Jedna z najseksowniejszych polskich gwiazd – tak piszą o Tobie portale plotkarskie. Lubisz myśleć o sobie „gwiazda”?
To słowo jest silnie nacechowane. „Gwiazda” to ktoś lepszy od innych, żyjący w oderwaniu od rzeczywistości, a ja twardo stąpam po ziemi. Nie dzielę ludzi na lepszych i gorszych, dla mnie wszyscy są równi.

Jesteś pełna skrajności: z jednej strony serialowa Bożenka, z drugiej – odważna, młoda i seksowna kobieta, która uwodzi facetów. Kim się bardziej czujesz?
Agnieszką Kaczorowską. Tylko ludzie, którzy mnie znają, wiedzą, kim jestem. Media zrobiły teraz ze mnie uwodzicielkę, kobietę zmieniającą partnerów jak rękawiczki i rozbijającą małżeństwa. Przyznasz, że w ciągu trzech lat mój wizerunek diametralnie się zmienił. (śmiech) Ale większość informacji, podawanych przez plotkarskie portale i gazety, jest po prostu nieprawdziwa. Zgadzam się z Tobą, że jest we mnie wiele skrajności. I uważam to, zwłaszcza w przypadku aktorki, za bardzo atrakcyjne.

Czyli prowokujesz…
Trochę tak! (śmiech) Chcę pokazać, że mogę, jeśli zmyję makijaż i zwiążę włosy w kucyk, zagrać 15-latkę, kiedy indziej dziewczynę w swoim wieku, ale też, odpowiednio ucharakteryzowana, 35-latkę pełną seksu i dominacji. Pamiętam, jak podczas poprzedniej edycji „Tańca z gwiazdami”, Krzysiek Wieszczek, który pracował ze mną przez ponad trzy miesiące, powiedział: „Agnieszka, każdego dnia jesteś zupełnie inną osobą”. Rzeczywiście są dni, kiedy zachowuję się jak grzeczny, potulny kociak, ale umiem też być groźną lwicą, która walczy o swoje. Kiedyś ktoś zapytał mnie, do jakiego zwierzęcia bym się porównała. Pierwsze, co przyszło mi do głowy to właśnie lwica. Z jednej strony tajemnicza i spokojna, z drugiej…

Niepokorna i waleczna.
To doskonale oddaje moją osobowość. Potrafię pokazać pazurki i ryknąć, jeśli coś lub ktoś mnie mocno zrani. W sytuacjach ekstremalnych walczę o siebie jak prawdziwa lwica. Walczę też o swoje cele i marzenia.

Przygotowując się do „Tańca z gwiazdami”, trenujesz po kilka godzin dziennie. Na plan serialu trafiłaś, kiedy miałaś siedem lat. Jak udaje Ci się godzić pracę z życiem?
Nauczyłam się tego od mamy, niekwestionowanej mistrzyni dobrej organizacji. (śmiech) Choć sama ciężko pracowała – jest dyrektorem finansowym w firmie komputerowej – znajdowała czas, by zawieźć mnie na trening czy zdjęcia do serialu. Miałam perfekcyjnie ułożony plan dnia, dzięki czemu rzadko się spóźniałam.

Ty kiedykolwiek odpoczywasz?
No jasne! Lubię zamknąć się w domu z dobrą książką. Cenię chwile spędzane z bliskimi – mamą i rodzeństwem. To oni są najważniejszymi ludźmi w moim życiu. Razem siadamy przy kominku w domu rodzinnym, rozmawiamy, żartujemy i oglądamy ulubione filmy.

Masz dobry kontakt z rodzeństwem? Nie byli zazdrośni o to, że mama poświęca Ci tyle uwagi?
Moja siostra, Jola, wraz ze swoją rodziną mieszka w Irlandii. W erze mediów społecznościowych możemy widzieć się i rozmawiać niezależnie od tego, jaka dzieli nas odległość. Moje siostrzenice oglądają każdy odcinek „Tańca z gwiazdami” i bardzo mi kibicują. Brat, Piotrek, mieszka w Warszawie, więc mogę do niego wpadać wtedy, kiedy chcę. Rodzeństwo nigdy nie było o mnie zazdrosne. Jest między nami spora różnica wieku. Gdy byłam małą dziewczynką, robili trochę za kolejnych opiekunów, a teraz są przyjaciółmi i źródłem wsparcia.

