To może ja na początek zanucę piosenkę Grechuty: „Czy to jest przyjaźń, czy to jest kochanie?”...

Viola Kołakowska: (śmiech)

Tomasz Karolak: Zaczynamy poetycko i bardzo bezpośrednio!

Ależ Tomku, to tylko cytat z Mickiewicza!

Tomasz: No więc odpowiem krótko: nie wiadomo, co nas łączy.

Jesteście ewenementem na skalę międzynarodową?

Tomasz: Oczywiście, że nie! Ja znam takie pary-nie-pary.

Viola: Gdy ktoś nas pyta, odpowiadamy: „Jesteśmy parą-nie-parą”. Ale musimy sami wiedzieć, co to właściwie znaczy.

I co to znaczy dla Ciebie, Violu?

Viola: Ludzie są zawsze w jakiejś zależności od siebie. Każdy ma w relacji jakieś zadanie do spełnienia. A jaka ta relacja jest naprawdę, tego nie da się odgórnie zadekretować. Bywa, że relacja małżeńska jest najbardziej traumatyczną i nieszczęśliwą relacją dla danej osoby. A czasami wolny związek daje tyle poczucia spełnienia, że chce się w nim trwać latami. To są delikatne i intymne kwestie. Oczywiście wszyscy lubimy pewne rzeczy ponazywać. Chcemy, żeby wszystko było albo białe, albo czarne. Ludzie się zastanawiają i pytają: „Śpią ze sobą? Mieszkają ze sobą?”.

Zygmunt Bauman pisał o „płynnej nowoczesności”, a w niej o „płynnej miłości”. Według tego filozofa dziś coraz więcej ludzi zaczyna żyć „razem osobno”.

Tomasz: Ja protestuję!

Protestujesz, bo boisz się mówić, jak jest?

Tomasz: Czuję, że oczekuje się od nas sensacji. A żadnych sensacji nie będzie! A już na pewno nie będziemy nic udawać. Ja tak bardzo nienawidzę tego, o czym pisał Gombrowicz – mianowicie pewnych form, które człowiek przyjmuje na życie. W show-biznesie większość ludzi takie formy przyjmuje. I tak się pręży, wygina, prezentuje w tych sztucznych gestach, niepotrzebnych i nieprawdziwych.

OK, to nie udawajcie, tylko mówcie. Wybraliście dość ryzykowną formę relacji...

Tomasz: Ryzykowną?! Aha! I pewnie uważasz, że traktuję Violę straszliwie. Że tłukę ją i zdradzam po kątach, a ona, bidulka, siedzi i płacze. (śmiech)

Viola: Cały Tomek, lubi wszystko zamienić w żart… A ja cały czas zastanawiam się, jak to jest być parą-nie-parą. Wydaje mi się, że mamy taką romantyczną wizję – chcemy się zjednoczyć z drugą osobą. I wtedy ludzie zaczynają na sobie  wisieć.

Zawisłaś na Tomku?

Viola: Nie, ale wcześniej w innych związkach miałam taką przemożną potrzebę bliskości z drugą osobą. Być może robiłam to, żeby zrekompensować sobie pewne rzeczy z dzieciństwa? Muszę przyznać, że rzeczywiście wtedy zawisłam na mężczyźnie. Teraz natomiast wydaje mi się, że prawdziwe relacje i uczucia polegają na czymś zupełnie innym. Moje życie tak się potoczyło i nauczyło mnie tego, że można związek realizować zupełnie inaczej. I że może być fajnie.

Tomasz: Zaskakujesz mnie, Viola. Pierwszy raz to słyszę.

Co jest w tej sytuacji fajnego?

Viola: Na przykład to, że teraz siedzę w domu jak ser dojrzewający. (śmiech)

Tomasz: Bez przesady, twoje życie nie jest aż takie straszne. Wizerunek Violki w mediach jest taki, że ona biedna, nieboraczka, żyje bardzo męczona przez „tego wstrętnego Karolaka”.

Viola: Ale ja bym się tym, Tomek, specjalnie nie zajmowała. Przecież my wiemy najlepiej, jak między nami jest...

