GALA: Czy wspólne życie i wspólna praca to dobre rozwiązanie dla pary? Gracie w „Drugim rozdziale” w Teatrze Capitol, w sztuce o Antonim Cierplikowskim „Antoine” w Teatrze Polonia, a do niedawna również w „Radiu Live” w Teatrze Komedia.

Tamara Arciuch: Kiedy ludzie proponują nam wspólną pracę, zazwyczaj pytają – i tak też było przy „Drugim rozdziale” – czy nie mamy nic przeciwko graniu razem. Niektóre pary unikają takiej sytuacji, nie chcąc kumulować stresu. Ale my lubimy razem pracować…

Bartek Kasprzykowski: … i chcemy.

Tamara: Chcemy. Wolimy w tym napięciu być razem. Wzajemnie się wspieramy. I staramy się wzajemnie nie zalewać uwagami na temat swoich ról, typu: „Musisz to grać inaczej”. Od tego jest reżyser.

GALA: Znacie swoje słabe strony?

Tamara: Wiemy, kiedy któreś z nas ma jakiś problem. Wtedy trzeba się wykazać delikatnością i pomóc tej drugiej osobie. Ale czasami jesteśmy w takim stresie, tak zapędzeni, że trudno jest przyjąć czyjąś uwagę. Ja chyba częściej reaguję nerwowo. Bardzo lubię, kiedy Bartek jest blisko. Ze spektaklami jeździmy po Polsce. O ileż przyjemniej jechać razem!

Bartek: Przede wszystkim opiekujemy się sobą. Kiedy Tamara schodzi ze sceny w ciemną kulisę, łapię ją za rękę, żeby nie wpadła na jakieś sprzęty. Do obsady „Radia Live” dołączyłem tylko dlatego, że to była szansa pracy z Tamarą. A później oboje wycofaliśmy się z tego projektu. Z kolei w „Antoine” gram w dublurze, bo kiedy zaczynały się próby, pracowałem na planie „Domu nad rozlewiskiem”. Więc teraz nawet gdy nie gram, jadę do teatru, żeby być z Tamarą. Z „Drugim rozdziałem” było tak: z reżyserem Wojtkiem Adamczykiem kręciliśmy „Ranczo” i Wojtek mnie zapytał, czy nie znam jakiegoś aktora pasującego do roli w tym spektaklu. Analizował różne kandydatury, ale żadna nie była odpowiednia. W końcu zapytałem: „No to może ja?”. A Wojtek: „Za młody jesteś, masz za mały bagaż doświadczeń”. Ale bagaż można przecież zagrać.

Tamara: Wojtek jest dla nas wyjątkową osobą. Razem pracowaliśmy nad serialem „Halo, Hans!”, przy którym się z Bartkiem poznaliśmy. Mamy dla niego ciepłe uczucia.

GALA: Jest jakby Waszym ojcem chrzestnym...

Tamara: Nawet tak siebie nazywa. Żartuje, że jest ojcem naszego związku, bo zmusił nas do pocałunku na planie.

GALA: Był pocałunek?

Tamara: Niejeden.

Bartek: Tamara grała dwanaście postaci. A w nich zakochiwał się tytułowy Hans.

Tamara: Niektórzy w związkach potrzebują przestrzeni, nie chcą, aby ta druga osoba ją zawłaszczała. A my lubimy ją dzielić. Nawet kiedy umawiam się do kosmetyczki czy na manikiur, szukam momentu, w którym Bartek też będzie zajęty, żebyśmy nie musieli tracić czasu, który mamy dla siebie.

GALA: Nie wiem, czy kiedykolwiek słyszałam piękniejszą definicję miłości.

Bartek: Oboje mamy tę samą przypadłość.

Tamara: Bartek dla mnie rezygnuje ze wszelkich wyjść z kolegami. Nie wiem, czy odkąd się znamy, chociaż raz gdzieś poszedł beze mnie…

Bartek: Nigdzie nie byłem. Po prostu mi się nie chce. Nawet ostatnio zacząłem zastanawiać się, czy – korzystając z doświadczeń innych – jednak nie zadbać o ten osobny świat dla samej zasady, higieny psychicznej.

