Sebastian Fabijański w spojrzeniu ma coś hardego i zadziornego, co albo intryguje ludzi i sprawia, że są go ciekawi, albo bywa dla nich irytujące. Ba, nawet odpychające. Na pewno jest artystą nieszablonowym i czasem kontrowersyjnym, który lubi wsadzić kij w mrowisko. Jakiś czas temu głośno było o zakończeniu jego przyjaźni z aktorem Piotrem Stramowskim, z którym poznali się na planie filmów Patryka Vegi. Sebastian publicznie skrytykował Piotra za to, że ten pojawił się na wybiegu pokazu mody z ciężarną wtedy jeszcze żoną, Katarzyną Warnke, u boku. Dla Fabijańskiego było to nie do pomyślenia. Postanowił głośno o tym powiedzieć, co nie spodobało się oczywiście przyjacielowi.

Fabijański często mówi to, co myśli. Nie asekuruje się ani nie martwi konsekwencjami. Nie interesuje go ani wizerunek, ani wymyślona kreacja. Ta ostatnia – owszem, lecz jedynie w aktorstwie. W czerwcu skończy 33 lata, a zdążył już zagrać w kilkunastu filmach, w tym w tych najgłośniejszych i najbardziej kontrowersyjnych w reżyserii Patryka Vegi: „Botoks” i „Pitbull. Niebezpieczne kobiety”. Pojawił się w superprodukcjach filmowych, takich jak „Kamerdyner” Filipa Bajona i „Legiony” Dariusza Gajewskiego, a także w głośnej „Mowie ptaków” Xawerego Żuławskiego. Obecnie znowu święci triumfy na ekranie, partnerując Bogusławowi Lindzie i Cezaremu Pazurze w „Psach 3. W imię zasad”.

Sebastian Fabijański został raperem

Singiel promujący film, gdzie po raz pierwszy publicznie rapuje, nagrał wraz z łódzkim raperem O.S.T.R. Zapowiada nim swój solowy album, utrzymany w ulubionym gatunku – hiphopowym. - To najważniejszy jak dotąd projekt w moim życiu. W filmach zasłaniam się rolą, a tu odsłaniam. Jest to początek mojej drogi muzycznej. Doceniam, że O.S.T.R. wraz z ekipą pomaga przy nagraniu mojej płyty - mówił w wywiadzie. Wcześniej już o tym marzył, ale brakowało mu czasu. Trenował do filmów, uczył się scenariuszy, skupiał się na karierze aktorskiej. Popularność przyniosły mu seriale „Tancerze” i „Misja Afganistan”. 

Na dużym ekranie zadebiutował sześć lat temu, w kryminalnym filmie „Jeziorak”. Za tę rolę dostał nagrodę w kategorii najlepszy debiut aktorski na festiwalu filmowym w Gdyni. Potem pojawił się m.in. w musicalu „Wszystko gra”  i w serialu „Belfer”. Użyczył też głosu Finnowi, bohaterowi polskiej wersji językowej „Gwiezdnych  wojen: Przebudzenia Mocy”.

Sebastian Fabijański pochodzi z Warszawy. Do Akademii Teatralnej w Warszawie, której jest absolwentem, zdawał aż cztery razy (zupełnie jak wybitny aktor Janusz Gajos). Dziś uważa, że odebrał w ten sposób niezłą lekcję pokory. Bo gdyby dostał się od razu, mogłoby się to dla niego źle skończyć. W rozmowie z Kubą Wojewódzkim przyznał, że był wówczas takim warszawskim wirażką, ura bura. Miał w sobie sporą dozę bezczelności, która nie tylko mu nie pomogła, lecz także przeszkodziła. Poza tym na egzaminy przychodził ubrany tak, jak nosił się na co dzień, czyli w stylu osiedlowego rapera: w szerokiej bluzie z kapturem, czapce z daszkiem, z gumą do żucia w ustach i spojrzeniem, nazwijmy je... dalekim od potulnego.

Na jednym z egzaminów dostał zadanie, by zagrać atak szału. Tak się wczuł w rolę, że w emocjach rzucił krzesłem i o mało nie uderzył jednej z profesorek. Dzieciństwo miał dobre. Wychował się w kochającym domu. Tata zarabiał nieźle, syn miał wszystko, co potrzeba. Jeździł na deskorolce, nie miał trosk. Był lubiany przez  kolegów, choć czasem wytykali mu, że skoro pochodzi z takiej rodziny, nic nie wie o prawdziwym życiu. Fabijański jako nastolatek wkręcił się w środowisko hiphopowe, ale część osób go stygmatyzowała, np. wtedy, gdy ojciec podjeżdżał po niego nowym mercedesem. W utworach rapowych królowały wtedy takie tematy jak brak pieniędzy, problemy z realizacją marzeń itd. Sebastian nie był potulny, bywało, że wchodził w zatargi z rówieśnikami i nauczycielami.

