Kanał HBO wyemitował pod koniec marca film dokumentalny "Tina", podsumowujący 60 lat jej kariery. Artystka przyznaje w nim: "Miałam życie pełne przemocy, nie da się inaczej opowiedzieć tej historii". Urodziła się jako Anna Mae Bullock, była niechcianym i niekochanym dzieckiem, szybko opuściła rodzinny dom. Pracowała jako pielęgniarka w szpitalu, a w wolnym czasie chodziła na próby i koncerty popularnego zespołu The Kings of Rhythm. Pewnego dnia podczas przerwy odważyła się zaśpiewać na scenie. Lider grupy, Ike Turner, natychmiast ją zatrudnił i wymyślił dla niej pseudonim: Tina Turner.

W wieku 18 lat urodziła syna Craiga, którego ojcem był saksofonista z zespołu, a potem zaczęła sypiać z Ikiem. Gdy zaszła w ciążę, zostawił ją i wrócił do żony, z którą miał dwóch synów. Już wtedy się nad nią znęcał: "Potrafił znienacka wstać Bił  kanapy, podejść do mnie - i trzask. Bił pięściami, wieszakami, butami i drewnianymi prawidłami do butów. Zawsze miałam podbite oczy i opuchnięte wargi. Kiedy kończył, zachowywał się, jakby nic się nie stało, a ja wychodziłam na scenę i starałam się śpiewać z tymi zapuchniętymi ustami. Dlaczego nie odeszłam? Zrozumcie moją sytuację, miałam już jedno dziecko i byłam z nim w ciąży. Śpiewanie z Ikiem stanowiło moje jedyne źródło utrzymania. Bałam się, ale nie miałam wyjścia", tłumaczy. Kiedyś jeden z muzyków Ike'a, gdy zobaczył zakrwawioną twarz Tiny, rozpłakał się i odszedł z zespołu.

Spirala przemocy

W 1960 roku ich piosenka znalazła się na listach przebojów. Dwa lata później Ike poprosił Tinę o rękę. Wokalistka mówi, że nie oświadczył się bez powodu, mógł w ten sposób przejąć całkowitą kontrolę nad jej nazwiskiem, pieniędzmi i nad nią samą. Musiała się zgodzić, bo znowu skończyłoby się siniakami, pękniętym żebrem albo złamanym nosem. Po ceremonii ślubnej zabrał ją do domu publicznego. "To było takie upokarzające. On się świetnie bawił, a ja łykałam łzy", wspomina.

Choć wydawało się jej, że już nie może być gorzej, bicie się nasiliło, gdy Ike zaczął brać kokainę. Przy tym ostentacyjnie ją zdradzał i nie dawał ani centa z pieniędzy, które razem zarabiali, odmówił nawet kieszonkowego w wysokości pięciu dolarów tygodniowo. "Żyłam, ale czułam się, jakbym była martwa. Nie istniałam", opowiada. Wzięła od lekarza receptę na 50 tabletek uspokajających, zażyła wszystkie, cudem ją uratowano. "To nie było klasyczne wołanie o pomoc. Naprawdę wybrałam śmierć", przyznaje.

Ledwo wyszła ze szpitala, Ike kazał jej wrócić na scenę. Wtedy postanowiła odejść. "Najpierw go lubiłam, potem kochałam, ta miłość powoli we mnie umierała, kiedy zaczęło się bicie. Po powrocie ze szpitala zaczęłam go nienawidzić", wspomina. Czterej synowie, których razem wychowywali, byli już nastolatkami, a właśnie ze względu na nich starała się wytrwać. Teraz nic już jej nie trzymało w toksycznym związku. Pewnej nocy, po 16 latach koszmaru, uciekła tak, jak stała, z 36 centami w kieszeni. Przebiegła przez ruchliwą autostradę do hotelu, gdzie zdjęła okulary i powiedziała dyrektorowi: "Nazywam się Tina Turner. Jak widać, właśnie pokłóciłam się z mężem". Choć nie miała pieniędzy, by zapłacić za pokój, dał jej najlepszy apartament, a pod drzwiami postawił ochroniarzy.

Liczy się wolność

Przez dwa miesiące ukrywała się przed Ikiem, zmieniała miejsca pobytu, utrzymywała się ze sprzątania. W końcu się spotkali, on namawiał ją do powrotu. "Patrzyłam, jak wyłazi z niego strach. Byłam teraz silna, odnalazłam samą siebie, zauważył, że nie ma nade mną odrobiny władzy i że już się go nie boję. To go przeraziło", opowiada. Po sprawie rozwodowej miał jej oddać futra i biżuterię, ale tego nie zrobił. Nie płacił alimentów, za to wysłał do niej synów i zapowiedział, że już nie będzie się nimi opiekował. Tina machnęła ręką: "Uznałam, że moje życie jest ważniejsze. Straciłam wszystko, za to zyskałam wolność". Mówi, że pomogło jej wtedy wiele osób, ale przekonała się, że prawdziwa siła tkwi w nas samych: "Im jesteś starsza, tym bardziej zdajesz sobie sprawę, że mniej ważne jest, co się wydarzyło, lecz to, jak sobie z tym poradziłaś". Miała 36 lat i zaczynała od nowa. 

