Koniec ubiegłego roku był dla niej wyjątkowy: 4 września urodziła córkę, 1 października wyszła za mąż, 22 listopada skończyła 30 lat. Od kilku miesięcy mieszka z rodziną w Paryżu. Scarlett przyznała, że nie planowała ani dziecka, ani ślubu. Po rozwodzie z Ryanem Reynoldsem, za którego wyszła, mając 24 lata, obiecała sobie, że nigdy więcej. Jednak zmieniła zdanie: „Przychodzi moment, gdy chcemy mieć rodzinę. Teraz lepiej siebie znam. Wiem, czego oczekuję od związku, i umiem komunikować swoje potrzeby nie tylko partnerowi, ale też sobie”. Macierzyństwo jest dla niej doświadczeniem magicznym i jednocześnie męczącym. „Nie przypuszczałam, jakim przywilejem może być przespanie jednej nocy”. W wywiadzie dla magazynu „W” powiedziała, że inaczej wyobrażała sobie córkę: „Kiedy ją zobaczyłam, byłam bardzo zaskoczona. Miałam w głowie dokładny jej obraz, a okazała się zupełnie inna. Cudowna, ale inna”. Podczas sesji zdjęciowej dla tego pisma aktorka nie korzystała z garderoby, przebierała się przy całej ekipie. „Przecież wszyscy już widzieli moje piersi, więc mogę zmienić bluzkę tutaj”, wyjaśniła.

 

Za to bardzo chroni prywatność. Denerwuje ją to, co o sobie czyta: „Przedstawia się mnie jako bardziej inteligentną i interesującą, niż faktycznie jestem, co bywa zabawne. Ale też zamyka w szufladce z napisem femme fatale, co jest bzdurą”. Niedawno w amerykańskiej telewizji stwierdziła, że Paryż ją rozczarował: „Czuję się nieswojo, gdy wkładam sportowe buty, bo tam wszystkie kobiety chwieją się na obcasach, nawet w parkach. A paryżanie są źle wychowani, potrącają innych przechodniów, co jest nie do pomyślenia na bardziej zatłoczonych ulicach Nowego Jorku”. W odwecie dziennikarka francuskiej telewizji oznajmiła, że jej wywiad ze Scarlett był katastrofą, bo aktorka epatowała złym humorem: „Do tej pory ją lubiłam, ale okazała się niesympatyczna”. Scarlett chyba nie zamierza zostać w stolicy Francji na dłużej. Zresztą zapowiada, że szybko wróci na plan: „Jestem egoistką, chcę wszystkiego. Muszę znaleźć równowagę między macierzyństwem a pracą. Jeden film w roku zawsze mogę nakręcić”. Propozycji na pewno nie zabraknie, bo „Forbes” właśnie ogłosił, że Johansson jest drugą najbardziej dochodową aktorką w Hollywood, po Jennifer Lawrence. Filmy z jej udziałem przyniosły 1,2 miliarda dolarów zysku.