Tamara: Rozmawiamy o tym. Mówię: „Musisz znaleźć coś dla siebie”. A Bartek: „Ale ja tego nie potrzebuję” (śmiech).

GALA: To fantastyczne, tym bardziej że macie małe dzieci. Wasz synek Michał ma dopiero półtora roku. To trudny okres dla par. Ludzie często wyrywają się wtedy z domu, aby odpocząć od obowiązków.

Tamara: Na pewno między nami nie brakuje trudnych momentów. To nie jest tak, że jest tylko sielsko-anielsko. Bywamy też ekstremalnie zmęczeni.

GALA: Dzielicie się domowymi obowiązkami?

Bartek: Nie. Po prostu, jeżeli widzę, że Tamara jest przemęczona, biorę więcej na siebie. Jeśli z kolei Tamara widzi, że ja się zaczynam odklejać, wyręcza mnie.

Tamara: Grafików nie mamy, niestety.

Bartek: Rozumiem, co Tamara chciałaby powiedzieć przez to „niestety”: że czasami potrzeba nam więcej zorganizowania. Bo naszym głównym patronem domu jest „Święty Improwizy”.

Tamara: Dom jest dla nas bardzo ważny. Ale dajemy sobie luz, bo są ważniejsze rzeczy niż porządek. Ten ostatni rozumiemy ogólnie: musi być czysto. Jeśli coś jest porozrzucane, a my jesteśmy zmęczeni, mówimy: posprzątamy jutro. Bartek mnie uczy, że wiele rzeczy można odłożyć na później. Wolimy odpocząć, pobawić z dziećmi czy obejrzeć dobry film. Obowiązki i tak nas dopędzą. A wiadomo, że przy dzieciach jest ich mnóstwo.

GALA: Tamara jest wspaniałą matką, wiem. Rozmawiałyśmy o tym przed rokiem. Ale jak Ty, Bartku, czujesz się w roli ojca?

 

Bartek: Świetnie.To zajęcie dla dojrzałego faceta.

GALA: Ty traktujesz je serio. Mężczyzna musi być odpowiedzialny – to Twoje słowa.

Bartek: Inaczej nie jest mężczyzną. Chłopcy nie odpowiadają za nic, interesuje ich wyłącznie dobra zabawa. A facet musi odpowiadać za tych, których kocha. Mnie się udało, przynajmniej na razie, to wszystko opanować i teraz ojcostwo jest dla mnie równie naturalne jak oddychanie.

GALA: Miałeś widocznie dobry wzorzec w rodzinnym domu. Był nim dla Ciebie tata a może starszy brat?

Bartek: Na pewno tata. Rodzice przeżyli razem całe życie, zawsze się wspierali. A brata mam młodszego. Jest moim przeciwieństwem – szczupły brunet o ścisłym umyśle. Jedyne, co nas łączy, to poczucie „ha, ha”, czyli honoru i humoru. On jest introwertyczny, ja ekstrawertyczny, ale śmiejemy się z tego samego.

Tamara: Mało kto tak fantastycznie opowiada dowcipy jak Bartek. Improwizuje, wymyśla żarty.

GALA: Poproszę o przykład.

Bartek: Dowcip abstrakcyjny. Spotyka się dwóch jasnowidzów. „Wiesz co?” – pyta pierwszy. A drugi: „Wiem”. I pomyśleć, że kiedyś w ogóle nie opowiadałem dowcipów.

Tamara: A teraz Bartek jako Gulivier Fajniak wykorzystuje swój komiczny talent w programie Szymona Majewskiego.

Bartek: Nie stylizuję się na Janiaka, nie szukam parodii. Gram celebrytę, człowieka z wielkim parciem na szkło. Żartuję ze wszystkiego, np. na manifestacji feministycznej pytałem: „Co pani lubi gotować mężowi?”.

GALA: A kto z Was lepiej gotuje?

Bartek: Kiedy poznałem Tamarę, wydawało mi się, że jestem świetnym kucharzem i byłem świetnym kucharzem. Ale Tamara tak dobrze gotowała, że ustąpiłem jej miejsca.

GALA: W kuchennym sensie zdemoralizowałaś Bartka, Tamaro.

Bartek: Tak trzeba powiedzieć. Czasem wypominam Tamarze: „Przez ciebie przestałem gotować” (śmiech).

