK: Widać to na pierwszy rzut oka: Dominika jest piękną, szczupłą kobietą, a ja, o popatrz, jaki mam wielki brzuch!

DK: Ale jesteś przystojny!

RK: Dominika wszystkim się przejmuje, ja w najbardziej kryzysowych sytuacjach umiem zachować stoicki spokój. Ona wychowywała się w typowej wielopokoleniowej góralskiej rodzinie, bardzo przywiązanej do tradycji, konserwatywnej. U mnie w domu, na warszawskim Żoliborzu, panowały klimaty wolnościowe.

Gala: I jak udało się to połączyć?

RK: Ona potrzebowała silnego męskiego autorytetu, ja kobiety, z którą uda stworzyć mi się dom i która wesprze mnie zarówno w życiu, jak i w pracy. Różnica wieku, 29 lat, nie była i nie jest przeszkodą, wręcz przeciwnie.

Gala: Dominiko, jakie miałaś wyobrażenia na temat Ryszarda,  zanim go poznałaś?

 DK: Wiedziałam, że jest świetnym prawnikiem, że zajmował się polityką. Ale tabloidowe historie z jego udziałem odkryłam później.  Na co dzień nie interesowałam się tym światem, miałam własne życie, pasje. Dopiero gdy urodził się nasz syn Fryderyk, zrozumiałam, że tabloidy i plotkarskie portale wtłoczyły mnie w świat,  do którego  nie należałam. Czytałam w internecie i w brukowej prasie informacje nieznajdujące żadnego odzwierciedlenia w rzeczywistości. Te potworne kłamstwa na początku bardzo mnie bolały, dopiero potem Ryszard wytłumaczył mi,  że nie powinnam tego brać do siebie. On  pozwolił mi zrozumieć, że mamy własne życie  i że zła intencja albo chęć zysku nie może nam go zniszczyć.

RK: Tabloidy kłamią, żerując na populistycznych instynktach swoich czytelników. Wierzę, że prawda zawsze się obroni. Najważniejsze jest łączące nas uczucie i spokój mojej rodziny.

DK: Pamiętam, jak dziennikarze lokalnych gazet dotarli do moich bliskich – rodziców, babci. Wypytywali ich o Ryszarda, zadając prowokacyjne pytania, z sugestiami niemającymi nic wspólnego z rzeczywistością.  To było okropne przeżycie dla nas wszystkich, dla moich bliskich.

Gala: Ryszardzie, jak starałeś się tłumaczyć  Dominice to, co się wtedy wokół Was działo?

RK: Z doświadczenia wiem, że w takich  sytuacjach najważniejsza jest świadomość, że ma się kogoś, na kim można polegać, świat, w którym można się schronić.

DK: Ryszard zawsze był ze mną szczery, nigdy niczego nie ukrywał. To człowiek kierujący się w życiu uczciwością, działający w zgodzie  z własnymi przekonaniami.

Gala: Co Twoja rodzina mówiła o tym związku?

DK: Pamiętam pierwszą wizytę Ryszarda w moim domu rodzinnym w Muszynie…

RK: To był trzeci miesiąc naszej znajomości. Rodzice Dominiki byli mnie bardzo ciekawi, a ja ich. Kiedy dotarliśmy na miejsce i wysiedliśmy z samochodu, jej mama na mój widok prawie… zemdlała. Wiedzieć, jak wyglądam, to jedno, ale zobaczyć mnie na żywo – drugie. (śmiech) Na szczęście okazali się powściągliwymi i  miłymi ludźmi. Ich życzliwość sprawiła, że podczas tej pierwszej wizyty czułem się naprawdę dobrze.

Gala: Dominiko, a jak Ty zapamiętałaś to spotkanie?

DK: Już podczas obiadu, który przygotowała mama, atmosfera była rodzinna. Ryszard zaczął żartować, chwalił jej kuchnię. Mama widziała, że jestem szczęśliwa w jego towarzystwie. Potem spodobało się jej, w jaki sposób Ryszard zajmuje się jej wnukiem Antoniuszem [syn Dominiki z poprzedniego związku – przyp. red.] oraz jaki jest  dla mnie i dla niego opiekuńczy. To ją ujęło.

Gala: Jesteście rodzinni?Lubicie spotykać się z bliskimi?

RK: Bardzo często – w tym roku byliśmy w Muszynie chyba siedem razy. Odpowiada mi tamto powietrze, klimat. Dobrze czuję się w domu pełnym uśmiechniętych i dobrze nastawionych do życia ludzi.  Dominika z kolei świetnie odnajduje się podczas spotkań z moją mamą, siostrą i  jej rodziną. Mamy nad Zalewem Zegrzyńskim dom letni, który odziedziczyłem wraz z siostrą po tacie. Panuje tam zawsze kapitalna atmosfera – jest dużo śmiechu, gramy w różne gry, jeździmy na rowerach, wspólnie gotujemy, spędzamy czas bardzo intensywnie. 