I jak jest?

Viola: Dokładnie tak, jak między wszystkimi innymi parami! Raz nas coś wkurza, raz nie. Może czasami chcielibyśmy, żeby było inaczej. Nigdy jednak nie powiem, że Tomek jest zły. Mogę ewentualnie powiedzieć, że bywa okropny. (śmiech) Nie oceniam, nie oskarżam. Po prostu uczę się z tym żyć.

A jak mówisz o Tomku? Mój konkubent?

Viola: To zależy od okoliczności. Jak dzwonię do lekarza czy jestem w urzędzie, to mówię „mój facet”, żeby było prościej.

A koleżankom?

Viola: Różnie. Czasami: „ten wstrętny”, czasami: „wspaniały”.

A córce co mówisz?

Viola: Dla Lenki Tomek to jest mój mąż. Tak sobie ostatnio wymyśliła.

A Ty, Tomku, jak nazywasz Violę?

Tomasz: Różnie. Najczęściej: „mama moich dzieci”. Czasami nazywam ją „Izis”.

To odwołanie do egipskiej Izis – bogini płodności i opiekunki rodzin?!

Tomasz: Tak żartobliwie mówię o Violi. (śmiech) Ale też często mówię: „moja Violka”. „Moja” w tym sensie, że mamy razem rodzinę. Bo jesteśmy rodziną. Mamy dzieci. Kochamy Lenkę i będziemy kochali nasze drugie dziecko. Irytuje mnie chęć przyporządkowania i wrzucenia nas do jednego wora. To ciągłe pytanie: „Jesteście razem czy nie jesteście?”. To sugerowanie: „Może jak macie dziecko, to zamieszkajcie razem...”. Spotykam na swojej drodze wspaniałe rodziny. Ale tak naprawdę na 20 rodzin mieszkających razem może jedna jest taka, jak powinna być. Reszta to pławienie się w fałszu, znudzeniu, stagnacji, zazdrości i dowcipach o teściowych. Mnieto nie interesuje. Związek – jeśli możemy to tak nazwać – mój i Violki jest dynamiczny, to znaczy cały czas jest w trakcie tworzenia, zmiany.

Jak z Baumana: razem, ale osobno?

Tomasz: To, co mi się podoba, to jest właśnie to, że Violka powiedziała: OK, ty pracuj, a ja będę wychowywała dzieci. Oczywiście, czasami ma też swoje zajęcia zawodowe, ale dla mnie ideałem jest, by zajęła się dziećmi.

 

Viola: Wydaje mi się, że Tomek patrzy na mnie tylko jak na matkę swoich dzieci. I w tym sensie jest bardzo konserwatywny. Ale niech nie zapomina, że poznaliśmy się na planie. On pracuje, rozwija się zawodowo i z nieznanych mi przyczyn wolałby, żebym robiła coś innego niż to, co ja chcę robić, co mi w duszy gra.

Tomasz: To prawda, uważam, że Violka ma o wiele większe talenty niż talent aktorski. Na przykład genialny – moim zdaniem – zmysł stylistyczno-estetyczny. Dlatego już od paru lat namawiam ją do tego, żeby została stylistką wnętrz!

Viola: A ja proponuję – nie namawiajmy się na nic. Bo ani ja ciebie nie staram się zmusić do niczego, ani ty nie rób tego mnie. Każdy z nas ma swoją działkę, w której się spełnia, którą lubi. I będzie dążył, żeby właśnie w niej się realizować. Wiem dobrze, że muszę włożyć w to trochę więcej pracy, żeby działać zawodowo.

Tomasz: Musisz wykonać pracę, którą ja wykonałem na początku...

Viola: Tak, nie skończyłam szkoły teatralnej i teraz to pokutuje. Ja przeszłam inną drogę.

Wydaje mi się, że Ty, Violu – poza życiem zawodowym – przechodzisz też inną drogę niż większość kobiet.

