Zareagowała błyskawicznie. Już na drugi dzień po doniesieniach, że były mąż Jennifer Lopez Ojani Noa zamierza pokazać światu nagrania z ich łóżkowych igraszek, jej prawnicy złożyli pozew do sądu. Oprócz całkowitego zakazu publikacji gwiazda zażądała także dziesięć milionów dolarów odszkodowania. „Pan Noa chce sprzedać najbardziej intymne chwile ich związku. To niedopuszczalne” – komentował wzburzony adwokat piosenkarki.

Trwający aż 11 godzin film powstał podczas ich podróży poślubnej w 1997 roku. Według magazynu „National Enquirer”, którego dziennikarze dotarli do nagrania, nie jest to typowa sekstaśma. „To raczej zabawa pożądających siebie kochanków. J.Lo ubrana w skąpą bieliznę ucieka przed Ojanim po pokoju. On wymierza jej później kilka klapsów. Na kolejnym ujęciu piosenkarka seksownie wypina się przed lustrem. Najbardziej pikantny fragment to ten, w którym Noa filmuje żonę na motocyklu. Kamera zagląda pod jej krótką spódniczkę, a Jen nie ma na sobie majtek”. Mimo że nagraniu daleko do pornografii, piosenkarka bała się obyczajowego skandalu. „Jest szczęśliwą mężatką i spełnioną matką. Gdyby Ojani puścił materiał w obieg, Jen spaliłaby się ze wstydu” – mówili jej przyjaciele. Na szczęście dla niej sąd również uznał, że Ojani nie ma prawa publikować prywatnego nagrania. Inni mieli jednak mniej szczęścia.

SEKSUALNY BIZNES
„One Night in Paris” to chyba najbardziej znana gwiazdorska sekstaśma. I najbardziej skandaliczna. Zaraz po premierze w internecie w 2003 roku Paris Hilton ze łzami w oczach przekonywała, że nie zdawała sobie sprawy z tego, co robi. Widzowie mogą jednak odnieść zupełnie inne wrażenie. Rick Salomon, ówczesny chłopak dziedziczki hotelowej fortuny, nakręcił bardzo pikantny materiał. „Przechodzą kolejno przez prawie wszystkie pozycje z Kamasutry” – żartował David Letterman w swoim programie. „Paris nie ma przed fanami żadnych tajemnic. Dosłownie” – wtórowała mu Oprah Winfrey. Według badań ponad 30 procent Amerykanów dopiero po skandalu dowiedziało się, kim jest panna Hilton. Sama bohaterka próbowała walczyć z eks o wycofanie materiału. Kiedy pozwała go do sądu, on oskarżył ją o zniesławienie. Skończyło się na tym, że Rick musiał zapłacić Paris 400 tysięcy dolarów odszkodowania. Ile zarobił na sprzedaży praw do materiału – nie wiadomo. Ale na pewno był to interes jego życia. „One Night in Paris” w 2005 roku zyskał miano najczęściej wypożyczanego filmu pornograficznego.

MĘSKOŚĆ OBNAŻONA
Swoje erotyczne osiągnięcia rejestrował też Colin Farrell. Aktor w 2003 roku nagrał 14-minutowy filmik, na którym uprawia seks z ówczesną partnerką, czarnoskórą modelką „Playboya” Nicole Narain. Już dwa lata później jego wyczyny mogli podziwiać wszyscy zainteresowani. Wystarczył dostęp do internetu i 14,95 dolara, które właściciel strony www.dirtycolin.com ściągał z kart kredytowych fanów gwiazdora. Ten proceder trwał tylko kilka tygodni. Wściekły Colin wydał oświadczenie, w którym zagroził złodziejom prywatności. „Pozwę do sądu każdego, kto będzie chciał dystrybuować nagranie”. I nie rzucał słów na wiatr. W pierwszej kolejności zaproszenia na salę rozpraw otrzymali: jego ekspartnerka, bo aktor podejrzewał, że to ona sprzedała taśmę, firma internetowa ICG i producent filmów dla dorosłych David Hans Schmidt. Sprawa ostatecznie wyjaśniła się w 2006 roku. Colin zawarł korzystne ugody z pozwanymi. Jednak od tamtego czasu w środowisku krążą anegdoty o niezbyt imponującym rozmiarze męskości gwiazdora...