Gala: Ryszardzie, osoby, które znają Cię tylko z polityki, kojarzą Cię  z emocjonalnymi wystąpieniami oraz ciętym językiem.  Na co dzień też bywasz taki impulsywny?

 DK: On zawsze powtarza, że jest pantoflarzem… 

RK: To prawda! (śmiech)

DK: Ryszard jest świetnym mężem i ojcem. Ciężko pracuje. Ja też jestem aktywna zawodowo, ale dużo czasu poświęcam na zajmowanie się domem i opiekę nad synami. Wierzę, że w związku ważne jest partnerstwo – kobieta powinna móc realizować się w pracy i liczyć na wsparcie ze strony męża. Dla mnie to był ideał związku, który udało mi się osiągnąć dopiero dzięki Ryszardowi.

RK: Dominika pięknie urządziła nasze mieszkanie, ma świetny gust. Podoba mi się wszystko, co zaprojektuje lub wybierze. Poza tym doskonale gotuje. Znam tylko trzy osoby, które tak dobrze gotują: moja mama, siostra i Dominika. Ale Dominika robi to jednak najlepiej!

Gala: Twoja mama Ci tego nie wybaczy!

 RK: Już jej to powiedziałem. (śmiech)

Gala: A jakie jest popisowe danie Dominiki?

RK: Gołąbki.

DK: Ryszard, proszę cię, nie opowiadaj już o tych gołąbkach… 

RK: (śmiech) Uwielbiam jeszcze, jak robi mi na śniadanie jajecznicę.

Gala: Z ilu jajek?

RK: Z  kilku, ale z kawałkami kiełbasy, papryki. Ciasta robi też wyśmienite: babki, serniki, ale też moją ukochaną... mizerię!

ZOBACZ TEŻ: Ryszard Kalisz z żoną i synami w sesji dla GALI>>

Gala: A jak dzielicie się domowymi obowiązkami?

 RK: W weekendy staram się więcej czasu poświęcać dzieciom, tak  by odciążyć Dominikę. Może wtedy zająć się sobą. Jeździmy razem  na tenisa, piłkę albo do wesołego miasteczka. Antoniuszek, który ma 7 lat,  jest dla dwuletniego Fryderyka wzorem do naśladowania, bardzo mu imponuje i mały we wszystkim go naśladuje. DK: To ja prowadzę dom, ale mąż stara się we wszystkim mi pomagać. Jest naprawdę dobrze zorganizowany.

Gala: Bywacie wobec siebie krytyczni?

RK: Oczywiście.

Gala:Dominiko, Ty odpowiedz, proszę, bo mam wrażenie, że Ryszard monopolizuje naszą rozmowę.

RK: No mów, mów. DK: Zawsze podkreślam, że Ryszard jest dobrym człowiekiem.

RK: To ja za nią odpowiem! Dominika ma krytyczny stosunek  do łatwości, z jaką wydaję pieniądze. Po wejściu do sklepu od razu kupuję to, po co przyszedłem, często nie zastanawiając się, ile to kosztuje. Dominika jest…

Gala: ….dobrą gospodynią.

DK: Ja nie jestem gospodynią, tylko adwokatem!

Gala: Miałem na myśli, że jesteś kobietą, która potrafi racjonalnie zarządzać domem.

DK: Rzeczywiście, jestem bardziej racjonalna, natomiast Ryszard...

RK: Poukładana, tak. A ja przez lata nie przywiązywałem wagi do  codziennych czynności. Zakupy robiłem spontanicznie, zanim poznałem Dominikę, przez kilka lat mieszkałem sam.

Gala: Przyjemnie się żyje z mężczyzną, który łatwo wydaje pieniądze. Wiele kobiet potraktowałoby to jako przywilej – drogie prezenty, podróże.

RK: Dominika chybaby mnie za coś takiego zabiła…

DK: Bardzo lubię korzystać z uroków życia, ale nie lubię przepłacać.

Gala: A nie cieszysz się, gdy mąż przynosi Ci kwiaty?

DK: Kwiaty zawsze! Najlepiej bez okazji, najbardziej lubię białe róże. To jest miłe. Ostatnio na przykład, na Dzień Matki, dostałam  w prezencie piękny ręcznik, perfumy i jakieś mydełka. Oczywiście kupił je Ryszard,  bo chłopcy są jeszcze mali.

Gala: Wasz związek jest partnerski?

RK: Tak, uzupełniamy się wzajemnie.  Wiele rzeczy robimy razem.

DK: Ale pracujemy osobno.

Gala: To była świadoma decyzja?