Tamara: Okazało się że jestem imperatorkiem w kuchni. Mam swoje ulubione smaki. „I co ty tutaj dodałeś?!”– pytałam Bartka, a on: „To już rób sama”.

Bartek: Lubię się poddawać w takich sytuacjach. Cóż, jest świetna w kuchni. Ja za to robię dobre przystawki.

Tamara: Pyszne! Jego wędzony łosoś z kawiorem, serkiem, koperkiem, awokado i limonką nie ma sobie równych. W kuchni też patronuje nam „Święty Improwizy”.

Bartek: Nigdy nie czytam książek kucharskich. Tamara natomiast jest mistrzynią w gotowaniu zup. Takiej tajskiej, jaką robi, nie jadłem w życiu. Cudo! Nie lubię zup, a jej zjadam błyskawicznie.

GALA: Nie chcę być niemiła, ale trochę to po Tobie widać.

Bartek: Bo te zupy są genialne. Tamara robi też świetne polędwiczki, jakieś sałatki z mrożonymi malinami i wątróbkami.

GALA: A kto Bartka nauczył gotować?

Bartek: Sam się nauczyłem, na studiach. Nie smakowało mi śmieciowe jedzenie, a było biednie, więc ja ciach, ciach, ciach, uczyłem się, jak z niczego zrobić coś smacznego.

GALA: Pamiętacie Wasze pierwsze spotkanie?

Tamara: To było przed konferencją prasową serialu „Halo, Hans!”. Kierowca czekał na nas na dworcu w Warszawie. Styczeń, zimno. Pamiętam, że byłam „zdechła” po kilku godzinach spędzonych w pociągu.

Bartek: Byłaś zakutana w kurtkę, miałaś czapkę z daszkiem, ciemne okulary, na nogach kozaczki, a w ręku małą torbę-walizeczkę. Rozmawialiśmy o rozdaniu Telekamer.

Tamara: Od tego momentu się zaprzyjaźniliśmy.

Bartek: Na planie Tamara zaskoczyła mnie na plus stylem pracy. Miała ciężkie zadanie: w jednym serialu stworzyć dwanaście postaci. Aktorki zazwyczaj obciążone są grzechem strachu, boją się, czy dobrze zagrały, czy dobrze wyglądają... I ten lęk wnoszą do pracy, obdarzając nim kolegów. Tamara takich lęków nie posiadała albo skutecznie je tłumiła.

Tamara: No co ty? Ja nie mam lęków zawodowych?!

Bartek: Nie wnosiłaś ich do pracy. A przy tym fantastycznie traktowałaś ekipę. Zaimponowała mi. Więc u mnie zaczęło się od szacunku i przyjaźni.

Tamara: A ja byłam zaszokowana jego błyskotliwością… Bartek dołączył do ekipy późno, kiedy już zdążyłam się zaprzyjaźnić z reżyserem i producentem. Mógł być onieśmielony tą sytuacją, tymczasem podczas konferencji odpowiadał na pytania bez cienia onieśmielenia czy kompleksów, za to dowcipnie. Pomyślałam: „Bystrzacha”. W miarę poznawania go tylko zyskiwał. Nikt tak jak on nie potrafił mnie rozbawić.

Bartek: Faktycznie, dużo się śmialiśmy.

GALA: Powiedziałeś kiedyś, Bartku, że uwielbiasz takie dziewczyny, z którymi można przegadać całą noc…

Bartek: Nasze gadanie z Tamarą zaczęło się na próbach, jak to przy pracy. Była też Gosia Socha, Czarek Żak, ale kiedy z Tamarą zaczynaliśmy gadać, zapominaliśmy o bożym świecie tak, że musieli nas specjalnie wołać.

Tamara: Interesowały nas podobne tematy, mieliśmy te same skojarzenia, identyczne obserwacje.

Bartek: Niczego nie musieliśmy sobie tłumaczyć, każde słowo znaczyło dokładnie to samo, więc szliśmy dalej i dalej. Penetrowaliśmy kolejne tematy. Podobnie myśleliśmy, wyciągaliśmy te same wnioski. I tak zostało.

GALA: Absolutne porozumienie dusz.

