Trudno umówić się z Tobą na wywiad…
To nie kokieteria – jestem po prostu szalenie zajęta. Żyję w ciągłym napięciu – spotkania, terminy, wyjazdy. Staram się nad wszystkim panować, nie spóźniać się i dotrzymywać słowa. Pokazy, kolejna edycja „Top Model” – to nie są zajęcia, które dają się ująć w sztywne ramy czasowe. A ja w pracy – tak jak w życiu – jestem konkretna. Jeśli coś robię, angażuję się w to w stu procentach i nie obniżam jakości.
Nie odpuszczasz nawet, reżyserując 300. pokaz z kolei?
Absolutnie nie. Przez to moja praca jest tak absorbująca. kiedyś robiłam zestawienie pokazów, którymi zajmowałam się w danym sezonie, i okazało się, że jest ich 30 albo 40 w roku, czyli w najgorętszym momencie – kilka w miesiącu.
I nie masz wtedy wrażenia, że popadasz w rutynę, zaczynasz myśleć schematami?
Praca nad pokazem mody to praca twórcza. każdy z nich jest dla mnie czymś wyjątkowym. Bywa intymnym, artystycznym przeżyciem, ale też ciężką fizycznie pracą i logistycznym wyzwaniem. Trudno mówić o schematach.
W pracy narzucasz innym swoje zdanie?
za każdym razem siadam na miejscu widza i zastanawiam się, co wyniesie z danego pokazu. Projektanci mają inne osobowości i odmienny styl pracy. Jeden myśli o pokazie już w fazie powstawania kolekcji, drugi mniej się na tym skupia. staram się z tych pomysłów, oczekiwań i marzeń zbudować pokaz. Oczywiście ludzie, którzy nie śledzą świata mody, mogą uważać, że zorganizowanie pokazu to żaden problem – modelka wchodzi, wychodzi, trochę światła i muzyki… Jednak stali bywalcy wiedzą, że to często wysublimowane projekty artystyczne, które muszą być czytelne na różnych poziomach i przede wszystkim wywoływać emocje.
Jesteś surowa?
Jestem reżyserką i choreografką. O tym, jak będzie wyglądał pokaz, najpierw rozmawiam z projektantem. Potem następuje złożony proces produkcji, ale ostatni etap pracy rozgrywa się w ciągu dwóch dni. W noc poprzedzającą pokaz budujemy scenografii, ustawiamy światła, a od rana trwają próby. Jestem precyzyjna – lubię, kiedy efekt pokrywa się z tym, co wymarzyliśmy sobie z projektantem.
Jeden z pokazów Chanel odbył się w scenerii supermarketu, Marc Jacobs na wybiegu ustawił tory z lokomotywą – światowi projektanci lubią zaskakiwać swoimi pokazami. Polakom wciąż brakuje odwagi?
Nic podobnego! Nie brakuje im ani wyobraźni, ani odwagi – borykają się raczej z budżetami! (śmiech) Trzeba jednak pamiętać, że moda ma skłonność do nieznośnych przerostów, które tylko niekiedy bywają sztuką. Czasem warto zrobić coś prostego, surowego, a przekaz będzie jeszcze silniejszy. Moda – podobnie jak inne dziedziny sztuki – wymaga wyczucia.
Ty je masz?
Odnoszę takie wrażenie. (śmiech) Od tego wyczucia zależy, czy coś jest wybitne, czy przeciętne. W pracy nawiązuję z projektantami niezwykłe relacje – oni wpuszczają mnie do swojego świata, dzielą się pomysłami, emocjami. A ja muszę być zawsze przytomna, czasem krytyczna w stosunku do nieczytelnych koncepcji – zarówno projektanta, jak i swoich. Taka jest rola reżysera.