Viola: Rzeczywiście inaczej sobie to wszystko wcześniej planowałam, inne miałam wyobrażenia o związku. Ale ostatnio wszystko mi się przedefiniowało. Musiałam nauczyć się być sama. Zrozumiałam, że ostatecznie człowiek zawsze jest sam. Wykonałam dużą pracę przede wszystkim nad sobą. Przestałam oczekiwać, że ktoś za mnie tę pracę wykona. Odnajduję siebie.

Tomasz: Oj, a mnie to brzmi niebezpiecznie... Mam takich znajomych: nagle po latach on postanawia „odnaleźć siebie” i odchodzi. Co z tego, że jest rodzina, zobowiązania. To jest cofnięcie się do etapu liceum ludzi, którzy mają po czterdzieści kilka lat.

Ciekawe, że to właśnie Ty, Tomku, to mówisz...

Tomasz: Tak reaguję na hasło „odnaleźć siebie”. Ja po prostu nigdy przed Violką tego nie ukrywałem, że wciąż szukam. I w związku z tym niczego jej nie obiecywałem.

Tomku, powiedz tak uczciwie, co zyskujesz dzięki takiej postawie?

Tomasz: To proste. Ja się jeszcze nie znudziłem tym związkiem. Nie rozlazłem się. Dupa mi w ciepłym domku nie urosła. Jestem ciągle „na wojnie” – jak uważają moi przyjaciele. „Ciągle w ruchu i ciągle w robocie” – jak mówi moja matka czy Violka. Ale to wcale nie przeszkadza w miłości do dzieci, w tym, że pomogę Violce od czasu do czasu.

Ciekawe, że Twoja postawa tak strasznie denerwuje ludzi.

Tomasz: A może ludzie chcieliby tak samo jak my? (śmiech) Koledzy mówią mi: „Ale ty się fajnie ustawiłeś – mieszkasz oddzielnie, a masz piękną kobietę, dzieci, a jednocześnie jesteś luzak”. A ja im na to odpowiadam: „I właśnie dlatego, że nic nie obiecywałem i nic nie mam na pewno, jestem bardziej lojalny niż wy”.

Violu, Ty też myślisz, że to jest lojalne i uczciwe, kiedy Tomek mówi, że nic Ci nie obieca?

Viola: Tak, myślę, że to jest najuczciwsze, co teraz może powiedzieć. Ja to przyjmuję i nie oczekuję już nic więcej.

Tomasz: W spektaklu „Król dramatu”, który jest o kryzysie 40-latka, mówię: „I że cię nie opuszczę aż do śmierci”. Grając tę rolę, zacząłem się zastanawiać, co to w ogóle znaczy. Dotarło wtedy do mnie, co człowiek przed ołtarzem może na ten temat wiedzieć… No co? Nic!

Viola: Ludzie często nie zdają sobie sprawy, co to znaczy wziąć odpowiedzialność za drugiego człowieka.

Tomasz: A potem ludzie się rozwodzą. Jak pojawiają się problemy, to nagle zapominają o tej fantastycznej przeświętej przysiędze. A może ja zrobię tak, jak robili katarzy?

Ta sekta średniowieczna, która Cię tak fascynuje?

Tomasz: Tak. Katarzy ślubowali wobec Boga dopiero na łożu śmierci, bo wiedzieli, że już w tym momencie tych ślubów nie złamią. (śmiech)

Viola, masz faceta, który bierze pewne sprawy tak serio, że nie może nic obiecać...

Viola: To są takie teorie Tomka. Ale w życiu codziennym bardzo trudno mi się z tym żyje.

Tomasz: Odpowiedzialnym się jest za dzieci. Natomiast za drugiego dorosłego człowieka? Raczej nie. Jak się za bardzo zawiesisz na drugim, to ten drugi tego nie wytrzyma. I dlatego są te wszystkie rozpady związków po latach. A taka wspaniała para była – wzdychają wszyscy.

Tomku, czy Violi też dajesz prawo do braku zobowiązań? A gdyby powiedziała, że odchodzi?

Tomasz: Jak ona ma odejść, jeśli nie przyszła jeszcze?! Ona idzie do mnie cały czas. (śmiech)

Viola: To nie jest tak oczywiste, mój drogi. Moje koleżanki rzeczywiście tak robią – szybko zwijają manatki, gdy coś się zawaliło. Jak tylko jakiś problem wystąpił, to one mówią facetowi: „Do widzenia”. I za chwilę już mają nowego narzeczonego i na nowo układają sobie życie.

