GALA: Na Waszym koncercie zobaczyłam siwiejącego mężczyznę, młodą dziewczynę, panią w średnim wieku i 10-latka. Trzymali się za ręce, mieli łzy w oczach. Jak Panowie to robią?

SEWERYN KRAJEWSKI: Też widziałem. To było bardzo wzruszające. I ładne.

ANDRZEJ PIASECZNY: Staramy się dawać prostą i bardzo szczerą emocję.

SEWERYN KRAJEWSKI: Byle tylko nie mylić prostoty z prostactwem.

GALA: Panie Sewerynie, taka uszczypliwość już od rana?

ANDRZEJ PIASECZNY: My tak sobie dokazujemy, ale tylko przy śniadaniu... Seweryn, daj mi się wypowiedzieć... Myślę, że proste rzeczy są najpiękniejsze. Gdy zaczynamy komplikować na siłę, wkrada się fałsz.

SEWERYN KRAJEWSKI: A ja się nad tym tak głęboko nie zastanawiam , nie analizuję tego, co daję moim słuchaczom, a czego nie. Po prostu podczas koncertu w pierwszej kolejności myślę o sobie. Skupiam się na tym, żeby się nie pomylić.

GALA: Wyjście na estradę po 13 latach milczenia jest przeżyciem?

SEWERYN KRAJEWSKI: Tak, jest to trudne. Wcześniej zresztą też było trudne. Andrzej jest w rytmie, dużo występuje. Dla mnie to na razie jest zmaganie z samym sobą. Nawet nie umiem nazwać emocji z tym związanych.

GALA: Publiczność jest inna?

SEWERYN KRAJEWSKI: Duża część moich słuchaczy zestarzała się razem ze mną. Przychodzą czasami stateczne panie i pytają: „Pamiętasz mnie?”. To jest fajne, ale też uświadamia mi upływ czasu. Czasami dopiero pod koniec dnia, przed snem przypominam sobie zdarzenia związane z tą osobą. Albo męczy mnie, skąd ja pamiętam te śliczne oczy? Te oczy dorastały wraz ze mną. Mam wrażenie, że je pamiętam. A kiedy zapomnę, czasem czuję się winny. Wczoraj jedna pani, taka radosna, nagle przy mnie posmutniała. Pomyliłem ją z kimś innym.

ANDRZEJ PIASECZNY: Fajne jest to, że twarze z twoich i moich koncertów się mieszają.

SEWERYN KRAJEWSKI: A jak myślisz Andrzeju, co łączy tych ludzi?

ANDRZEJ PIASECZNY: My.

GALA: A co to znaczy?

SEWERYN KRAJEWSKI: Piękne melodie i czytelny, klarowny tekst. To jest takie proste, jednak taką prostotę bardzo trudno uchwycić i zapisać. Pomysł przychodzi nagle.

GALA: Skąd przychodzi?

SEWERYN KRAJEWSKI: Z nieba – to chyba oczywiste. A im bardziej deszczowe, tym lepiej. Tym ładniejsze te melodie.

GALA: O 10 rano nie powinnam zadawać tego pytania, ale powiedzcie, czym jest dla każdego z Was muzyka?

ANDRZEJ PIASECZNY: To jest granie na najczulszej strunie, którą każdy z nas ma gdzieś w środku. Muzyka jest sposobem na jej poruszenie. Wprowadzenie tej struny w ruch tak, że jest to wyczuwalne nie tylko przez umysł, ale także przez ciało.

SEWERYN KRAJEWSKI: E tam, muzyka nie działa na każdego tak samo.

ANDRZEJ PIASECZNY: To tak, jakbyś mówił, że można oprzeć się miłości. Otóż nie można!

SEWERYN KRAJEWSKI: Ludzie być może płaczą na naszych koncertach, bo czują przemijanie. Słuchali tych piosenek, gdy byli młodzi, i teraz łza im się kręci w oku. I tyle.

ANDRZEJ PIASECZNY: I widzi pani, jaki to jest trudny partner do współpracy?! Sewerynie, czemu ty udajesz, że nie widzisz, co się wokół ciebie dzieje, kiedy mówisz do ludzi swoim językiem przez muzykę? Grasz na najczulszej strunie, kiedy przez poruszenie fizyczne przechodzisz w metafizyczne. To ty jesteś tą struną, która porusza ludzi. I nie wiem, dlaczego z uporem nie chcesz się do tego przyznać?!

GALA: Panie Sewerynie, niech Pan nie będzie taki bezwzględny dla samego siebie!