 

Ludzie, którzy z Tobą pracują, chwalą Twój profesjonalizm, nazywają „cesarzową polskiej mody”.
(śmiech) Cesarzową? To określenie kojarzy mi się z kimś, kto wydaje polecenia innym, siedzi na tronie i wymaga bezwzględnego posłuszeństwa. A ja przecież sama ciężko pracuję.
Nie masz czasem poczucia, że zbyt wiele od siebie wymagasz?
W mojej pracy nie ma miejsca na gorszy dzień. Każdy jest zmaganiem ze swoimi słabościami. Ale to mnie nakręca, mobilizuje i podnieca.
Zawsze byłaś taka ambitna?
Od dziecka byłam zdyscyplinowana. W wieku siedmiu lat trafiam do zespołu muzyki dawnej. Żyłam na scenie, dużo koncertowałam. Zmagałam się z napięciem i stresem. Wtedy zrozumiałam, że potrzebuję artystycznych uniesień, by móc dobrze funkcjonować.
Chyba jesteś sentymentalna.
(śmiech) Wiesz, że tak? Kiedy podczas pokazu staję w reżyserce, często o tym myślę. Wzrusza mnie muzyka, widok modelek, które idą po wybiegu. Myślami przenoszę się na scenę XVI-wiecznego kościoła we Francji, gdzie jako dziecko koncertowałam któregoś lata. Wtedy czułam podobne uniesienie! (śmiech) Z perspektywy czasu myślę, że tamte doświadczenia mnie ukształtowały. Nauczyciele muzyki stawiali mi wysoko poprzeczkę, nigdy nie dawali taryfy ulgowej. Mówili, że nie interesuje ich przeciętne wykonanie – musi być perfekcyjne.
Studiowałaś na czterech kierunkach – kulturoznawstwie, aktorstwie, dziennikarstwie i reżyserii. Długo szukałaś zajęcia dla siebie?
Ciągle poszukuję nowych bodźców i emocji. W pewnym momencie odkryłam, że reżyserowanie mody to jest to, co chcę robić, i zaryzykowałam. Nigdy nie przypuszczałam, że znajdę się w tym miejscu, w którym jestem teraz. Ba! Nie istniały nawet ku temu żadne przesłanki – żyliśmy w innych czasach, praca reżysera pokazów była totalną abstrakcją!
Jak zareagowaliTwoi rodzice, kiedy powiedziałaś im, co chcesz robić?
Niepokoili się, ale wierzyli, że wiem, co robię. Byłam odpowiedzialnym dzieckiem – podróżowałam po świecie razem z zespołem. Czasami długo nie pojawiałam się w szkole, ale nie miałam zaległości. Moi nauczyciele-dyrygenci, państwo Danielewiczowie, szalenie świadomi i wykształceni ludzie, dbali, by członkowie zespołu dobrze się uczyli. Poza tym miałam obowiązek pisania pamiętnika. Do dziś pamiętam, jak każdego wieczoru siadałam przy biurku i skrupulatnie relacjonowałam na jego kartach, co działo się danego dnia.
To miało Cię nauczyć pisania?
Przede wszystkim dyscypliny, skupienia, umiejętności opisywania swoich wrażeń. Na początku to były proste relacje typu „Wstałam, umyłam się, poszłam zjeść śniadanie… Wieczorem grałam koncert”. Potem, co odkryłam kilka lat temu, kiedy wróciłam do tych pamiętników, wszystko się zmieniło – stałam się uważna na szczegóły, opisywałam emocje…

 
 