Tomasz: I te koleżaneczki, co tak szybko odchodziły, za trzy miesiące orientują się, że z nowym facetem jest tak samo. Bo uniesienie pierwszego zakochania jest tylko na chwilę. Człowiek dojrzały myśli raczej: „Po co ja tu tracę energię, jeśli i tak wszystko prowadzi do tego samego?”.

Czyli do czego?

Tomasz: Do tego, że uniesienie przemienia się w miłość, a miłość mija.

To smutne, co mówisz.

Tomasz: Ale taka jest prawda, moim zdaniem. Tylko weź pod uwagę, że jestem ciągle niedojrzały, jak mówią kobiety… (śmiech)

 

Viola: Miłości nie można sprowadzić tylko do wzięcia ślubu i zamieszkania razem. Jesteśmy razem i co dalej? Co za tym idzie? Co robimy razem? Co myślimy? Czy się lubimy? Czy do siebie docieramy z naszymi prośbami? Czy może już tylko się buntujemy? I dlaczego się buntujemy? Jakie są w nas emocje i dlaczego one są?

I Wy jesteście w takim momencie, że sobie na te wszystkie pytania odpowiadacie?

Tomasz: Z satysfakcją obserwuję, że po czasach trudnych, które mieliśmy, wychodzimy na prostą. Ja rozumiem, że Violi było ciężko. Bo kobiecie z małym dzieckiem trudno uwierzyć, że facet, choć z nią nie mieszka, to jednak deklaruje, że duchowo z nią jest. Teraz chyba oboje zrozumieliśmy, że w naszej sytuacji każdy nasz konflikt przenosi się na dziecko. Każdy. I to spowodowało, że dzięki naszej Lenie ta relacja robi się coraz bardziej interesująca. Dla mnie chyba największa zdobycz w tym wszystkim jest taka, że po trudnych początkach obie strony dochodzą do konsensusu. Jeżeli sensem było dziecko – jedno, drugie – to naszym zadaniem jest je chronić, wychowywać, jak najbardziej kochać. I to ustawia wszystko.

Viola: Ja natomiast zrozumiałam, że nie ma co się porównywać. Co z tego, że ludzie są razem i udają, że jest sielankowo? Nigdy nie jest sielankowo, zawsze są problemy, czy ludzie są w określonej, czy nieokreślonej parze.

Tomasz: A jeśli mamy jakieś problemy, to i tak przechodzimy je razem.

Viola: Moim zdaniem nasza dziwna rodzina jest czymś innym, ale niekoniecznie gorszym niż standardowa.

A na czym Twoim zdaniem, Tomku, polega ta inność?

Tomasz: Ja na przykład muszę wykonać większą pracę, żeby powstrzymać swoje emocje. Wiem też, że jestem zdany tylko na siebie i nikt mnie „nie przytuli”. A czasem strasznie zatęsknię i nie jestem w stanie tej tęsknoty zaspokoić. Bo nie mam normalnego domu albo jestem na planie filmowym czy w serialu i pracuję od rana do nocy.

A dla Ciebie, Violu, jakie są dodatkowe profity z tej całej sytuacji?

Viola: Przez te wszystkie doświadczenia zdobywam siłę i świadomość siebie. Bezsilność daje też dużą moc. Słabość rodzi siłę. Czasem sobie myślę, że może chciałabym, żeby było inaczej – tak normalnie. A potem jednak dochodzę do wniosku, że nie, że przecież może już dawno byśmy się pozabijali albo przynajmniej znielubili, i byłoby źle.

Tomek, Tobie imponuje ta siła Violi?

Tomasz: Niezwykle ją szanuję za tę siłę. Ale nie ma co ukrywać, ja też nie jestem łatwym partnerem do tego typu akcji życiowych.

A Ty, Violu, od początku wiedziałaś, w co wchodziłaś, co brałaś?

Viola: Nie, na początku oczywiście ma się klapki na oczach i żyje się wyobrażeniami.