Bartek: Coś w tym stylu. To było bardzo fajne. A wieczorami gadaliśmy na Skypie, bo wciąż mieliśmy sobie coś do powiedzenia.

 

GALA: Czytaliście te same książki, oglądaliście te samy filmy, słuchaliście podobnej muzyki?

Bartek: Filmy i muzyka tak, ale z książkami się rozminęliśmy. Ja czytam fantastykę naukową, fantasy, urban fantasy, itd. Zaczynałem od „Diuny” Herberta, Tolkiena i Lema, klasyków gatunku.

Tamara: Bartek uwielbia taką literaturę. A ja przeciwnie – mnie pociąga literatura faktu: biografie, książki historyczne. Ale przyznam, że Bartek trochę mnie zaraził fantastyką. Dzięki niemu zaczęłam oglądać filmy s.f. Przedtem myślałam, że szkoda na nie czasu.

Bartek: Fantastyka stwarza możliwość pisania o człowieku bardzo wnikliwie, ponieważ stawia go w sytuacjach, których w realnym świecie nie ma. Takie laboratorium filozofii, etyki, estetyki.

GALA: Widać, że jesteście ze sobą bardzo szczęśliwi. Kiedy się poznaliście, oboje nie byliście wolni. O uczucie trzeba walczyć?

Bartek: Powinnaś zapytać, czy warto walczyć o poczucie własnego szczęścia. Są trzy możliwe drogi: czekać na szczęście i modlić się o nie. A ono się zdarzy albo nie. Można też uszczęśliwiać się kosztem innych, wyrywać je ze świata. Większość ludzi tak postępuje. Można też szukać go uważnie, zaglądać pod krzaczki, przyglądać się każdemu kamyczkowi. I to jest najtrudniejsze, bo wymaga największej pracy, a niczego nie gwarantuje. Ważna jest wiara, że szczęście jakoś poskładamy w życiu. Myślę, że oboje z Tamarą idziemy – i chcemy iść – taką drogą. Dlatego jesteśmy razem.

Tamara: Ani ja, ani Bartek nie podejmujemy pochopnie decyzji. To wszystko było dla nas trudne. W pewnym momencie czujesz, że musisz iść za jakąś prawdą. Nasza decyzja jest nie tylko przemyślana. Jest przetrawiona, przewałkowana tysiąc razy. W głowie, w sercu. Nie stoi za nią kaprys. Nie jesteśmy bezmyślni, mamy w rękach przecież nie tylko swoje życie.

Bartek: Najważniejsze, żebym nie musiał kłamać sobie samemu. To narzuca wybór drogi.

GALA: Co było najtrudniejsze na początku Waszego wspólnego życia?

Tamara: To, że musieliśmy chronić swoją prywatność. Zostaliśmy zaszczuci chorobliwą uwagą brukowców, które stworzyły historię naszego związku, zanim on się zaczął, i pisały ją po swojemu – wypaczając prawdę. Paparazzi tak nam zatruli życie, że nie mieliśmy siły cieszyć się nim. Czuliśmy się jak ścigana zwierzyna. Czas, który powinien być najpiękniejszy, był dla nas koszmarem. A wcale nie musieliśmy się ukrywać, bo nasze poprzednie związki były już rozwiązane. Bartek tańczył wtedy w „Tańcu z gwiazdami”, więc wzbudzał dodatkowe zainteresowanie. W tej nagonce byliśmy samotni.

Bartek: Wielu ludzi nas nie rozumiało. Nawet przyjaciele myśleli, że wyolbrzymiamy.

Tamara: Byli życzliwi, ale w ich oczach widzieliśmy niedowierzanie. Dopiero kiedy stali się świadkami różnych sytuacji, zobaczyli, jak to jest.

Bartek: Mieliśmy wrażenie, że ukradziono nam życie. Teraz jest już trochę lepiej. Ale to efekt walki, którą prowadziliśmy w sądach. Wygraliśmy już dwa procesy, trzeci jest w przygotowaniu.

GALA: Kto jest dyrygentem w Waszym związku?

Tamara: Nie ma dyrygenta, wszystko robimy razem.

GALA: A kto podejmował decyzje, gdy urządzaliście mieszkanie?

Tamara: Na szczęście okazało się, że podobają nam się podobne rzeczy.