Czym się wtedy zachwycałaś?
Sztuką. Chciałam być aktorką, zdawałam do łódzkiej filmówki, ale odpadłam na trzecim etapie. Bardzo to przeżyłam, ale potem dopięłam swego – zrobiłam dyplom i pracowałam w teatrze.
Tam zaczęła się Twoja przygoda z modą?
Niezupełnie. Wcześniej Grzegorz Kempinsky, reżyser i mój profesor, zaproponował mi wyreżyserowanie pokazu dyplomowego studentów projektowania ubioru. Studiowałam wtedy w Łodzi, mieście kojarzonym z modą. Z Krajowej Izby Mody wypożyczyłam wybieg na pierwszy pokaz. Wszystko znakomicie się udało i rozpoczęłam współpracę z agencją mody. Rynek dynamicznie się rozwijał – pojawiały się pierwsze komercyjne marki, projektanci, którym potrzebny był ktoś, kto zajmie się pokazami, modelkami. Świetnie się w tym odnajdywałam, dostawałam kolejne zlecenia.
Pierwsza porażka?
Nauczyłam się nie postrzegać niektórych sytuacji w kategorii porażki, raczej wyciągałam z nich lekcje, co robię do dziś. Ale zdarzyło mi się płakać w samotności i zastanawiać, czy wybory, których dokonałam, są właściwe.
Jeśli już jesteśmy przy wyborach – skąd wiesz, patrząc na uczestniczki „Top Model”, która z nich nadaje się na modelkę? Większość tych dziewczyn nie jest obiektywnie atrakcyjna.
To kwestia doświadczenia, obserwacji rynku. Po 20 latach pracy z modelkami widzę, która z nich ma potencjalne szanse, by zaistnieć w zawodowym modelingu.
Czasami musisz powiedzieć 19-letniej dziewczynie, która przychodzi do programu z nadzieją na wielką karierę, że się do tego nie nadaje.
To najtrudniejszy moment. Niezbędne jest wyczucie i empatia. Z drugiej strony, jeśli ktoś decyduje się na karierę w modelingu, musi się z tym liczyć. Rozmowa z ludźmi to ważny element mojej pracy. Bez dobrej komunikacji nie ma sukcesu. Pracując z 18-letnimi dziewczynami, muszę być dla nich nie tylko wymagającą szefową, ale też trochę matką, która zrozumie ich problemy i pomoże je rozwiązać. One są przecież w tym wszystkim najważniejsze – bez nich nie odbędzie się żaden pokaz.
Zdarza Ci się na nie krzyczeć? Masz chrypkę…
(śmiech) Mam chrypkę, bo ciągle mówię, jak nauczycielka w szkole!
Co jest dla Ciebie najważniejsze we współpracy z innymi?
Jestem coraz bardziej wymagająca. Nie toleruję manipulacji i kłamstwa. Chciałabym, żebyśmy w końcu umieli szczerze cieszyć się z sukcesów innych.
Przyjaźnisz się z ludźmi, z którymi pracujesz?
To branża, w której bez zaufania i dobrych relacji trudno kreować coś twórczego. Ale ważniejszy jest szacunek, nieprzekraczanie granic i zachowanie zdrowego dystansu między życiem prywatnym a zawodowym.

 

Jesteś kobietą sukcesu – dostajesz zaproszenia na warsztaty coachingowe, wykłady.
Bo większości wydaje się, że prowadzę łatwe i atrakcyjne życie, ale oczywiście nie w tym rzecz. Program „Top Model” przybliżył innym mój zawód. Ludzie chcą o tym słuchać i iść w moje ślady. Paradoksalnie telewizja odczarowała branżę mody. Pokazałam, że jesteśmy ludźmi, którzy ciężko pracują, mają długie zawodowe życiorysy, a ich codzienność to nie tylko czerwony dywan.
Przed Tobą intensywna jesień – pokazy, kolejna edycja „Top Model”. Co robisz, kiedy odpoczywasz?
Znikam. (śmiech) A tak poważnie – ćwiczę, podróżuję i słucham muzyki.
Klasycznej?
Z tego wyrosłam, ale lubię też muzykę współczesną, jazz. Muszę być na bieżąco, bo muzyka to ważny element pokazu.
Kiedy planujesz wakacje?
Na wakacje mam czas zimą. To miesiące totalnego oderwania od rzeczywistości. Wyjeżdżam tam, gdzie nie ma zasięgu. (śmiech)
Domek na wsi? Bezludna wyspa?
I to, i to. Kocham też miasta. Ich rytm, gwar, ludzi. Uwielbiam się włóczyć po świecie, odkrywać i być zaskakiwana. Czuję, że jeszcze wszystko przede mną…