MATERIAŁ INSTRUKTAŻOWY
Kilka miesięcy temu Pamela Anderson w wywiadzie dla dziennika „Daily Mail” przyznała, że najtrudniejszą chwilą po opublikowaniu jej sekstaśmy była... rozmowa z synami. „Rówieśnicy na pewno już pokazali im fragmenty. Powiedziałam tylko: zobaczcie, tatuś i mamusia bardzo się wtedy kochali, i tak okazywali sobie miłość” – tłumaczyła. O tym, jak bardzo gorące to było uczucie, użytkownicy internetu przekonali się przypadkiem. Wideo znalazło się w sieci po włamaniu do domu pary. Fani mogli podziwiać Pamelę Anderson i jej już eksmęża Tommy’ego Lee figlujących na motorówce, a później w przydomowym basenie. Dodatkowego smaczku dodawał fakt, że „aktorzy” próbowali wycofać materiał. Szybko jednak dogadali się z firmą IEG. Dostali półtora miliona dolarów odszkodowania plus duży procent z dalszych zysków. Ponoć dali przyzwolenie na wypuszczenie DVD.

WŁOSKI OGIER
Sylvester Stallone
nie lubi pytań o początki kariery aktorskiej. Powód jest dość prosty. By zaistnieć w Hollywood, przyjmował wszystkie propozycje. Nawet te, wymagające zdejmowania ubrania przed kamerą. Za udział w „Party At Kitty and Stud’s” (bardziej popularny jest tytuł „Włoski ogier”) – produkcji z gatunku soft porno – zainkasował w sumie… 200 dolarów. A musiał w nim pokazać każdy centymetr swojego ciała. Później, już jako uznana gwiazda, próbował wymazać ten epizod z pamięci. Nigdy mu się to jednak nie udało. Przy każdej nadarzającej się okazji media przypominają pikantne scenki. „Różnica pomiędzy sekstaśmami gwiazdorów, które wyciekają z domowego zacisza, a upokorzeniem Sly’a jest taka, że tamci mogli przynajmniej zbić majątek na niefortunnej publikacji” – komentowała Cindy Adams, publicystka „Page Six”. „Stallone’owi została tylko myśl, że sprzedał się za garść dolarów”.

 

KOMÓRKOWY NUMEREK
Seksfilmik z Lindsay Lohan opublikowali w internecie przyjaciele jej byłego partnera Caluma Besta. Chłopak chciał się pochwalić przed kolegami sławną kochanką i przesłał im nagranie zrobione telefonem komórkowym. Tak przynajmniej brzmi oficjalna wersja. Już na kilka dni przed wielką „premierą” w sieci trwało wielkie odliczanie, a portale prześcigały się w spekulacjach na temat materiału. Kiedy w końcu ujrzał światło dzienne, pojawiło się… rozczarowanie. Kilkusekundowe wideo fatalnej jakości przedstawia aktorkę w trakcie seksu oralnego. „Ktoś życzliwy poinformował Lindsay o sytuacji. Wpadła w szał. Ale nie dlatego, że w bardzo intymnej scenie będą oglądać ją miliony osób. Po prostu nie pamiętała, kiedy została sfilmowana i czy dobrze wypadła w nagraniu” – zdradził były współpracownik gwiazdy.

NA OTARCIE ŁEZ
„Nie sprzedałam taśmy, bo nie potrzebuję pieniędzy” – mówiła w 2007 r. Kim Kardashian. Niestety dla niej, ktoś inny bardzo ich potrzebował. Steven Hirsch, prezes firmy Vivid Video, potentata na pornograficznym rynku, ogłosił, że za okrągłą sumkę miliona dolarów zakupił od anonimowej osoby film z celebrytką i jej byłym partnerem, raperem Rayem J. „Wszyscy, którzy widzieli to nagranie, są pod wielkim wrażeniem. To będzie absolutny hit” – zacierał ręce Hirsch. I nie pomylił się. 30-minutowe nagranie zrobiło wielką furorę. Eksperci wyliczyli, że już dwa miesiące po premierze wytwórni zwróciły się pieniądze zainwestowane w kupno materiału. Kim próbowała interweniować w sądzie, ale po kilku rozprawach przyjęła od Vivid propozycję ugody. Dostała pięć milionów dolarów zadośćuczynienia. Uwielbienia fanów i dodatkowej popularności nie da się już przeliczyć na pieniądze.

