Przeczytajcie fragmenty wywiadów z prowadzącymi program „Dzień Dobry TVN”! Pełne rozmowy znajdziecie w najnowszej „Gali”, dostępnej od poniedziałku, 14 września!


DOROTA WELLMAN I MARCIN PROKOP

O co spytalibyście siebie nawzajem?
Dorota: o seks.
Marcin: i narkotyki.

Co z seksem?
Dorota: Seksu nie ma. i nie będzie, jesteśmy przyjaciółmi. A moim największym narkotykiem jest Marcin Prokop.

Jak się poznaliście?
Marcin: Poznaliśmy się w „Gali”, 13 lat temu. Byliśmy dziennikarzami. To był czas, kiedy Michał Wiśniewski pobierał się z Mandaryną. Dokładnie pamiętam, że kiedy robiliśmy ten materiał, wpadłem na Dorotę Wellman.
Dorota: Marcin na początku wydał mi się pustym bawidamkiem, a potem okazało się, że jest superfacetem.
Marcin: Pomyślałem o Dorocie, że dorasta do swojej telewizyjnej legendy. Słyszałem o niej opowieści od ludzi, którzy z nią pracowali. Miała ksywę „Kałasznikow” i rzeczywiście była szybkostrzelna. Nosiła krótkie, farbowane na blond włosy i skutecznie rozstawiała ludzi po kątach. Dla mnie była połączeniem stróża domu, druha drużynowego i pani prezes.

Kiedy się polubiliście?
Dorota: Szybko. Porozumiewawcze spojrzenia, uzupełniające się puenty, wspólne reakcje.
Marcin: okazało się, że łączy nas najsilniejsze spoiwo, jakie może łączyć ludzi
oprócz kompulsywnej, namiętnej miłości. Wspólne poczucie humoru. Byliśmy też ciekawi tego, co nas różniło. Pracowałem wtedy w MTV, miałem inne towarzystwo, inne zainteresowania, wymienialiśmy się tymi światami.

MAGDA MOŁEK I MARCIN MELLER

Które z Was było pierwsze w „Dzień Dobry TVN”?
Marcin: Zaczynaliśmy razem, ale osobno. Ja z Kingą Rusin prowadziłem dosłownie pierwsze wydanie. Magda pracowała wtedy w parze z Olivierem Janiakiem.

Marcin, na pięć lat odszedłeś z programu. nie żałowałeś?
Marcin: Wtedy odszedłem, bo wydawało mi się, że mam dosyć. Z dzisiejszej perspektywy to była dobra decyzja, bo dzięki niej mogę teraz prowadzić program z Magdą. (śmiech) Powrót? Zabawne: byłem spokojny, przecież tego się nie zapomina, jak jazdy na rowerze. ale kiedy przyszła ta pierwsza po latach sobota, byłem zwyczajnie przestraszony. dzięki Magdzie dałem radę, zawsze wiem, że w razie czego wyratuje nas z tarapatów.

To Magda z Was dwojga panuje nad sytuacją?
Marcin: Ja generuję chaos, czasem coś chlapnę. Magda przywraca równowagę.
Magda: Prawda jest taka, że kiedy sytuacja zaczyna się wymykać spod kontroli, to do mnie wydawcy kierują błagalne prośby, by przystopować redaktora.

Co Was najbardziej różni?
Marcin: Magda bywa podłamana moim totalnie koszarowym poczuciem humoru.
Magda: Marcin potrafi na wizji klepnąć mnie po plecach i z wyższością zwrócić się do mnie „kobieto!”. nie wiem, czy innym się to podoba, mnie niekoniecznie.

Marcin: A dla mnie to dowód, że traktuję Magdę jak superkumpla. Jeszcze o różnicach: często zadajemy kompletnie różne pytania. Magda mnie zaskakuje, potraf dotrzeć do emocji gościa w sposób, w jaki ja bym nie potrafi. Uzupełniamy się.
Magda: a czasem jesteśmy bardzo podobni. Ostatnio zaczynamy mówić to samo. Mam nadzieję, że na razie jeszcze osobno myślimy. ale w tych samych momentach płaczemy i w tych samych się śmiejemy.