Tomasz: I vice versa. (śmiech)

Viola: Ale na tym to właśnie polega, bo klapki spadają bardzo szybko...

Czy Wy w ogóle używacie takich wyrazów: zakochałam się, kocham?

Viola: Jasne, że tak. Zakochanie było ogromne...

Tomasz: A ja nie chcę odpowiadać na to pytanie.

Violu, a to nie jest tak, że Ty dorobiłaś sobie całą tę teorię, bo nie miałaś wyboru? Bo Tomek postawił Cię pod ścianą i musiałaś coś z tym zrobić?

Viola: Nikt nie postawił mnie pod ścianą i nie powiedział: „Idź za tym facetem”. Skoro poszłam, mam z nim dwójkę dzieci, to chciałam za nim pójść. To był mój wybór. Jest taka piosenka Jeremiego Przybory, którą śpiewa Kalina Jędrusik „O, Romeo”: „Po wieczerzy już zmyte naczynka/ we śnie leży spowita dziecinka,/ którą los na pociechę mi dał/ za kolejną pomyłkę dwóch ciał”.

Sądziłam, że Ty, Violu, tak stoisz w tym oknie samotna i tęsknisz za swoim Romeo.

Tomasz: Ależ skąd! To nie jest porzucona Julia. Już ona potrafi dosolić człowiekowi.

Viola: Nie jestem dziewczynką, która tylko się uśmiecha i przytakuje. Jestem potwornie butna i dosyć temperamentna, więc on też często nie ma łatwo. Tomek bardzo się zmienił. Ta nasza rodzina to dla niego bardzo duży prezent  od losu.

Violu, nie cierpiałaś przez niego?

Viola: „Cierpiałam” – to bardzo mocne słowo. Jasne, wielokrotnie było mi przykro. To nawet nie chodzi o to, że on mnie skrzywdził. Generalnie cała ta historia i nasza sytuacja nie stwarzała miłych warunków. Trudno nam było się odnaleźć. Były momenty, kiedy czułam się zraniona. Ale ja też potrafiłam mu oddać. Nie jestem osobą, która długo bez konsekwencji będzie znosić niefajne rzeczy i walenie po głowie. Tomek wybrał sobie świetną sparingpartnerkę.

Tomasz: My oboje jesteśmy dosyć temperamentnymi i czasami porywczymi osobami. Spotkały się dwie dosyć silne osobowości...

Najważniejsza rzecz, której nauczyła Cię Viola?

Tomasz: Na pewno pokazała mi, że dzieci nadają sens naszemu życiu i leczą z tego słynnego „bólu istnienia”. Dzięki dzieciom zrozumiałem, po co to życie jest. Myślę, że Viola oswaja mnie w relacji. Teraz jesteśmy na bardzo dobrej stopie koleżeńskiej, co może się przerodzić w prawdziwą przyjaźń... Dla mnie jest to istotne. Te euforyczne miłosne zapatrzenia mijają, a potem trzeba umieć rozmawiać z tym kimś, z kim ma się te dzieci. Im dalej w las, tym mniej jest tej komunikacji. Nam to zaczęło wychodzić. Każdemu życzę, żeby przeszedł miłość romantyczną, ale ja, jako 40-letni czy 50-letni facet, chciałbym usiąść z matką moich dzieci przy winie i fajnie sobie pogadać.

 

Viola: Ludzie oczekują od siebie nawzajem więcej, niż drugi człowiek może im dać. Jesteśmy wychowani w wyobrażeniach o romantyzmie. Mówimy: „Zawsze i wszędzie będę przy tobie”. I że to wszystko będzie zawsze takie słodkie i smaczne. Otóż nie będzie.

„Z kim ci będzie tak źle jak ze mną?” – jak znowu śpiewała Kalina Jędrusik.

Viola: Tak. Te najprawdziwsze uczucia, emocje, relacje między ludźmi, o których pisali Osiecka czy Przybora,te ważne rzeczy zawsze powstają w trudach, skomplikowanych emocjach i relacjach. Ktoś powiedział: „Rani się najbardziej tych, których się kocha”.