SEX & ROCK’N’ROLL
Vivid wypuściła także na rynek film „Jimi Hendrix Sex Tape”. Zapowiadany jako sensacyjne, nigdzie niepublikowane wcześniej nagranie, okazał się niewypałem. Przede wszystkim dlatego, że są watpliwości co do jego autentyczności. W ciągu 11 minut trwania wideo twarz Hendriksa – lub jego sobowtóra – pokazana jest tylko przez kilka sekund. I akurat wtedy mężczyzna ma zamknięte oczy. Scenariusz też nie jest imponujący. Internauci narzekali, że jak na osobę, która słynęła z seksualnych podbojów, w filmie muzyk sprawia wrażenie… znudzonego. „Może wynika to z tego, że na orgiach po koncertach zdarzało mu się iść do łóżka z dziewięcioma kobietami naraz. Tutaj zabawia się tylko z dwiema” – komentował jeden z rozczarowanych widzów. Za wideo okraszone materiałami biograficznymi o samym muzyku w 2008 roku trzeba było zapłacić prawie 40 dolarów.

GOTOWA NA WSZYSTKO
Fani z wypiekami na twarzy czekali na skandaliczną sekstaśmę Evy Longorii. Pierwsze plotki o jej publikacji pojawiły się w 2007 roku, zaraz po włamaniu do domu gwiazdy. Miał to być bardzo pikantny materiał, w którym meksykańskiej piękności partnerował jej mąż, koszykarz NBA Tony Parker. Kiedy portale internetowe jeden po drugim zaczęły zamieszczać linki do filmiku, emocje sięgnęły zenitu. Nagranie utrzymane w klimacie wideo Paris Hilton trwało kilka minut. Na ekranie widniała data – 3 lutego 2004 roku, a Evie zamiast męża towarzyszył tajemniczy mężczyzna, który przedstawił się jako... Perry Hilton. Już po kilku sekundach można się było spostrzec, że to tylko parodia. Rozbawiona aktorka seksownym głosem szeptała, że marzy o związku z... koszykarzem. Potem, naśladując odgłosy rozkoszy, skakała po łóżku. „To była niesamowita zabawa. Do tej pory się śmieję. Po premierze odebrałam około 100 telefonów z gratulacjami” – tłumaczyła w programie radiowym Ryana Seacresta. „Tak naprawdę żadna sekstaśma nie istnieje. Jesteśmy z Tonym na to za pruderyjni” – żartowała pod koniec rozmowy.

W TRÓJKĄCIE
„To najnudniejsze sekswideo, jakie widziałem”. „Absolutna porażka”. A to jedne z najłagodniejszych komentarzy internautów, którzy widzieli filmik z Erikiem Dane’em, jego żoną Rebeccą Gayheart i byłą miss nastolatek USA Kari Ann Peniche. Gwiazdy pod dużym wpływem alkoholu i narkotyków obnażały się przed kamerami. Nawet adwokatka aktora serialu „Chirurdzy” stwierdziła, że to nie jest klasyczne seksnagranie. „W tym przypadku możemy mówić tylko o striptizie. Nie zmienia to jednak faktu, że to ich prywatny materiał i każdy, kto będzie go publikował bez zgody autorów, może spodziewać się surowej kary”. To oświadczenie wzbudziło jeszcze większą wesołość użytkowników sieci. Wyśmiewali pseudoerotyczne rozmowy kochanków i stan, w jakim się znajdowali. Pod koniec filmu żona Dane’a przyznaje: „Jestem tak naćpana, że nie mogę ustać na nogach”. Premiera nagrania miała miejsce w sierpniu 2009 roku i już wtedy wiadomo było, że Rebecca jest w ciąży... Wstyd? Olbrzymi.

Ale historia pokazuje, że nie każda sekstaśma przynosi upokorzenie jej autorom. Czasami oprócz milionów dolarów zysku daje też olbrzymią popularność. Tylko czy naprawdę nieważne, co mówią, byle tylko mówili?