DK: Od samego początku tak ustaliliśmy.

RK: Obydwoje jesteśmy adwokatami. Nasza praca opiera się na specyficznej relacji  z klientami. Dlatego uznaliśmy, że lepiej  będzie, jeśli Dominika otworzy własną kancelarię, zamiast pracować u mnie. Chociaż zdarza się, że w domu często rozmawiamy  na tematy prawnicze.

DK: Nie ukrywam, że wciąż dużo się od męża uczę, on jest dla mnie autorytetem.

Gala: A w wolnym czasie, co lubicie robić razem?

RK: Każdą wolną chwilę poświęcamy dzieciom.

DK: Na wakacje też jeździmy z dziećmi, prawie zawsze nad morze, chociaż w tamtym roku byliśmy sami przez trzy tygodnie w Stanach. To był wyjazd związany ze służbowymi sprawami Ryszarda, ale zdołał pokazać mi ważne dla niego miejsca.

RK: Dzięki mojej wieloletniej obecności w polityce wypracowałem kontakty z ludźmi na całym świecie. Podczas pobytu w Stanach  spotykaliśmy się z moimi przyjaciółmi, pokazywałem też Dominice miejsca związane z moją wcześniejszą działalnością, byliśmy na przykład w Nowym Jorku na Greenpoincie.

Gala: Udaje Wam się czasem wychodzić osobno z domu na spotkania z kolegami czy koleżankami?

DK: Tak naprawdę Ryszard beze mnie rzadko wychodzi. RK: Prawie w ogóle nie wychodzę! Nawet na męskie spotkania poszedłem dwa lub trzy razy, bo wolę wyjść gdzieś z Dominiką.

Gala: Lubicie zapraszać przyjaciół do siebie?

 RK: Nie prowadzimy typowo otwartego domu, ale w weekendy często ktoś do nas wpada. Sami też odwiedzamy przyjaciół. Ostatnio na przykład całą niedzielę spędziliśmy z chłopakami na turnieju tenisowym Jola Cup, organizowanym przez rodzinę mojej bardzo bliskiej koleżanki Jolanty Szymanek-Deresz, która zginęła w katastrofie smoleńskiej.

DK: Antoniuszek, podobnie jak Ryszard, uwielbia grać w tenisa!  Mimo że ma dopiero siedem lat, świetnie radzi sobie na korcie.  To Ryszard w nim zaszczepił sportowego ducha.

RK: Jest też wielkim miłośnikiem piłki nożnej, trenuje dwa razy w tygodniu. Czasami chodzimy na mecze polskiej reprezentacji.

Gala: To są takie Wasze męskie wyjścia?

RK: Tak. Antoniuszek imponuje moim kolegom wiedzą na temat środowiska piłkarskiego. Jest w tym dużo lepszy ode mnie!

Gala: A jak Ty, Dominiko, odnajdujesz się w domu zdominowanym przez mężczyzn?

DK: Bardzo dobrze! Po pierwsze, mam wspaniałego męża, który  o mnie dba. Jest cudownym człowiekiem, ciągle podkreśla, że jestem dla niego najważniejsza. A po drugie, synkowie, mimo że czasami robią rwetes, kochają mnie najbardziej na świecie.

RK: Rwetes jest codziennie. Szczególnie kiedy wracam do domu  wieczorami. Wtedy chłopcy witają mnie od wejścia okrzykami i się na mnie rzucają.

DK: Oj, uwielbiają skakać po tobie. (śmiech)

Gala: Chłopcy nie są rodzonymi braćmi. Jak się dogadują?

DK: Między Antosiem i Fryderykiem jest bardzo silna więź braterska. Fryderyk go naśladuje – ostatnio nawet nauczył się strzelać gole do bramki! Z kolei Antoś tak bardzo go kocha, że oddałby mu wszystko.

RK: Jesteśmy wszyscy ze sobą bardzo związani.

DK: To prawda, Ryszard traktuje Antosia jak własnego syna.

Gala: Jak zareagował Antoniusz, kiedy dowiedział się, że będzie miał brata?

DK: Cieszył się, nie mógł się doczekać!

RK: Dzień po narodzinach Fryderyka przyjechał z babcią do szpitala, był wniebowzięty! Zresztą wszyscy się cieszyliśmy! Fryderuś, już teraz mimo dwóch lat, jest niezwykle rozwiniętym dzieckiem.

Gala: Do kogo z Was jest bardziej podobny?

 DK: Do taty.  Fryderyk to cały tata.

RK: Ostatnio, kiedy byliśmy w Muszynie i chodziliśmy po Ogrodach Miłości, mnóstwo ludzi witało się ze mną, a on stał obok i też każdemu rękę podawał.

DK: Pierwszy!