 

KINGA RUSIN I BARTOSZ WĘGLARCZYK

Gdyby mnie tu nie było, o czym rozmawialibyście przy porannej kawie?
Bartosz: O filmach, o miłości, o życiu.
Kinga: Bartek ze mną o miłości, a ja z Bartkiem o polityce. Bartka traktuję jak moją prywatną agencję prasową. On wie wszystko bardziej, lepiej, szybciej, więc gdy czegoś nie jestem pewna, dzwonię do niego.
Bartosz: A Kinga jest moim przewodnikiem po zawiłościach kobiecego świata.
Kinga: Tłumaczę Bartkowi, co myślą kobiety.
Bartosz: i bardzo ci za to dziękuję.

Jesteście dla siebie jak rodzina?
Bartosz: Kiedy jesteśmy razem, odpoczywamy od udawania. Znamy swoje słabości.
Kinga: Widzieliśmy się i w dresach, i w strojach balowych. W parkach, na rowerach, na basenie. razem spędziliśmy nawet kiedyś Wigilię.

Zdarza się Wam pokłócić?
Kinga: Dziwię się, kiedy czasami czytam
komentarze, że dogryzamy sobie z Bartkiem na wizji. Przez siedem lat wspólnej
pracy mieliśmy może jeden gorszy dzień. Ale taka opinia wynika stąd, że u nas nie ma letnich rozmów.
Bartosz: Letnie nas nudzą.
King:: Pamiętam, jak kiedyś dyskutowaliśmy od siódmej wieczorem do czwartej nad ranem. O wszystkim. Różnimy się poglądami na niektóre sprawy, ale zawsze szanujemy.

Jak się poznaliście?
Kinga: Dwadzieścia lat temu w Stanach. Bartek przyjechał wtedy na stypendium na uniwersytecie w Chicago i na chwilę wpadł do Waszyngtonu, gdzie akurat mieszkałam. Poprosił, żebym pomogła mu kupić kurtkę.
Bartosz: Spędziliśmy cały dzień w galerii handlowej niedaleko Pentagonu.
Kinga: Mieliśmy oboje po dwadzieścia kilka lat. Byłam świeżo upieczoną mężatką. Uczyliśmy się zawodu i życia. Stany nas połączyły. Ja byłam tu też wcześniej, jako 20-latka. Przez pięć miesięcy opiekowałam się dziećmi, żeby zarobić na letnie kursy w college’u w Chicago.
Bartosz: Ja pracowałem w Subwayu, żeby dorobić do stypendium na Uniwersytecie Georgetown. Po trzech miesiącach nie mogłem patrzeć na kanapki. do dzisiaj nie wchodzę do Subwaya.

ANNA KALCZYŃSKA I JAROSŁAW KUŹNIAR

Wspólna praca w „Dzień dobry TVN” to adrenalina czy stres?
Anna: adrenalina. Jarek dał się poznać jako nieustępliwy, twardo stąpający po ziemi dziennikarz. Liczę, że wniesie do „Dzień dobry TVN” nową energię. Może zacznie pierwszy program od pocałowania kamery, bo tak pożegnał się w TVN24.

Jest między Wami harmonia?
Jarosław: słyszałem, że będziemy podrzynać sobie gardła. (śmiech) w telewizji każdy poranek przynosi niespodziankę. Często budzimy się w zupełnie innej rzeczywistości. Trzeba szybko reagować. Może się okazać, że polityk PiS-u zaleje kawą pierwszą stronę „Gazety Wyborczej” i już jest skandal. Gdy goście przed programem pytają mnie, o czym będziemy rozmawiać, mówię im, że o życiu.
Anna: Telewizja karmi się osobowościami. My będziemy się pięknie różnić.

I rywalizować?
Anna: rywalizacja mnie motywuje. Do pewnego stopnia każdy w telewizji gra na siebie.
Jarosław: Telewizja tylko z pozoru jest ładnie uczesana i upudrowana. Pod skórą, za kamerą jest prawdziwe życie: radość, złość, wkurzenie, łzy. Lubię to.
Wasz układ to dobry i zły policjant?
Anna: łączy nas to, że jesteśmy rodzicami, wiemy, czego chcemy i oboje głęboko „siedzimy w sieci”. Dzielą nas poglądy.
Jarosław: Liberalny lewak, jak czytam o sobie, i konserwatystka. Cała frajda w tej różnicy.

Często padał Pan ofiarą hejtu. Można się na to uodpornić?
Jarosław: Tłum? Dziś kocha, jutro nienawidzi. w zachowaniu równowagi pomaga mistrz, chociaż to słowo dzisiaj jest niemodne. Kiedy ten, któremu ufasz, powie, że coś spieprzyłeś, wtedy można się zacząć martwić.