SEWERYN KRAJEWSKI: Dobrze, spróbuję, choć nigdy tego nie robiłem, nazwać to coś, co jest niewyrażalne... Muzyka jest wyrzucaniem z siebie wszystkiego, co mnie dotyka. Jestem bardzo zamknięty. Ja nie plotkuję, mało rozmawiam z ludźmi, ale przeżywam różne sprawy. I one są opowiedziane w nutach. Myślę, że dla mnie muzyka jest samoobroną organizmu. Gdy widzę brzydotę, krzywdę ludzką, to mam odruch obronny i tworzę coś, co zasłoni tę brzydotę i będzie piękne. Muzyka jest moim sprzeciwem. Nie nurzam się w smutku, w złych klimatach, żeby tworzyć. Ja po prostu przed nimi uciekam i dlatego tworzę.

GALA: Arystoteles twierdził, że jest coś takiego jak muzyka sfer. Że kosmos wydaje dźwięki słyszalne tylko dla niektórych. Tak jest?

SEWERYN KRAJEWSKI: Każdy ma jakąś teorię, bo każdy chce poznać tę tajemnicę muzyki. Gdyby to się udało, muzycy codziennie pisaliby wyłącznie najpiękniejszą muzykę.

GALA: Ale czuje się Pan podłączony do kosmosu?

SEWERYN KRAJEWSKI: Trochę tak. Natchnienie przychodzi znienacka i odchodzi znienacka.

ANDRZEJ PIASECZNY: Może metafora anteny będzie lepsza? My zbieramy wszystkie dźwięki, odgłosy, przetwarzamy je i powstaje utwór. Mamy czujniki. Albo boskie wzmacniacze... I już widzę, jak ktoś pokroju pana Wojewódzkiego robi sobie z nas jaja albo jakiś show.

SEWERYN KRAJEWSKI: Jaki szoł?! Chyba „Szoł Emil na szychtę”. Facet, który nie komponuje muzyki, po prostu tego nie rozumie.

GALA: Rozumiecie się bez słów?

SEWERYN KRAJEWSKI: Jakiś czas temu wpadłem na pomysł, by Andrzej napisał teksty do moich kompozycji. Ale dopiero teraz, w trasie koncertowej, możemy się poznać.

GALA: Od razu Pan zaakceptował takiego młodzika? Co on wie o życiu? O muzyce?

 

SEWERYN KRAJEWSKI: Nie można myśleć takimi kategoriami: my – oni, jacyś młodzi – jacyś starzy. Od początku uważałem Andrzeja za świetnego autora i to było poza kategorią wieku. To ja przyszedłem do niego z prośbą, by napisał teksty do moich melodii. Chciałem być blisko młodego człowieka, który gra swoją muzykę i ma własny sposób na pisanie.

GALA: To znaczy, że już nie wystarczają Panu autorzy, z którymi Pan współpracował?

SEWERYN KRAJEWSKI: Chodzi o to, żeby nie stać w miejscu. Żeby nie ograniczać się do autorów, którzy napisali już bardzo dużo i patrzą już na pewne rzeczy bardzo sztampowo. Już nie pisze się tekstów tak, jak pisała Agnieszka Osiecka. Niektórzy żałują. Trzeba się pogodzić, że są SMS-y, internet. Tekst musi być krótki. Nie może być tak fabularny jak kiedyś.

ANDRZEJ PIASECZNY: To od nas zależy, czy w tym rytmicznym, skrótowo pisanym tekście znajdzie się jeszcze jakaś myśl. Ja nie opowiadam historii. Wolę opowiadać emocje. Być może spotkaliśmy się dlatego, że jestem w rozkroku między starą a nową formą. Dobrze, że nasze spotkanie było czymś bardzo naturalnym.

GALA: Andrzeju, byłeś sparaliżowany ze strachu, żę będziesz pracował z legendą?

ANDRZEJ PIASECZNY: Obydwaj nie jesteśmy odważnymi ludźmi. Przed pierwszym spotkaniem miałem mocno zaawansowaną tremę.

GALA: Czujesz się trochę wampiryzowany przez Seweryna?

ANDRZEJ PIASECZNY: Broń Boże! Seweryn prowokuje i to jest świetne! Żeby zobrazować naszą współpracę, przytoczę dowcip Jana Nowickiego. Raz młody byczek i stary byk szli sobie przez łakę. Nagle zobaczyli stado krów. Młody mówi do starego: „Tato, tato, biegnijmy szybko i wykorzystajmy jedną!”. Na co stary: „Synu, spokojnie. Nie podbiegniemy, lecz podejdziemy i wykorzystamy je wszystkie”. Więc kiedy wchodzimy na scenę, ja jestem tym młodym byczkiem z dowcipu. Widzę, jak dużo jeszcze muszę się nauczyć od starego byka. Bo Seweryn jest estradowcem dużo bardziej, niż mu się wydaje.

SEWERYN KRAJEWSKI: Są ludzie urodzeni dla sceny, jak Maryla Rodowicz. A ja jestem introwertykiem. Krępuje mnie tylu widzów.

