Choć początkowo można było ulec złudnemu wrażeniu, że Karolina Pisarek i Marta Gajewska-Komorowska nie podołają trudnym fizycznie zadaniom, modelki szły jak burza przez "Ameryka Express". Spotkaliśmy się ze zwyciężczynią programu, która opowiedziała nam o tym, co dodawało jej siły, jak modeling przydał się w programie i jak smakował... móżdżek, który był jednym ze "smakołyków" w Gwatemali.

Karolina Pisarek o "Ameryka Express"

Modelka nie ukrywała w programie, że zarówno ona jak i jej przyjaciółka są bardzo wierzącymi osobami. Dziewczęta wielokrotnie podkreślały, jak ważna wiara była dla nich podczas wyścigu. Karolina opowiedziała nam o znaczącej dla niej przygodzie z lokalnym pastorem:

Pamiętam, że nikt nie chciał się zatrzymać, pomodliłam się wtedy. Myślałam: "Boże, pomóż mi". Gdy weszłyśmy w końcu do auta usłyszałam utwory religijne, które znam. Zaczęłam rozmowę z kierowcą mimo że nie mówił po angielsku, okazało się, że był pastorem. Ten człowiek przewiózł nas 300 kilometrów choć wcale nie jechał w tę stronę. (...) Zawiózł nas do mety i pobłogosławił. Dziękuję Ci, Boże. To głęboka dla mnie historia, która uświadomiła mi, jak wielką moc ma modlitwa i wiara - opowiada.

Modelki do finału trafiły z braćmi Collins. Pisarek przyznaje, że od początku byli bardzo pomocni:

Oni przyszli do nas na samym początku i chcieli zrobić coś, żeby sobie pomagać. My powiedziałyśmy im, że nie chcemy opierać się na chłopakach, ale to dało nam na początku motywację - zdradza.

Zapytana o to, czy bycie ładną dziewczyną w programie takim jak "Ameryka Express" pomaga, Karolina odpowiedziała:

Wcale tak nie jest. Tak jak książkę oceniasz po okładce, tak ładną dziewczynę uznajesz za słabą. Miałam taką sytuację w programie, kiedy trzeba było uciąć kiść z drzewa. Pamiętam, że zrobiłam to szybko. Każdy się zastanawiał, jak nam się to udało. Jak już dojechałyśmy na metę, to produkcja stwierdziła: "Myśleliśmy nawet, czy wam pomóc, a wy to zrobiłyście".

Zobacz drugą część rozmowy z Karoliną Pisarek tutaj: