Sylwia Sz., czyli kobieta która oskarżyła Jarosława Bieniuka o gwałt, udzieliła właśnie wywiadu reporterom Faktu. Ze szczegółami opowiedziała, co ją spotkało w nocy z 12 na 13 kwietnia w jednym z sopockich hoteli. Przypomnijmy, że Jarosław Bieniuk został zatrzymany, ale opuścił areszt za poręczeniem majątkowym. Prokurator postawił mu zarzut związany z udostępnieniem narkotyków, natomiast nie oskarżył piłkarza o gwałt na Sylwii Sz. Po zdarzeniu, 28-latka zniknęła ze wszystkich mediów społecznościowych, zamknęła się w mieszkaniu i niemal z niego nie wychodzi. Jak twierdzi, większość jej dotychczasowych znajomych nie chce mieć z nią kontaktu, a ona sama myśli o wyprowadzeniu się z Trójmiasta.

Sylwia Sz. udzieliła wywiadu: "Jarek ma opinię imprezowicza"

Sylwia Sz. twierdzi, że sprawa z Bieniukiem zniszczyła całe jej życie. Kobieta straciła środki utrzymania i dotychczasowych znajomych:

„Całe moje dotychczasowe życie legło w gruzach. […] Dotychczas byłam influencerką. Zarabiałam na życie dzięki aktywności w mediach społecznościowych. Ze względu na hejt jaki się na mnie wylał m.in. w internecie, zostałam zmuszona do zrezygnowania z pracy, dzięki której zarabiałam pieniądze. Zostałam bez środków do życia. […] Nazwano mnie prostytutką. To kłamstwo i obraza mojej osoby!"

Kobieta poznała Jarosława Bieniuka około 3-4 lata temu. Twierdzi, że bardzo się lubili i uważała go za dobrego kolegę, ale nigdy nie spotykała się z nim sam na sam, a raczej w większej grupie. Noc z 12 na 13 kwietnia była ich pierwszym spotkaniem w wąskim gronie:

„ - W ciągu dnia rozmawiałam z Jarkiem i wspomniałam mu, że wychodzę wieczorem na drinka z koleżanką. Stwierdził, że chętnie do nas dołączy. […] Nie miałam pojęcia, że on ma wynajęty jakiś apartament. Jarek w barze zaproponował, abyśmy przenieśli się do hotelu, w którym się zatrzymał. Uznałam, że to nie jest nic złego, żeby pójść do kolegi, którego znam od kilku lat. Nie sądziłam wtedy, że on może mi zrobić krzywdę, że dopuści się wobec mnie tak strasznego czynu.

Sylwia Sz. przyznała, że nie pamięta wszystkich zdarzeń z tamtej nocy. Jest pewna, że substancją którą podał jej Jarosław Bieniuk nie był „zwykły magnez":

„– Uważam, że Jarek dosypał mi czegoś do drinka i to na pewno nie był magnez! Zresztą tej nocy zażywaliśmy kokainę, którą przyniósł Jarek. Jarek ma opinię imprezowicza. […] Nie dawałam mu żadnych znaków, że czegoś od niego oczekuję, albo żeby mógł sobie pomyśleć, że ja czegoś od niego oczekuję. Po tym jak zostaliśmy sami w pokoju. Jarek zaczął się do mnie dobierać i wtedy… to się stało. Krzyczałam, żeby przestał. Wtedy ktoś zaczął dobijać się do drzwi. Po chwili jednak przestał, bo Jarek przydusił mnie kołdrą, żeby nie było mnie słychać. Później zakleił mi usta. Gdy byłam związana, zaczęło się najgorsze… Jarek gwałcił mnie, używał różnych rzeczy. Mam powyrywane włosy, byłam posiniaczona. Po wszystkim dał mi tabletkę nasenną.”

Rzekoma ofiara Jarosława Bieniuka twierdzi też, że kuzyn piłkarza i jej koleżanka zwyczajnie ją wystawili. Uważa, że akcja była z góry zaplanowana, a para opuściła apartament hotelowy, gdy ona była w łazience. Zaprzeczyła również teorii, jakoby chciała wyłudzić pieniądze „od kogoś, kogo bardzo lubiła i szanowała”.