Jan Kietliński - jedyny syn Beaty Tadli - przyszedł na świat w 2001 roku przy pomocy cesarskiego cięcia. Dziennikarka wielokrotnie wspominała, że poród nie należał do najłatwiejszych. Komplikacje po CC okazały się na tyle poważne, że prezenterka musiał jeszcze klika tygodni spędzić w szpitalu pod opieką specjalistów. 

Syna wzięłam na ręce po raz pierwszy, gdy miał już kilka tygodni - zdradziła jakiś czas temu 45-latka. 

Beata Tadla ma za sobą bardzo ciężki poród

Do tych traumatycznych dla wszystkich wspomnień, w rozmowie z "Dzień dobry TVN", powrócił syn Beaty Tadli. 20-latek wyznał, że jego przyjście na świat mogło się skończy tragicznie. Organizm byłej gospodyni "Faktów" oraz "Wiadomości", po wielogodzinnej akcji porodowej, był tak bardzo osłabiony, że tuż po zakończeniu cesarskiego cięcia wdała się sepsa. Jak się okazuje, życie dziennikarki było wyraźnie zagrożone. 

To był bardzo ciężki czas dla mojej rodziny, wiem, że wszyscy to bardzo przeżyli, a mamy mogło z nami nie być - zdradził Janek. 

Kietliński zaapelował także do osób, które cesarkę nazywają "wydobyciem", a dzieciom po takim zabiegu sugerują, żeby obchodziły dzień wydobycia, a nie urodzin. 

To jest dla mnie absolutna abstrakcja. Nie wiem, kto wpadł na taki pomysł. (...) Nikomu nie chciałbym życzyć, żeby przechodził to, co przechodziła moja rodzina. Natomiast chciałbym powiedzieć: "trochę więcej wyrozumiałości, ludzkiego podejścia do życia". Wszyscy oczywiście mamy prawo myśleć tak, jak chcemy, natomiast musimy też wiedzieć, że nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiej osoby. Jeżeli nasze twierdzenie mogłoby kogoś bardzo dogłębnie zranić, to uważam, że nie powinniśmy się w ten sposób wypowiadać - wyjaśnił.

SPRAWDŹ TAKŻE: Syn Beaty Tadli ma koronawirusa. W przychodni nie potraktowano go poważnie: "Kazano mi stać w krzakach"