Bartek: Spodziewałem się tego. To było konsekwencją owego podobieństwa poglądów.

Tamara: Jednak emocji nie da się tu uniknąć. Kafelki, rodzaj powierzchni ściany, kolory, umeblowanie – wszystko stwarza pole do konfliktu. Zrozumieliśmy, że – ojej! – można się łatwo pokłócić. Parę razy była nerwowa sytuacja, ale ją opanowaliśmy.

Bartek: To fajne uczucie, kiedy jest między nami jakiś spór. Bo kiedy czuję, że Tamara jest przekonana, iż będzie musiała pójść na kompromis, z radością mówię: „Dobra, zrobimy tak, jak chcesz” (śmiech).

Tamara: Oj, nie zawsze. Wiem, że jestem małym imperatorkiem... Bartek zwrócił mi uwagę, że czasami za szybko chcę o czymś decydować. Że trzeba słuchać drugiej osoby i zamiast kategorycznego osądu, dodać: „Wydaje mi się, że…” albo „Myślę, że jest inaczej”.

Bartek: Nie ufam ludziom, którzy wszystko wiedzą na pewno.

Tamara: Staram się reagować w sposób przemyślany, bo emocje zacierają rzeczywisty obraz. Kiedy mamy jakiś problem, proszę Bartka: „Poczekaj, nie mogę teraz o tym mówić, muszę wystygnąć”.

GALA: Czym Bartek Cię ujął?

Tamara: Spodobała mi się jego wrażliwość. To nie jest płytki facet. Ma też rzadką u mężczyzn umiejętność słuchania. Zawsze był ciekawy tego, co mam do powiedzenia. Nie lubi, kiedy mówię o nim dobre rzeczy. Wszystko obraca w żart. Podoba mi się jego powiedzenie, że mężczyzna długo nie może wyjść z wrażenia, jakie wywarł na kobiecie (śmiech).

 

Bartek: Czas przeżyty z Tamarą jest dwa razy bardziej intensywny niż bez niej. Nie wiem, na czym to polega, ale będąc w tych samych miejscach, w których byłem z kimś innym, z Tamarą wszystko widzę zupełnie inaczej. Lepiej, ciekawiej. Nie muszę jej niczego tłumaczyć, wiem, że czuje dokładnie to samo co ja. Jesteśmy wolni od słów, najważniejsze jest to, co się dzieje ponad nimi. To nas połączyło.

GALA: A kto planuje wakacje?

Bartek: Dopiero dwa razy byliśmy na wakacjach. Obydwa wyjazdy były mojego autorstwa. Siedzę w internecie, rezerwuję…

Tamara: Jeździmy za granicę, żeby nie spotkać rodaków. Wszystko jedno dokąd.

Bartek: Racja, możemy jechać do Pipidówy Dolnej, byleby razem. I wiesz, co? Nigdy nie lubiłem prażyć się na plaży. To było dla mnie największą torturą. Koszmarem! A z Tamarą przesiedziałem na plaży całe dwa tygodnie, świetnie się bawiąc, grając w scrabble i pijąc rum punch w południe.

GALA: Snujecie jakieś plany na przyszłość?

Tamara: Nie mamy jakichś specjalnych. Nasze życie jest nieprzewidywalne.

Bartek: Chcemy razem wyprodukować przedstawienie w teatrze.

Tamara: Na razie je wymyślamy. Tylko dla nas dwojga. Takie, w którym moglibyśmy wykorzystać spektrum naszych możliwości – śpiew, aktorstwo i taniec.

Bartek: Dopóki jeszcze mamy kondycję (śmiech).

GALA: Chcecie razem napisać tę sztukę?

Tamara: Nie, chyba nie. Chociaż Bartek mógłby to zrobić.

GALA: Piszesz cały czas wiersze?

Bartek: Przez ostatni rok nic nie napisałem. Dzieci, praca. Nie ma kiedy.

Tamara: Nie powiemy na razie nic więcej na temat spektaklu, wiesz dlaczego?

GALA: Nie…

Bartek: Żebyś, kiedy spotkamy się za sześć lat, nie zapytała nas: „Ciągle myślicie o tym spektaklu, co to…” (śmiech). Ale Tamaro, jak będziemy mieli po 65 lat, też będziemy mogli coś takiego razem zagrać. I też będzie fajnie.