A co jest dla Ciebie najtrudniejsze w Tomku?

Viola: Mogę powiedzieć, co jest najłatwiejsze. (śmiech) Na szczęście okazało się, że ojciec mojego dziecka jest inteligentnym człowiekiem.

Tomasz: Dziękuję.

Viola: Doceniam momenty, kiedy jest naprawdę sobą, kiedy nie ściemnia.

Matka Boska Kołakowska!

Tomasz: (śmiech) Dobre!

Viola: Nie róbcie ze mnie cierpiętnicy. Nie chcę też, żeby postrzegano mnie jako tę biedną, której on doprawia rogi i poszedł z byłą dziewczyną na kolację, a ona tak siedzi z tymi dziećmi...

Tomasz: To jest w ogóle chamstwo i skandal, że ja idę z moim wspaniałym przyjacielem Magdą Boczarską na kolację, a potem internet pełen jest idiotycznych plotek!

I to Cię, Violu, nie porusza, gdy widzisz zdjęcia ze spotkanie Tomka i Magdy?

Viola: Każdy z nas jest odpowiedzialny za swoje czyny, każdy ma prawo do swojego życia. Ja nie będę zastanawiała się, co to mogło dla Tomka znaczyć. To jego decyzje. Mnie to nie dotyczy. Kobiety zwykle trzymają facetów na smyczy i są takimi wiecznie ujadającymi zazdrośnicami. A tak naprawdę nie mamy na to wpływu.

Nie mamy, jeśli ktoś chce oszukać, to i tak oszuka.

Tomasz: Dokładnie. To jest tylko kwestia naszego sumienia.

Tomku, będziesz grał z Magdą Boczarską w „Kto się boi Virginii Woolf” w swoim teatrze IMKA. Ten spektakl jest bardzo krytyczny wobec instytucji małżeństwa.

Tomasz: Nieprzypadkowa jest też obsada. Będę grał w parze właśnie z Magdą. Drugą parę odtwarza faktyczne małżeństwo – Iwona Bielska i Mikołaj Grabowski. 15 lat temu grałem już w tej sztuce. Ale czasy się zmieniły i definicja związku też się zmienia, dlatego też postanowiłem poruszyć ten temat. Wydaje mi się, że ten tekst jest absolutnie aktualny. Z jednej strony, strach przed posiadaniem dzieci, ślepe wykonywanie narzuconych przez tradycję obowiązków miłosnych, a z drugiej strony, gra między drugą zepsutą starą parą. To wstrząsający, rewelacyjny tekst. Strasznie cieszę się na tę premierę. Jestem też dojrzalszy niż 15 lat temu, kiedy grałem to jako młody chłopak… Wtedy jeszcze za bardzo nie wiedziałem, o czym mówię. Świetnie, że Iwona Bielska i Mikołaj Grabowski zgodzili się przywrócić tę sztukę na deskach IMKI. Cieszę się też, że Magda Boczarska bierze udział w tym przedsięwzięciu, ponieważ uważam, że jest to jedna z najlepszych aktorek jej pokolenia. Premiera 23 lutego.

Viola: Premiera będzie wtedy, kiedy ja mam termin porodu. (śmiech)

Tomasz: To będzie wspaniałe!

Jak Wasza córeczka zareagowała na wiadomość o tym, że będzie miała brata?

Viola: Cudownie. Dzisiaj, kiedy się kąpałam, podeszła do wanny i powiedziała: „O, malutki, malutki, pewnie chce się wykąpać i jest mu dobrze”. Lenka już troszczy się o brata. Ona jest bardzo empatyczną osobą. Jest też oczywiście zapatrzona w tatusia. Tomek musi jej wszystko opowiedzieć: jak działa telewizor, jak powstał kosmos.... Wszystko. Jest ciekawa świata i Tomek ją zaraża swoją pasją do podróżowania.

A były jakieś trudne pytania Lenki?

