"Ściema po polsku" to według twórców film o tym, co nas otacza. O parciu na szkło, chęci bycia gwiazdą za wszelką cenę, o ciągłym wyścigu w byciu lepszym, ładniejszym, bogatszym. Produkcja obnaża prawdziwe cechy i zachowania osób, które w mediach społecznościowych pozują przy drogich samochodach, na tle pięknych widoków. Uzmysławia, że ci, którzy są wiecznie uśmiechnięci, w rzeczywistości są zupełnie inni...

"Ściema po polsku" - o czym jest film?

Film wyśmiewa wielkie-małe kariery - aktorzy grają małe epizody w zagranicznych produkcjach, a my czynimy z nich gwiazdy na miarę Hollywood. To wszyscy znamy z gazet. Czas najwyższy, żeby tymi tematami zajęło się kino, najbardziej masowa ze sztuk. Gdzieś zatraciliśmy umiejętność trzeźwego patrzenia. Pytanie, czemu kupujemy i sprzedajemy ten cukierkowy świat? Co nas napędza? I jaką cenę przyjdzie nam zapłacić? - mówi produkcja o "Ściemie po polsku".

Zobaczcie zwiastun:

Ten film bez scenariusza, a jednak ze scenariuszem, powstawał na żywo, na planie. Sekwencje powstawały na bieżąco. Jest scena, gdy aktor gra scenę poranną, jest zaspany. Wyszła jednak nienaturalnie i dopierodopiero gdy reżyser faktycznie wszedł do pokoju śpiącego aktora, wyszła prawdziwie, bo naprawdę był zmęczony, po imprezie i nie bardzo wiedział, co mówi. Wiele scen powstało w ten sposób - mówi produkcja.

Jak zapewniają twórcy, Mariusz Pujszo jest cierpliwy i czeka na właściwy moment. W "Ściemie" nie mogło być przecież ściemy. Jak ktoś miał biegać, to nie grał biegania, tylko biegł naprawdę albo nie miał odtwarzać picia, tylko pić.

"Ściema po polsku" - obsada

Jak podaje produkcja, reżyser zatrudnił w "Ściemie" naturszczyków, bo gwarantowali spontaniczność, naturalność i nieprzewidywalność w scenach.

Nie odgrywają, tylko po prostu są. Dlatego ma się wrażenie, że wszystko podgląda ukryta kamera, a "aktorzy" są w domu wielkiego brata. To widz decyduje o tym, jak odbiera kolejne sceny – czy są prawdziwe, czy to dokument – trochę jak w "Boracie", czy wielki kit. Wielkim odkryciem produkcji jest Piotr Adamczuk, na co dzień prezes Lubelska TV, a w filmie wcielający się w jednego z biznesmenów, z którym alter ego reżysera kręci film. Panowie uważają się za rekinów biznesu i chcą wszystkich wykiwać. Trio jest zawsze lepsze niż duet, więc gdy dołącza do nich bohater grany przez komika Grzegorza Halamę, zaczyna się prawdziwa jazda bez trzymanki. Trzeba się tylko dać porwać i puścić wodze fantazji. Panowie zaczynają kręcić film bez scenariusza, za kasę z castingów od napalonych, półnagich amatorek gotowych na wszystko. Ale ten się śmieje, kto się śmieje ostatni. A może kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. Oba powiedzenia idealnie oddają rozwój akcji - czytamy w komunikacie.

Biznesmen i aktor-naturszczyk, Piotr Adamczuk zapytany o wspomnienia z planu zapewnia, że na planie była super atmosfera, cudowni ludzie, zero zgrzytów. Z Mariuszem Pujszo, reżyserem i pomysłodawcą "Ściemu" znają się od dawna. Jak mówi produkcja, Adamczuk doskonale wiedział, na co się pisze. Jednocześnie zapewnia, że czuł, że "Ściema" będzie inna od wszystkich poprzednich dzieł Pujszy, że będzie pokazywała rzeczywistość w innym wymiarze i innej formie

A jak w filmie znalazł się uznany komik i stand-up'er, Grzegorz Halama? Jak zapewnia produkcja, zarówno on, jak i reżyser filmu cenią improwizację.

Improwizacja jest moim żywiołem, a możliwość improwizowania na planie filmowym to dla mnie szansa na stworzenie wyjątkowych sytuacji i dialogów, które trudno jest napisać na sucho, na kartce - mówi komik. Często reżyserzy pozwalają mi na luźny styl pracy. Zachowuję sens tekstu i sceny, ale mówię własnymi słowami, zwykle z dodaną wartością humorystyczną. Jednak to, co się działo na planie "Ściemy po polsku" przekraczało to, czego już doświadczyłem. Mariusz jest doskonałym partnerem do prowokowania improwizowanych sytuacji - podsumowuje i dodaje: przyznam, że czasem sam nie wiedziałem, czy akurat gramy scenę i się wypuszczamy w improwizacje, czy dzieje się coś prawdziwego. Towarzyszyłem powstawaniu filmu od samego początku. Mariusz Pujszo jest pozytywnym wariatem, który lubi przekraczać granice. Nie zdziwię się, jeśli spotykam  się z pytaniami w stylu: ile trzeba zapłacić, żeby wystąpić w drugiej części. Póki co wyszedł z tych naszych "zabaw" ciekawy efekt, pełen zaskakujących scen i dialogów. Dzięki Mariuszowi kiełkuje specyficzny styl polskiej komedii, którego jeszcze nie było. Warto też uczestniczyć w tej historycznej chwili. Zapraszam do kina na "Ściemę po polsku" - kończy Halama.

W filmie po raz pierwszy na ekranie zobaczymy m.in. Dominikę Dąbrowską, Magdalenę Krakowiecką, Kamila Balcerzaka, Natalię Opyrchał, Magdalenę Nowak, Patrycję Karczewską.

Wszystko, co nas otacza, jest strasznie poważne, nie mamy dystansu, podchodzimy do wszystkiego zero-jedynkowo. „Ściema” stoi w kontrze, dezorientuje widza, tworzy nowy styl. Widz przyzwyczajony do wygładzonych komedyjek zaśnie na filmie, albo wyjdzie z kina, ale będą i tacy, który szeroko otworzą oczy. Wbrew pozorom to nie jest banalna rozrywka, tylko nieoczywista - taka, dla widza trochę zwariowanego i na luzie - mówi reżyser "Ściemy po polsku".

Film jest też, jak mówi Grzegorz Halama - straszliwą pułapką dla krytyków filmowych, którzy nie wyczują głębokiej autoironii, bo jest niczym sidła zastawione na nich.

Co ciekawe, produkcja Festiwalu Filmów Satyrycznych zdobyła główną nagrodę.  

Ewa Kasprzyk po projekcji filmu powiedziała, że nie spodziewała się, że "Ściema po polsku" jest tak prawdziwa i że ciągle o niej myśli.

Wybierzecie się do kina?