Tamara: Spacer ze starszą panią, tak?

Bartek: Moim marzeniem jest zestarzeć się z tą panią.

Tamara: Ach… Przy okazji, przeraża mnie to, co się ostatnio stało w Polsce. Że przymiotników „stary”, „stara”, używa się niczym „k…” Brzmią jak obelga. „Stara!”: jak ona ma prawo czegoś chcieć od życia!

Bartek: A tych wszystkich „młodych” spotka ten sam los, też będą starzy. Kiedyś szanowało się starsze osoby, liczono się z ich zdaniem. To był cenny człowiek, z doświadczeniem. To straszne, że od tego odchodzimy. Moją mamę, która przez wiele lat była zatrudniona w banku, tak skutecznie zniechęcano do pracy, że oboje z tatą doszli do wniosku, że dla zdrowia psychicznego powinna stamtąd odejść. I rzuciła pracę z dnia na dzień, nie czekając emerytury. Ma to i dobrą stronę – mama pięknie maluje na szkle. Dzisiaj ma wystawy i z powodzeniem sprzedaje prace.

Tamara: To też nas łączy. Moja mama, emerytowana nauczycielka, również maluje.

GALA: Moglibyście więc pomyśleć o rodzinnych warsztatach plastycznych, bo rysuje też Tamara…

Tamara: Teraz nie mam czasu, ale na pewno wrócę do rysowania. Bardzo mnie relaksowało. Chciałabym postawić sobie sztalugę w mieszkaniu. Bartek też ładnie rysuje...

Bartek: To śmieszne, wszystko nas łączy. Kiedyś dużo rysowałem, ale aktorstwo wszystko zdominowało. Mówiąc serio, jesteśmy przerażeni tym, co się dzieje wokół naszego zawodu. Atakami na nasze życie prywatne, problemami, jakie to stwarza na co dzień. Zobacz, naprzeciw naszego stolika wisi portret najwybitniejszego dla mnie aktora polskiego kina (Marek Kondrat – dop. AS), który odszedł z branży. Taka decyzja z czegoś wynika. A on znacznie więcej ode mnie osiągnął i przeżył w tym zawodzie. Wie, do czego to miało zmierzać i co się z tym zawodem stało. Dlatego uciekł.

Tamara: Kiedy wychodzę na scenę albo na filmowym planie słyszę „akcja!” i przez jakiś czas staję się postacią, przeżywam magiczną chwilę – przenoszę się w inny świat, pobudzam emocje, których w swoim życiu nie doświadczam. Ale jest też słowo „stop”, kiedy do głosu dochodzi to, co na zewnątrz – ludzie, którzy o nas decydują, bo muszą nas obsadzić, napisać scenariusz, i ci, którzy o nas piszą. I tu się zaczynają schody. Dziś nie liczy się, co kto umie, co sobą reprezentuje; w grę wchodzą pozamerytoryczne względy.

GALA: Słyszę gorycz w Waszych głosach.

Bartek: Urodziłem się, żeby być aktorem, i wiem, że idę właściwą drogą. Ale są granice tej miłości. Kiedy znajdę pole, na którym mógłbym się realizować, nie będę się wahał.

GALA: Rozumiem, że wizję knajpki nad Morzem Śródziemnym, o której kiedyś mówiłeś, wciąż masz przed oczami.

Bartek: Tak, tak. A chciałbym jedynie spokojnie wykonywać swój zawód w sposób przynoszący mi satysfakcję.

Tamara: Aktorstwo jest zachłanne. Tak dalece wkracza w nasze życie, że nie ma już czasu na nic. Zauważ, że aktorzy najczęściej nie mają pasji, bo zawód jest ich pasją.

GALA: To szczęśliwa sytuacja, gdy zawód jest pasją.

 

Bartek: Ale człowiek wtedy strasznie dużo od siebie wymaga. Wszystko chce robić na maksa. Chciałoby się też, żeby to było właściwie odbierane i traktowane. Aktor niemiecki, który grał tę samą rolę co ja w „Hansie”, zarobił tyle samo, ile ja. Tylko że ja w czasie całej produkcji, a on w dwa dni. A tymczasem u nas aktor to ktoś taki, kto pomyka na czerwonym dywanie, chodzi na przyjęcia w najmodniejszych garniturach i okularach od Gucciego.

