Nie oszukujmy się, to nie zdarza się zbyt często. Tak jednak było. Po raz pierwszy zobaczyłem ją w 1988 roku. Moja starsza siostra przyniosła do domu jej płytę. Na okładce była Ona. Oryginalna, niepokojąca, diabelsko zgrabna, z ręką umazaną czerwoną farbą. Kayah. Wtedy nie wiedziałem jeszcze, że tak naprawdę nazywa się Katarzyna Szczot, a płyta, którą tak się zachwycałem, wyprodukowana przez Johna Portera, na długie lata wpędzi ją w gigantyczne kłopoty – prawne i artystyczne... Zostałem fanem. Najwierniejszym i oddanym. Przez kolejne lata śledziłem jej karierę, mocno trzymając kciuki. Wiedziałem, że pewnego dnia zostanie wielką gwiazdą. Nie pomyliłem się. W 1995 roku ukazała się jej pierwsza w pełni autorska płyta „Kamień”.

 


A potem nagrody, festiwale, kolejne albumy. Dziewczyna szła jak burza. Pod koniec ubiegłego milenium stało się to, co musiało się stać. Jej pokora, praca i talent zostały nagrodzone. Płyta, którą nagrała
z Goranem Bregoviciem, sprzedała się w przeszło 700-tysięcznym nakładzie! Dziś to jest wynik niewyobrażalny! Kayah była na szczycie. Rozpierała mnie duma, choć rok wcześniej wokalistka na dobre złamała mi serce. Wyszła za mąż za holenderskiego producenta telewizyjnego Rinke Rooyensa. W tym samym roku urodził im się ich jedyny syn Roch. Kolejne lata, kolejne sukcesy. Programy telewizyjne, festiwale, zapierające dech w piersi stylizacje, fryzury i operacje plastyczne. Tych ostatnich nie rozumiałem. Bo dla mnie i tak od zawsze była ideałem kobiety. W 2001 roku Kayah razem ze swoim przyjacielem Tomaszem Grewińskim założyli wytwórnię płytową Kayax. Wspólnie odkrywają wiele młodych talentów. Biznes kwitnie, jednak miłość z Rinke kończy się bezpowrotnie. Na horyzoncie pojawia się Sebastian Karpiel Bułecka. Kayah rozkwita po raz kolejny. Jednak media nie są dla nich łaskawe. Związek się rozpada, Kayah znajduje ukojenie w kabale i komponowaniu.

 

W 2010 roku pojawia się jej kolejna płyta „Skała”. Robi furorę. W tym samym czasie Kayah podupada na zdrowiu. Tabloidy nie zostawiają na piosenkarce suchej nitki, a na salonach szepcze się o jej licznych zabiegach estetycznych i problemach z alkoholem. Artystka rzuca się w wir pracy. Jest perfekcjonistką. Jednocześnie pomaga innym. Koncertów, na których wystąpiła charytatywnie, nikt nie zliczy. Na scenie zawsze przebojowa, a jednocześnie nieśmiała i niepewna siebie. Jakby nie dowierzała, że jest wystarczająco dobra, wystarczająco atrakcyjna, wystarczająco szczupła. Kayah – kobieta instytucja. Kayah – kobieta zjawisko. Wielki talent. Nie żałuję tej miłości!