Fabijański przyznał, że korzysta z terapii

Niedawno ten jeden z największych twardzieli w polskim kinie przyznał publicznie, że zmaga się z problemami wewnętrznymi. Prawie trzy lata temu nieoczekiwanie zmarł jego ojciec, z którym był silnie związany. Odejście taty sprawiło, że świat i poczucie bezpieczeństwa Sebastiana runęły. Poczuł się tak, jakby się na nowo urodził i musiał samodzielnie już zawalczyć o wszystko. Jednocześnie właśnie wtedy najwięcej dowiedział się o sobie samym. Okazało się, że nie jest takim chojrakiem, jak myślał o sobie wcześniej. Ta świadomość go przytłoczyła. Nie kryje, że postanowił szukać ratunku na terapii.

- Uważam, że każdy powinien mieć swojego terapeutę. Terapeuci z kolei swoich terapeutów... Wyrządzalibyśmy sobie wtedy mniej krzywd i pewnie umielibyśmy się lepiej komunikować - stwierdził. Docenia, że w tym ciężkim okresie wsparciem była dla niego mama. - Gdyby nie ona, to nie wiem, co by ze mną było. Mocno mi  pomogła - przyznał. Od dziecka jest indywidualistą, lubi towarzystwo, ale niczym kot chętnie porusza się własnymi ścieżkami. Nigdy nie był typem, który chciał się komuś przypodobać, co być może niektórzy  w show-biznesie odbierają jako wywyższanie się.

Czasem słyszy się, że Fabijański to bufon. Co na to on sam? - To pójście na łatwiznę. Ludzie wolą wsadzić mnie w szufladę, bo prawdopodobnie nie potrafią zaakceptować, że jestem indywidualistą. To w ogóle nasz problem, że my tak łatwo dziś szufladkujemy innych: ten to, ten tamto…- skwitował w wywiadzie. Odkąd zaczął na nowo budować swoje życie, ten bufon go śmieszy, choć dawniej miał ochotę walczyć z krzywdzącymi opiniami. Z kolei trudne przejścia sprawiły, że ustalił na nowo priorytety i zdystansował się do spraw, na które nie ma wpływu. Wciąż nie może pogodzić się ze stratą ojca. - To był najtrudniejszy moment w moim życiu. Zamykałem się, walczyłem o przetrwanie - wyznał publicznie.

Na szczęście poradził sobie bez używek, które dla wielu bywają lekiem na całe zło. Fabijański z zasady „nie pije ani nie ćpa”, jak mówi. I to paradoksalnie utrudniło mu przeżywanie żałoby, bo nie pozwalało na chwilowe choćby „znieczulenie”. Ale przetrwał. Teraz jest jeszcze silniejszy.

Związki Sebastiana Fabijańskiego

Jego męski urok, połączony z niełatwym podobno charakterem, ale też z charyzmą, silnie działa na kobiety. Nie tylko na te przed ekranami. Nazwisko Sebastiana Fabijańskiego łączono już z wieloma znanymi w show-biznesie kobietami, jak choćby z aktorkami Marianną Zydek i Agnieszką Więdłochą, choć żadna z nich nigdy nie wypowiedziała się na ten temat. Przez pewien czas tworzył budzący wielkie emocje odbiorców związek  z Olgą Bołądź. Obydwoje grali  wtedy bardzo dużo, a jednocześnie nie chcieli w ogóle mówić o wspólnym życiu.

Niedawno w mediach pojawiła się informacja, że Fabijański spotyka się z jedną z najpopularniejszych blogerek modowych, Julią Kuczyńską, znaną jako Maffashion. Para nie potwierdziła tych doniesień, ale Julia skutecznie podsyca zainteresowanie odbiorców, publikując  w mediach społecznościowych zdjęcia dłoni, na której widać pierścionek, podobno zaręczynowy. Kiedy ktoś z plotkarskiego portalu zadzwonił do niej z gratulacjami, podobno w pierwszej chwili podziękowała. I nie zgodziła się na dalszą rozmowę o związku.

Sam Fabijański rzadko udziela wywiadów, ale jeśli już, potrafi szczerze opowiedzieć o swoich emocjach. Teraz ma frajdę z tego, że na film „Psy 3. W imię zasad” przychodzi coraz więcej widzów. Jako dzieciak zachwycał się Franzem Maurerem, granym przez Bogusława Lindę, a teraz mógł zagrać z nim jak równy z równym. Żałuje tylko, że jego ojciec nie może tego zobaczyć. Więcej prawdy o nim na pewno przyniesie jego pierwsza płyta, na której planuje podzielić się z odbiorcami własnymi niełatwymi przeżyciami i refleksjami. Tak osobistymi jak nigdy wcześniej.