Tomasz: Zapytała mnie, czy chciałem mieć córkę. Powiedziałem, że nie myślałem o tym, czy to będzie syn, czy córka. A ona na to, że będąc w brzuchu, już wiedziała, że będzie córką i że to jest kiepskie, że ja o tym nie wiedziałem. (śmiech)

Viola: A kiedy indziej zapytała: „Tato, ty chcesz, żeby twój syn się urodził? To musisz zwolnić, nie możesz tak szybko jeździć, bo mama jest w ciąży”.

Jak się szykujecie do przyjęcia na świat Leona?

Tomasz: Nic specjalnego nie robimy. Po prostu rośnie nowy człowiek, urodzi się i będzie fajnie.

Chcieliście mieć dwójkę?

Tomasz: Ja to chcę mieć piątkę. (śmiech)

A co Ty na to, Violu?

Viola: Chciałam mieć drugie dziecko, żeby Lena miała rodzeństwo. Ale nie spodziewaliśmy się tego, po prostu czasami tak się dzieje. (śmiech)

Tomasz: Ja tego się nie spodziewałem, ale czułem, że prędzej czy później coś takiego się wydarzy. (śmiech)

Viola: Ja wierzę, że to dzieci wybierają nas i czas, kiedy przyjdą na świat.

Ale kiedy to się stało, Tomek wystraszył się trochę?

Tomasz: Byłem lekko zdezorientowany. (śmiech)

Viola: Każdy by się chyba trochę przestraszył.

Tomasz: Ja myślałem, że dzieci się planuje wcześniej, a tu się okazało, że właściwie nie mam nic do powiedzenia… (śmiech) Ale teraz jestem megapodekscytowany. Ten chłopiec mnie ciekawi. I fajnie będzie, bo syneczek to zawsze dla mamusi dobrze, będzie po równo.

A co powiesz synowi, jak Cię zapyta, dlaczego tak jest, że trochę jesteś, a trochę Cię nie ma?

Tomasz: Powiem: „Poczytaj trochę książek, to pogadamy”. Poza tym ja wtedy będę już przeżywał depresję starczą i nie będę pewnie nic mówił.(śmiech)

Viola: Albo będziesz miał właśnie o 30 lat młodszą panienkę. (śmiech)

A teraz jak będzie? Podzielicie się obowiązkami?

 

Viola: Tak, on będzie zajmował się swoim teatrem, a ja będę zmieniać pieluchy synkowi.

Tomasz: Fajnie być ojcem.

Viola: Podobno drugie dziecko łatwiej ogarnąć, wszystko się samo układa. Wszyscy się bardzo cieszymy i czekamy. Zobaczymy, co nam przyniesie czas i życie.

Zamieszkacie w końcu razem czy nie? Tomku, czy wreszcie przycumujesz do tego portu?

Tomasz: A po co? Pamiętaj, że cumuje się na chwilę. Marynarz jak zacumuje, to potem dwa miesiące będzie chodził nieszczęśliwy...

No tak, lepiej nie mieć w domu nieszczęśliwego Karolaka, to może być rzeczywiście ciężkie.

Viola: Jest OK. Jeżeli będę chciała, żeby ktoś codziennie przy mnie spał, to załatwię sobie psa.

Tomasz: I proszę, jak mi dopiekła!

Jesteś przy Tomku szczęśliwą kobietą?

Viola: Mimo niego bywam szczęśliwa.Moje szczęście to chwile, momenty.

A Ty, Tomku, jesteś szczęśliwy „obok” Violi?

Tomasz: Bardzo. (śmiech)

Jak spędziliście święta, nieświęta rodzino?

Viola: Na sianku leżeliśmy. (śmiech)

Tomasz: Mam zwyczaj wpadania na Wigilię do przyjaciół. Może jestem trochę niesprawiedliwy, ale uważam, że z tą rodziną to jest tak, że często przyjaciele stają się bliżsi niż rodzina. Nie bez kozery mówi się, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu.

A tak szczerze, czego sobie życzyliście?

Tomasz: Violka mi życzyła, żeby z teatrem się układało, żebyśmy wyprodukowali pierwszy film komediowy, bo kochamy komedie, tylko chcemy tę komedię zrobić z jakimś sensem.

Viola: A Tomek mi życzył, żebym znalazła fajnego męża. (śmiech)