Twoi przyjaciele mówią, że masz duszę wojownika i charakter hazardzistki.

Dzięki wyzwaniom żyję i cały czas się rozwijam. Jeśli słyszę od przyjaciółki: „Ewa, stuknij się w głowę, to się nie uda”, muszę udowodnić, że jest inaczej.

To wojowniczka. A co z hazardzistką?  

Ryzyko mnie podnieca – potrzebuję adrenaliny do życia tak jak powietrza. Od dziecka uwielbiałam wszystko, co niebezpieczne. Wychowywałam się z bratem i jego kolegami – łaziłam po drzewach, budowałam w lesie szałasy, grałam w piłkę. Często moje nogi były tak posiniaczone, że nie mogłam nosić sukienek. Dziś rekompensuję to sobie sporadycznymi wizytami w kasynie! Chodzę tam z określoną sumą pieniędzy, bo wiem, gdzie są granice dobrej zabawy.

Ryzykujesz, nawet jeśli czujesz, że możesz nie podołać?

Nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych. Prowadzę biznes, codziennie podejmuję ryzykowne decyzje. Działam w granicach zdrowego rozsądku, tak by nie narazić się na  bankructwo czy utratę zdrowia. Jestem matką, więc ponoszę odpowiedzialność też za moją córkę.

Ewa, mówisz tak, jakbyś właśnie wróciła z warsztatów coachingowych ze Stanów (śmiech).

Nie mówię publicznie o swoich niepowodzeniach. Praca w mediach to sinusoida  – raz jesteś na szczycie, a następnego dnia nikt o tobie nie pamięta. To jak z supermodnym płaszczem, który po sezonie ląduje na dnie szafy.

W wieku 23 lat zdobyłaś tytuł Miss Polonia, o którym marzyły tysiące dziewczyn. Potem zostałaś sekretarzem prasowym w rządzie premiera Waldemara Pawlaka. Mogłaś wtedy uwierzyć, że popularność będzie trwać wiecznie…

Koleżanki mamy martwiły się, że woda sodowa uderzy mi do głowy (śmiech), ona była o mnie spokojna – wiedziała, że zostałam dobrze wychowana. Mam szczęście do ludzi. Kiedyś powiedziałam w wywiadzie, że jestem sumą życzliwości osób, które spotkałam na swojej drodze. Na pierwszym miejscu są rodzice. Poza tym miejsce, z którego pochodzę, też determinuje moją osobowość.

Mowa o wsi Klęczany niedaleko Gorlic. Nigdy nie wstydziłaś się tego, że jesteś ze wsi?

Mieszkańcy Klęczan mówili o mnie „nasza Ewa” (śmiech). Całą rodziną zajmowaliśmy się prowadzeniem gospodarstwa. Ja też pracowałam w polu. Mimo że rodzice nie mają wyższego wykształcenia, wrażliwości i życiowej wiedzy mogliby im pozazdrościć światowej sławy profesorowie.

Tytuł najpiękniejszej Polki sprawił, że o Twoje względy zabiegało wielu mężczyzn. Podobno oświadczył Ci się jeden z afrykańskich królów!

Byłam po uszy zakochana w swoim chłopaku i nie widziałam świata poza nim, choć ustawiały się do mnie kolejki mężczyzn! Wśród potencjalnych kandydatów znajdowali się m.in. znani politycy, aktorzy i biznesmeni...

Co wtedy dla Ciebie oznaczał tytuł Miss Polonia?

Na pewno otworzył przede mną nowe możliwości. Mogłam poznawać ludzi, o których wcześniej czytałam, podróżować po świecie – zapraszano mnie na wybory do Afryki, Londynu, Francji…

I był przecież jeszcze wymarzony samochód – czerwony Ford.

Po latach mogę się wreszcie do czegoś przyznać… Cieszyłam się z tytułu Miss Polonia, ale kiedy stałam na scenie, liczyło się tylko to, że za chwilę pojadę do akademika pochwalić się chłopakom nową furą.

Euforia związana z wygraną minęła,  a Ty musiałaś zmierzyć się z popularnością.

W 1992 roku wybory miss były jednym  z najważniejszych wydarzeń w roku. Kiedy telewizja transmitowała galę, ulice się wyludniały! Nigdy nie spotykałam się z takimi przejawami popularności jak wtedy. Zaczepiały mnie na ulicy staruszki, gratulując sukcesu, a panowie uśmiechali się zza szyb samochodów, kiedy staliśmy na światłach.

 


Pełen wywiad z Ewą Wachowicz znajdziesz w nowej "Gali", dostępnej od poniedziałku, 1 lutego!