Dowód miłości

Pierwszy album, który wydała bez Ike'a, w 1978 roku, nie okazał się wielkim sukcesem, ale powoli odbudowywała karierę. Znalazła świetnego menedżera. Zaśpiewała w Nowym Jorku, a zachwycony Mick Jagger zaproponował jej wspólne występy. Znali się z dawnych lat, gdy jeszcze z zespołem Ike'a śpiewała jako support na koncertach Stonesów i uczyła Jaggera tańczyć. W 1983 roku wydała przebojowy single! "Let's Stay Together", a rok później ukazał się jej nąjpopularniejszy album "Private Dancer", który sprzedał się w nakładzie 20 milionów egzemplarzy. Hit z tej płyty "What's Love Got to Do with It" przyniósł jej cztery nagrody Grammy: za nagranie roku. najlepsze żeńskie wykonanie wokalne i najlepszą piosenkę roku. W 1985 roku dodatkowo oklaskiwano ją jako aktorkę, zagrała podstępną władczynię w filmie "Mad Max pod Kopułą Gromu", w którym stoczyła pojedynek z Melem Gibsonem.

Ten rok przyniósł Tinie jeszcze jeden, najważniejszy przełom. Jej menedżer poprosił producenta muzycznego Erwina Bacha, żeby odebrał ją z lotniska w Düsseldorfie. Ona miała 46 lat, Erwin 30. "Był naprawdę przystojny. Moje serce biło jak szalone, a ręce się trzęsły", wspomina. "Dobrze nam się rozmawiało. Wiozłem gwiazdę, normalnie w takich sytuacjach człowiek jest trochę zdenerwowany, ale ja czułem tremy. Po prostu wykonywałem swoją pracę", dodaje Erwin w dokumencie HBO.

Od tamtej pory są razem. Gdy Tina zachorowała i konieczny był przeszczep nerki, Erwin oddał jej swoją. "Przez większość mojego życia czułam się niekochana. A czyż istnieje wspanialszy dowód miłości niż ofiarowanie komuś swojej nerki?", powiedziała. Cztery lata wcześniej, w 2013 roku, wzięli ślub, w tym czasie mąż wspierał ją, gdy po udarze na nowo uczyła się chodzić. Potem pokonała raka jelita. Jednak przyszedł kolejny cios.

W 2018 roku jej syn Craig popełnił samobójstwo, zastrzelił się w swoim domu w Kalifornii. Wokalistka dopiero po kilkunastu miesiącach była w stanie mówić o tym publicznie: "Nie wiem, co go pociągnęło w dół. Opowiadał mi o swojej nowej miłości i że nigdy nie spotkał kobiety, którą kochałby tak mocno. Urządzał dla nich mieszkanie, które kiedyś mu kupiłam, dostał nową pracę w znanej firmie zajmującej się nieruchomościami. Myślę jednak, że czuł się bardzo samotny, zawsze był introwertyczny i nieśmiały. Zmarł w wieku 60 lat, ale zawsze będzie moim dzieckiem".

Jego prochy rozsypała u wybrzeży Kalifornii. Była już wtedy na artystycznej emeryturze. Ostatni studyjny album wydała w 1999 roku, a w 2008 wyruszyła w pożegnalną trasę "Tina! 50th Anniversary Tour", upamiętniającą pół wieku jej kariery. Na trwające osiem miesięcy tournee sprzedano milion dwieście tysięcy biletów. Nazwano ją wtedy babcią rocka, choć bardziej trafne jest określenie królowa rock and rolla. Kochają ją wszystkie pokolenia za charakterystyczny, lekko chropawy głos, za żywiołowość na scenie, sukienki mini, wysokie obcasy i burzę długich loków.

Ostatnie ukłony

Teraz mieszka z Erwinem w Szwajcarii, ma obywatelstwo tego kraju, zrezygnowała z amerykańskiego. Rzadko udziela wywiadów. "Nie śpiewam, nie tańczę, nie przebieram się. Mam spokój", oznajmiła. Przyznaje jednak, że nadal żyje w koncertowym rytmie, chodzi spać o pierwszej w nocy, wstaje koło południa. W ubiegłym roku opracowała z 29-letnim norweskim producentem muzycznym Kygo remiks swojego przeboju "What's Love Got to Do with It". Na ich wspólnym zdjęciu 80-letnia Tina wyglądała oszałamiająco. Fani mieli nadzieję, że może jest to zapowiedź jej powrotu, ale artystka rozwiała złudzenia.

Twierdzi, że uwielbia być na emeryturze i zajmować się domem, jej największą pasją jest kolekcjonowanie antycznych mebli. "Czy mogłabym lepiej sobie wyobrazić siebie w wieku 80 lat? Wyglądam bajecznie, czuję się świetnie. Pokonałam poważne choroby. Nigdy nie dałam się złamać. Nie jestem alkoholiczką, nie paliłam, nie ćpałam. Przeszłam przez katastrofę swojej przeszłości czysta. Najlepsza rada, jaką w życiu usłyszałam, brzmiała: zmień truciznę w lekarstwo. To wszystko wygląda, jakbym dostała drugie życie, jestem bardzo szczęśliwa", śmieje się.

O filmie HBO mówi: "Zastanawiałam się, jak się pożegnać, ukłonić nisko i po prostu odejść. Myślę, że ten dokument stanowi idealne zamknięcie". Tina Turner zeszła ze sceny niepokonana.

Tekst: Katarzyna Dolińska

ZOBACZ TEŻ: Andrea Bocelli - niezwykła historia śpiewaka, któremu los odebrał wzrok, za to dał wielką karierę