ANDRZEJ PIASECZNY: Jestem wdzięczny Sewerynowi za naukę pokory. Także za to, że pokazuje mi, że tyle jeszcze przede mną. Seweryn broni się przed tym, żeby dostrzec swoją magię na scenie. Wie o niej, ale boi się o niej mówić. Wie także, że ludzie unoszą się parę centymetrów nad ziemią, gdy on jest na scenie.

SEWERYN KRAJEWSKI: Z estrady nie widać takich rzeczy, Andrzeju!

GALA: Los muzyka jest trudny?

SEWERYN KRAJEWSKI: Myśli pani, że będę narzekał na życie w trasie, na hotele, na sławę... Otóż nie. Życie w trasie nigdy mi nie przeszkadzało. Nawet je lubiłem. Ale gdzie w tym wszystkim znaleźć czas na pisanie? A to stawiam na pierwszym miejscu.

GALA: A niemoc twórcza? Znacie te lęki?

ANDRZEJ PIASECZNY: Ja o tym nie myślę, bo złe myśli ściągają nieszczęścia.

SEWERYN KRAJEWSKI: Ja uczucia pustki i niemocy twórczej na razie nie znam. Raczej mam uczucie tęsknoty. Chcę wreszcie napisać jakąś fajną piosenkę. Tak więc, Andrzeju, do roboty!

GALA: Mieliście okresy bez muzyki?

ANDRZEJ PIASECZNY: Miewam takie momenty. Zbieram doświadczenia, czekam, aż się we mnie nagromadzą. Wtedy tworzę.

SEWERYN KRAJEWSKI: Po takiej trasie nie ma się ochoty tworzyć. Po tym całym zgiełku, gwarze, zamieszaniu, człowiek jest rozkojarzony. Trzeba się wyciszyć. Wtedy tęsknię, żeby siąść i zagrać dla siebie. Zawsze gram tylko dla siebie, nie myślę o słuchaczach.

GALA: Czy piosenka może uczyć życia? Może działać na nas jak wielka literatura?

ANDRZEJ PIASECZNY: Ona działa szybciej niż literatura, bo jest prostsza. Ale wiele piosenek Seweryna dopiero teraz do mnie trafi a, gdy przeżyłem rozstania, rozczarowania. „Gdzieś w hotelowym korytarzu krótka chwila”. Jak to rozumieć, mając 12 lat?!

GALA: Nagraliście płytę, koncertujecie razem. A czy kłócicie się czasami?

SEWERYN KRAJEWSKI: Ależ skąd!

ANDRZEJ PIASECZNY: U Seweryna stan kłótni nie występuje. Nie mamy sporów zawodowych.

GALA: Co robicie na przekór nowym czasom?

ANDRZEJ PIASECZNY: Udowadniamy, że można mieć jedną z najlepiej sprzedających się płyt roku 2009, nie robiąc wielkiego szumu ani show.

SEWERYN KRAJEWSKI: Trzeba rozumieć i akceptować te czasy. Nie rozdzieramy szat. Nie atakujemy ludzi.

GALA: Panie Sewerynie, ma Pan w głosie młodzieńczość...

ANDRZEJ PIASECZNY: ... Dostał lepszy mikrofon! SEWERYN: A pani uważa, że w moim wieku powinienem już jęczeć?!

ANDRZEJ PIASECZNY: Ja często mówię o Sewerynie : „Nasz skarb narodowy”. Takiego skarbu nie wolno trzymać w gablocie. Stąd ta trasa i płyta koncertowa

SEWERYN KRAJEWSKI: I jeszcze wysyła mi SMS-y o 5 rano!

ANDRZEJ PIASECZNY: Z tekstem nowej piosenki!

GALA: Pan Seweryn zaczął ten wywiad opowieścią o tym, że koncerty przypominają mu tylko o upływie czasu, o przemijaniu. Ale jednak coś po sobie zostawiacie...

ANDRZEJ PIASECZNY: Będziemy tylko hasłami w encyklopedii. Tworzymy sztukę ulotną, zostanie po nas wspólna płyta z koncertów „Na przekór nowym czasom”. Chopin czy Mozart zostali. My znikniemy.

GALA: Męczy Was to?

SEWERYN KRAJEWSKI: Przez to nie mogę spać po nocach! Włosy mi od tego zmartwienia wypadły! (śmiech).

ANDRZEJ PIASECZNY: Zwiedzałem ostatnio cmentarz na Rossie. Na jednym z nagrobków zobaczyłem nieznane mi nazwisko i napis: „Światowej sławy gitarzysta”. Hmm... Taki napis chyba sprawiłby mi radość. Nawet, jeśli ktoś czytając go, miałby się uśmiechnąć, jak ja teraz. Ale póki co, chcemy dać ludziom dużo radości.