Gala: A jaki jest Antoniuszek?

RK: Bardzo wrażliwy, pięknie rysuje, chyba zostanie artystą! Kiedy dostał w prezencie gitarę, od razu zaczął na niej dojrzale grać. To było dla mnie nieprawdopodobne.

Gala: Skąd pomysł na imię dla Fryderyka?

RK: To był przypadek…

DK: Przez osiem miesięcy ciąży nasz syn miał być, po dziadku Ryszarda,  Adamem, ale…

RK: Córka mojej siostry, Karina, zasugerowała, że powinniśmy wybrać jakieś bardziej charakterystyczne imię. Wymyśliła Fryderyka, do czego my początkowo nie byliśmy przekonani. Uważaliśmy, że pasuje raczej do starszego mężczyzny, ale w końcu się na nie zdecydowaliśmy. Teraz stosujemy zdrobnienia: Fryduś, Frydzio, Fryderuś.

Gala: Wspólne dziecko bardziej Was do siebie zbliżyło?

RK: My od początku byliśmy blisko. Fryderyk jest owocem naszej miłości, jej potwierdzeniem. Lubimy go obserwować, odnajdując w jego gestach jakieś nasze zachowania.

DK: Fryderyk na przykład bierze teczkę Ryszarda i, tak jak on codziennie po powrocie do domu, kładzie ją obok jego biurka. Lubi też siadać na krześle w gabinecie taty i rysować!

RK: Antoniuszek i Fryderuś chętnie słuchają bajek, które czytamy im przed zaśnięciem. Zdarza się, że wszyscy razem zasypiamy  w jednym łóżku, a potem w nocy przenosimy chłopaków do ich pokoi.

DK: Fryderyk lubi się też z tobą kąpać…

RK: O tak! (śmiech) My staramy się, żeby chłopcy czuli się kochani, dorastali w szczęśliwej rodzinie. Często z nimi rozmawiam. Antoniuszek dużo więcej rozumie od Fryderyka, ale młodszy syn też przysłuchuje się tym rozmowom.

DK: Ryszard kształtuje ich charakter.

RK: Ja wychowuję, a mama kocha! (śmiech)

Gala: Chcesz być dla swoich synów autorytetem?

RK: Każdy z nich będzie wybierał autorytety, mnie zależy po prostu, żeby byli świadomi siebie. Późno zostałem ojcem, ale dzięki temu mam szansę przekazać im różne doświadczenia z mojego życia. Chciałbym, żeby byli mądrymi ludźmi, kochającymi swoich bliskich  i szanującymi każdego – niezależnie od ich pochodzenia czy statusu majątkowego.

Gala: Czyli późne ojcostwo ma swoje zalety.

RK: Oczywiście, uważam, że dojrzałość ojca w relacji z synami działa na korzyść. Może nie ma w tym wszystkim spontaniczności, która pojawiłaby się, gdybym miał 20 lat, ale ja też nie jestem jakimś sztywniakiem pozbawionym poczucia humoru.

Gala: Przypominasz swojego ojca, teraz, kiedy sam wychowujesz  synów?

RK: Nie, tata stawiał na moją samodzielność, wierzył, że zawsze dam sobie radę w życiu. Dużo rozmawialiśmy, byliśmy blisko związani, ale w trudnych momentach musiałem liczyć przede wszystkim na siebie. On przekonał się do dzieci dopiero, gdy urodziła się jego pierwsza wnuczka, Karina, córka mojej siostry. Był wtedy najwspanialszym dziadkiem, jakiego można sobie wyobrazić. Rozpieszczającym, czułym. Mam nadzieję, że moi synowie, gdy dorosną, będą mówić, że  dobrze ich wychowałem.

Gala: Jesteście szczęśliwi?

DK: Bardzo.

RK: Mam rodzinę, o której zawsze marzyłem. U nas wszystko jest  takie normalne i spontaniczne. To mi się najbardziej podoba.

DK: Ale też jesteśmy dobrze zorganizowani. Nie musimy  o niektórych sprawach rozmawiać, ustalać ich, bo tak dobrze się rozumiemy, że to wszystko układa się naturalnie.

RK: Mamy swój świat, staramy się nie absorbować chłopaków tym,  co dzieje się na zewnątrz – w świecie polityki na przykład. Jednak dla obywatelskiego wychowania zabieraliśmy synów na manifestacje.

DK:  Chociaż kiedy Ryszard występuje w telewizji, Fryderuś posyła mu całuski!

Gala: Wygląda na to, że znaleźliście miłość idealną...

DK: Nie wyobrażamy sobie, że mogłoby być inaczej. Czekaliśmy na siebie całe życie.

RK:. Moim największym pragnieniem jest szczęście Dominiki i synów, we wszystkich aspektach.