Imponuje mi Twoje zaangażowanie w to, co robisz. Nie masz jednak wrażenia, że praca pozbawiła Cię niektórych przywilejów dzieciństwa? Masz w ogóle przyjaciół ze szkoły?
Nie mam wielu i czasem jest mi z tego powodu przykro. Rodzina zawsze była dla mnie na pierwszym miejscu. Kiedy tylko miałam chwilę, poświęcałam jej maksimum uwagi. To oczywiście odbiło się na moich relacjach z rówieśnikami. Żałuję, że nie mam paczki oddanych przyjaciół spoza show-biznesu, z którymi mogłabym wyjść w piątek wieczorem na drinka i zwierzyć się ze swoich problemów, pogadać o wszystkim i o niczym. Na szczęście mam przyjaciółkę, Magdę, tancerkę, która jest ze mną na dobre i złe.

 

W szkole byłaś traktowana jak gwiazda?
Raczej doświadczałam ciemnych stron popularności. Najgorsze były momenty, kiedy zmieniałam szkoły – z podstawówki na gimnazjum i z gimnazjum na liceum. Trafiam do nowego środowiska, które musiało oswoić się z tym, że chodzi do klasy z Bożenką z „Klanu”. Znajdowałam ludzi, z którymi się trzymałam, ale byli też tacy, którzy mi dokuczali – nie mogli przeboleć, że opuszczam zajęcia, a mimo to zaliczam klasówki na piątkę.

Miałaś momenty, kiedy chciałaś zrezygnować z gry w „Klanie”?
Oczywiście. Wracałam po bardzo ciężkim dniu do domu i mówiłam: „Nie mam już siły, nie chcę grać, przezywają mnie w szkole i sobie z tym nie radzę”. A potem zaciskałam zęby i szłam dalej. Twoi rodzice rozwiedli się, kiedy miałaś 10 lat. Z perspektywy czasu myślę, że to wydarzenie miało duży wpływ na moje życie. Na szczęście decyzję o rozwodzie rodzice podjęli wspólnie i to był proces, przez który przeprowadzili nas bez zbędnych awantur i nieporozumień całą naszą rodzinę. Płakaliśmy razem z siostrą i bratem, ale staraliśmy się ich zrozumieć. Dzisiaj, kiedy co drugie dziecko wychowuje się w rozbitej rodzinie, pewnie łatwiej to zaakceptować. Wtedy jako jedyna w klasie miałam rozwiedzionych rodziców. Nie było to łatwe. Teraz patrzę na tamte wydarzenia inaczej. Chociaż na pewno moje relacje z ojcem na tym wszystkim mocno ucierpiały...

Po rozwodzie chyba nie działo się między Wami najlepiej.
Jestem typową „córeczką mamusi”. Z ojcem miałam sporadyczny kontakt, dlatego nasza relacja zanikła. Dzisiaj zaczynamy w zasadzie od nowa – staram się poznać go jako Agnieszka, dorosła kobieta.

Brak ojca ma wpływ na Twoje sercowe wybory? Zazwyczaj Twoi partnerzy są od Ciebie dużo starsi.
Jest taka psychologiczna teoria, że dziewczyny wychowywane bez ojca podświadomie szukają opiekuna w starszym partnerze. Mój pierwszy poważny związek był prawdopodobnie efektem takich poszukiwań.

Ile miałaś wtedy lat?
Prawie osiemnaście.

Nie szukałaś chłopaka w swoim wieku?
To nie chodzi o wiek, tylko o emocjonalną dojrzałość. Jeśli mężczyzna jest na poziomie, to można
z nim porozmawiać, czegoś się od niego nauczyć, a to dla mnie naprawdę ważne. Lubię otaczać się
ludźmi, przy których się rozwijam. Ale ważne, by ta relacja była partnerska.

O swoim pierwszym partnerze mówiłaś „opiekun”.
Wtedy byłam w takim momencie życia, że szukałam faceta, którego mogłabym traktować jak swojego przewodnika. Teraz jestem już na tyle dojrzała, że stawiam przede wszystkim na relacje partnerskie. Nie chcę być od nikogo zależna – lubię dostawać tyle, ile sama mogę dać drugiej osobie. Dla mnie w związku najważniejsza jest lojalność i wolność. Z jednej strony potrzebuję czuć się bezpiecznie, ale nie chcę, żeby ktoś mnie ograniczał.

A co z zazdrością?
Lubię, kiedy facet jest o mnie zazdrosny, ale w granicach rozsądku. Nie wyobrażam sobie wymówek z powodu wspólnego lunchu z kolegą czy przyjacielskiego uścisku na pożegnanie. Albo o to, że trenując, z partnerem tanecznym spędzam w sali cały dzień. Taniec, jak wiesz, wymaga dobrych relacji, inaczej nie będzie prawdziwy – mój życiowy partner nie może być zazdrosny o partnera, z którym tańczę. Podobnie w aktorstwie – do odegrania są czasem dosyć intymne sceny.