GALA: A powinien w garniturach Vistuli i koszulach Wólczanki?

Tamara: Jeśli miałoby to odpowiadać prawdzie, to tak. Wrzuca się nas do jednego worka z ludźmi, którzy są znani z tego, że są znani. Ja też miewam premiery. Staram się ładnie ubrać, uczesać, umalować. A kiedy tam już jestem, staję się maskotką na usługach paparazzich. W ślad za tym ukazują się zdjęcia i zaczyna się wylewanie kubła pomyj: beznadziejna sukienka, za tanie szpilki, za drogie szpilki, zła torebka, za dobra torebka… Ocena artystyczna? Zapomnij! Ale cóż, czasy są, jakie są. Tylko że tu już nie chodzi o nas, ale o nasze dzieci. Wpajamy im różne wartości: bądź uczciwy, traktuj drugiego dobrze, itd. A czy one z takim przekazem dadzą sobie radę w życiu? Za chwilę ktoś je oszuka, napluje na nie, a one nie będą umiały sobie z tym poradzić.

Bartek: Nie martwiłbym się o to. Dzieci wychowujemy tak, żeby były dobre, a potem przejmują je koledzy. I oni dopiero pokazują, co to jest zło. Tak było ze mną. Rodzice wpajali mi ideały, którym do dzisiaj jestem wierny. Ale jak poszedłem do szkoły i zobaczyłem, ile tam jest cwaniactwa i bezczelności, miałem do wyboru również inną drogę. Tylko że już umiałem ją ocenić, wiedziałem, jak się powinno postąpić. Wychowujmy dzieci tak, żeby były uczciwymi, wrażliwymi ludźmi. A już świat zadba o to, żeby ich utwardzić.

GALA: A gdybyś zobaczył, że Tamara jest sfrustrowana, że świat jej dopiekł, powiedziałbyś jak Twój tata mamie: „Zostań w domu, bo nie jesteś szczęśliwa”?

Bartek: Najpierw zapytałbym, czy chce dalej pracować. Kiedy widzę, że Tamara ma moment przesilenia, zawsze się taki temat pojawia. Jeśli chce, rozmawiamy o tym.

Tamara: Bartek wpaja mi, żeby w każdej sytuacji szukać dobrych stron, starać się wszystko odbierać pozytywnie. Bo stan psychiczny wpływa na fizyczny. Jeśli cztery rzeczy są złe, a jedna dobra, radzi skupić się na tej jednej. Jestem mu za to wdzięczna.

Bartek: Kiedy dopadł mnie kryzys i musiałem podjąć trudne decyzje, zadzwoniłem po radę do przyjaciela: „Będzie ciężko, nie chcę wszystkiego rozwalać, niszczyć swojego życia...”. A on: „Stary, kryzys jest po to, żebyś się rozwijał. W dobrobycie tkwi tylko i wyłącznie zagrożenie stagnacją. A jeżeli wpakujesz się w sytuację ekstremalną, zobaczysz, kim jesteś, i pójdziesz dalej. Albo w tę stronę, w którą do tej pory szedłeś, albo w zupełnie inną”.

Tamara: Zawsze też możesz wrócić.

Bartek: Moje życie diametralnie się zmieniło. Ale nie żałuję ani chwili. Mimo że były one różne. Wierzę w to, że jeżeli mamy sytuację krytyczną, to znaczy, że napinamy cięciwę do zmiany jakościowej, do nowego skoku.

GALA: Widzę, że w Waszym związku, wbrew metrykom, to Bartek jest starszy.

Bartek: To już moje siódme życie (śmiech). Tamary dopiero drugie, to młoda dusza. Żartuję. Często się mylę, bo zapominam, że Tamara nie jest z mojego rocznika. Przez to ja się podpinam pod jej. Tylko nie piszmy, który.

Tamara: I tak wszyscy wiedzą, ile mam lat. Piszą: „Tamara Arciuch, lat 36”.

GALA: Piękny wiek, piękne życie przed Wami. Trzymam kciuki!