Dlaczego bierzesz udział w programie „Twoja Twarz Brzmi Znajomo”?
Mogę w nim robić to, co kocham. Ten program jest dla mnie. Oprócz wyzwania i świetnej zabawy, narzędziem do tego, żeby się realizować. Pieniądze, które dzięki niemu zarobię, przeznaczę na płytę.

W tym roku minie 18 lat, od kiedy debiutowałaś w „Klanie”. Nie jesteś znudzona postacią, którą grasz?
To nierozerwalna część mojego życia, która wiele mi dała. Oprócz tego, że mam luksus stałej pracy, to granie w tym serialu sprawia mi przyjemność i mam nadzieję, że tak już zostanie. Co najmniej na kolejne 18 lat. (śmiech)

W 2001 roku zostałaś laureatką nagrody im. Anny Jantar w konkursie Debiuty na FPPO 2001. Dlaczego nie kontynuowałaś kariery wokalnej?
Nigdy nie wycofałam się ze śpiewania. To od zawsze była moja największa pasja. Przez te wszystkie lata, kiedy poza „Klanem” nie pojawiałam się publicznie, kształciłam się w tym kierunku. Ale na jakiś czas postanowiłam „zniknąć”. Potrzebowałam złapać trochę dystansu do siebie i wszystkiego, co mnie otaczało. Bycie nieustannie ocenianą przez innych jest trudne. Wydaje mi się, że nikt tego nie lubi. Człowiek czuje się wtedy pod ciągłą presją, która czasem stawia pod ścianą i zmusza do robienia rzeczy nie do końca w zgodzie ze sobą, których później żałuje.

Jak z perspektywy czasu oceniasz piosenkę „Mała Chinka”, którą zaśpiewałaś z Funky Filon?
Zadzwonił do mnie kumpel i powiedział, że nagrywa płytę. Poprosił, żebym nagrała refren w jednej z piosenek. Wytłumaczył mi tylko tyle, że sam „osławiony” zwrot to fragment piosenki przedszkolnej, a nie jego słowotwórstwo, jak założono później. Przyznaję, że nie zastanawiałam się kompletnie nad odbiorem tego utworu. Szczerze, nie sądziłam nawet, że ktoś o tym usłyszy. Nagle okazało się, że „Chinka” jest popularna, a wszystko co złe poleciało na mnie. Byłam tym zaskoczona. W pewnym momencie poczułam się wręcz zaszczuta. Ale mówi się trudno i idzie się dalej. To było dziesięć lat temu. Każdy ma w życiu swój zbiór porażek i sukcesów.

Co na planie „TTBZ” sprawia Ci największą trudność, a co przyjemność?
Największą trudnością było pokonanie tremy. Ostatni raz na scenie stałam 10 lat temu. Śpiewanie w warunkach studyjnych, na lekcjach to jedno, a występowanie przed publicznością to zupełnie co innego. Tego typu umiejętności można opanować tylko w praktyce. Ale robię postępy. (śmiech) A przyjemności? Wspaniali ludzie dookoła, ciężka kreatywna praca, energia, którą dostaję od publiczności, i to niepowtarzalne uczucie, kiedy stojąc na scenie, mam w głowie taką myśl: „Jestem tu i naprawdę to robię!”. Bardzo mi tego brakowało i jestem szczęśliwa, że mogę robić to, co kocham