Walczyłaś kiedyś o mężczyznę?
Lubię zdobywać facetów, w końcu jestem lwicą (śmiech)!

 

Nawet za wszelką cenę?
Są granice, których nie przekraczam. Jeśli facet jest w związku, mogę się w nim zakochać, ale dopóki będzie z drugą kobietą, nie podejmę żadnych kroków, żeby z nim być. Wierzę w miłość idealną – szczęśliwy i harmonijny związek, który polega na wzajemnym zrozumieniu. Nie toleruję jednak
nudy – lubię zaskakiwać i być zaskakiwana.

Ile razy byłaś zakochana?
Zakochałam się trzy razy, byłam w dwóch związkach.

Więc jedna miłość niespełniona. Ta ostatnia?
Tak.

Czy to Ty powiedziałaś „stop”?
Oczywiście, bo wbrew temu, jaki mój wizerunek kreują media, nie nadaję się na kochankę.

Dlaczego? Czujesz, że zasługujesz na coś więcej?
Już powiedziałam, nie potrafi być „tą drugą” i umawiać się z kimś tylko na seks. Oczekuję, że facet, z którym zdecyduję się iść przez życie, okaże się na tyle dojrzały, że będzie w stanie podjąć decyzję, że jest ze mną. Tylko ze mną.

Jesteś teraz zakochana?
Zakochana może nie, ale zauroczona? Nie zaprzeczam. Aktualnie w pełni poświęcam się pracy. Nie mam czasu na nowy związek. Poza tym moja ostatnia relacja wiele mnie kosztowała, trochę „sparzyłam się” miłością.

Zdrada?
Nie, raczej brak decyzyjności. Relacje damsko-męskie są skomplikowane. Serce podpowiada ci jedno, a rozum drugie… Czasami trudno nadążyć.

Wykorzystujesz swoją urodę i seksapil na co dzień?
Nie, w ogóle. Choć zwyczajnie lubię czuć się piękna.

Kobiety traktują takie dziewczyny jak Ty, atrakcyjne i pewne siebie, jako zagrożenie. Doświadczasz tego?
Nie zastanawiam się nad tym, co sądzą o mnie inni. Staram się być dobrą, życzliwą i kulturalną osobą. Jeśli jednak ktoś za mną nie przepada, to trudno.

\Media wciąż spekulują o Twoich licznych romansach. Denerwują Cię te plotki?
Denerwuje mnie bezkarność mediów, które mogą bez żadnych konsekwencji pisać o wszystkim. Większość z tych historii nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, ale jak wiadomo ludzie wierzą gazetom… To smutne, bo później opisana osoba w zasadzie nie jest w stanie się obronić. Zresztą, ile razy można dementować bzdurne informacje, które czasami media powtarzają przez lata.

Najgorętszym newsem ostatnich tygodni jest Twój romans z Łukaszem Kadziewiczem, z którym tańczysz w „Tańcu z gwiazdami”.
No właśnie, kolejna rola, którą muszę odegrać, to rola kochanki Łukasza!

 

Co Was łączy?
Praca i taniec. Świetnie się dogadujemy, nie będę tego ukrywać. Dzięki udziałowi w „Tańcu…” dobrze się poznaliśmy. Przez ostatnie miesiące przeżyliśmy wspólnie chyba wszystkie emocje – od radości, ekscytacji, po smutek, załamania, totalne zmęczenie. Plotki o rzekomym romansie utrudniają nam przygotowania do kolejnych odcinków. Boimy się wyjść na wspólny lunch, bo zaraz paparazzi zrobią nam zdjęcie i napiszą, że byliśmy na randce! To okropne, ale był moment, że złapaliśmy się na tym, że coraz bardziej się od siebie oddalamy. Pamiętam, jak stanęliśmy naprzeciwko siebie i powiedzieliśmy: „K***, co my robimy?" Nie dajmy się zwariować! W końcu to my wiemy najlepiej, jaka jest prawda, a taniec to bliska relacja.

Jakie jest Twoje największe marzenie aktorskie?
Chciałabym zagrać czarny charakter. Czy dziewczyna o delikatnej urodzie nie może zagrać… diablicy? Marzę o takim wyzwaniu!

Media napisały już dla Ciebie taką rolę... (śmiech)
To prawda. Tylko to rola brukowców, a nie filmowa, serialowa czy teatralna. Ale dajmy ponieść się marzeniom! Chciałabym zagrać w filmie o tańcu. Pokazać, jakie wiążą się z tym dramaty i cierpienia młodych ludzi. Ile trzeba pracować, by chwilę wystąpić na scenie. To byłoby ciekawe, choć też trudne przedsięwzięcie. No, ale ja przecież kocham wyzwania, zwłaszcza te duże!