Pierwsza miłość

Omenaa Mensah

Kiedy pierwszy raz odwiedziłaś swoją rodzinną Ghanę?

Dopiero dwa lata temu. Z podróżą do Ghany było jak z miłością od pierwszego wejrzenia. Afrykę można pokochać albo odrzucić, nie ma tu miejsca na letnie emocje – ja wpadłam po uszy. Wszystko zaczęło się od przypadku. Akurat kiedy zakładałam Fundację Omenaa Foundation, mój wspólnik wrócił z Ghany z zaproszeniem na obchody urodzin króla Asantehene of Asante Otumfuo OSEI tutu II, z rodu, z którego się wywodzę. Pojechaliśmy tam. To była wielka impreza na stadionie z udziałem przywódców
mniejszych dystryktów, prywatna audiencja, wymagane protokołem prezenty i dworska etykieta. Niezwykłe doświadczenie.
Z Ghany pochodzi Twój ojciec. Macie dobry kontakt?
Tak, teraz mieszka w Londynie, dzwonimy do siebie nawet po kilka razy dziennie! Mój ojciec, Opoku-Ware, przyjechał do Polski na studia. Jest kardiochirurgiem, robi przeszczepy narządów w klinikach na całym świecie. Mówi pięcioma językami, po polsku tak dobrze, że nawet czasem mnie poprawia: „Omenko, powiedz to w dopełniaczu!”. Marzy, żeby zbudować szpital w Ghanie… Kiedy mu powiedziałam, że zakładam fundację, rozpłakał się ze szczęścia. To on doradził mi, żebym nie pokazywała Afryki tak, jak stereotypowo pokazują ją inne fundacje czy media: brudnej i biednej, oczekującej współczucia i litości.

A jak inaczej pokazywać Afrykę?

W naszym kalendarzu pokazana jest w pięknym, wręcz wytwornym wydaniu. Przecież to w końcu najbogatszy kontynent! Są tu cenne złoża: mangan, złoto, diamenty, srebro, ropa, gaz. Pokazywanie biedy niczego nie zmieni. Afryka nie potrzebuje jałmużny, tylko inwestowania. Dlatego zdecydowałam, że będę inwestowała w edukację najmłodszych Afrykańczyków, żeby w dorosłym życiu mogli usamodzielnić się i wyrwać z biedy. Z domu wyniosłam naukę, że tego, co mam w głowie, nikt mi nigdy nie odbierze. Edukacja jest największą wartością. Dlatego tak mi zależy, żeby zbudować szkołę w Ghanie. Uruchomiłam też stronę Omenaa.pl, przez którą można wpłacać datki na stypendia dla tych dzieciaków, by mogły się uczyć, zanim
powstanie sam budynek.


Wrażliwość jest dobra

Weronika Książkiewicz

Czym Maroko Panią zachwyciło?
Najpierw mnie zaskoczyło: było zimno! Dużo padało, ale ponieważ zdjęcia robiliśmy w porze „magic hour”, tuż przed zachodem słońca, kiedy zazwyczaj deszcz się uspokaja, wszystko się udało. Maroko zachwyciło mnie kolorami, zapachami, olejkami, przyprawami i wspaniałą przyrodą.
Łatwo się Pani wzrusza?
Jestem za bardzo emocjonalna, ale pracuję nad tym. Wrażliwość jest dobra, zwłaszcza w moim zawodzie, jednak nadwrażliwość może być niebezpieczna. Zbyt duże emocje przeszkadzają realnie oceniać sytuację, przez nie za bardzo koncentrujemy się na sobie. Moim zdaniem, jeśli wyciszy się emocje i pozwoli dojść do głosu rozumowi, można pomagać tym, którzy tego potrzebują.
Opowieść o dzieciach z Ghany, marzących o tym, żeby iść do szkoły, jest bardzo poruszająca. Jakie emocje towarzyszyły Pani podczas sesji do kalendarza, który ma promować tę akcję?
Czułam, że nawet jeśli coś mi się nie do końca podoba, jestem zmęczona albo coś zrobiłabym inaczej, muszę odpuścić, bo tu nie chodzi o mnie, nie ja jestem ważna, tylko cel. W Maroku wydarzyła się piękna rzecz, która dała mi wiele do myślenia. Byliśmy w różnych miastach, hotelach, także i tych na pustkowiach – mieliśmy tam
problem z internetem. Odłożyliśmy więc telefony i zaczęliśmy więcej ze sobą rozmawiać. Już dawno nie odbyłam tylu pasjonujących dyskusji z ludźmi, to było przepiękne! Teraz zdecydowanie częściej
wyłączam telefon.


Pomagać światu

Katarzyna Bujakiewicz

Często angażujesz się w akcje charytatywne. Nie umiesz odmawiać czy masz taką potrzebę?
Mam takie skłonności. Wiele lat temu przyjaciółka Darii Trafankowskiej stawiała mi karty i wyczytała w nich, że będę intensywnie działać charytatywnie. Wydało mi się to wtedy niedorzeczne, ale z czasem takie sytuacje same zaczęły do mnie przychodzić. Działam w fundacjach, pomagam dzieciom, a kiedy na planie serialu zobaczę, że ktoś z ekipy ma gorszy dzień, momentalnie staram się poprawić mu humor. Już w szkole byłam takim „klasowym klaunem” – lubiłam rozśmieszać, zabawiać rówieśników. Teraz też potrafi się wygłupiać, żeby rozładowywać napięcie. Dlatego chętnie wspieram też moje przyjaciółki w trudnych chwilach, na przykład, kiedy się rozwodzą.
Ciągle się kimś opiekujesz?
Tak! Najpierw opiekowałam się ukochaną babcią, mieszkałam z nią do końca jej dni. Babcia zmarła w czerwcu, a w sierpniu tego samego roku urodziła się moja córka, Ola. Teraz opiekuję się nią.

A w miłości? Kto jest bardziej opiekuńczy – Ty czy Twój partner?
On. Ja opiekuję się nim, wyręczając go w obowiązkach domowych, a on czuwa nad moją psychiką, bo jest ode mnie silniejszy. Kiedy dzieje się coś trudnego, to myśli o wszystkim. Ja mogę pomagać całemu światu, ale gdyby coś wydarzyło się mojej rodzinie, pewnie bym sobie z tym nie poradziła. W takich momentach bywam bardzo krucha.


Dziewczyna stycznia

Justyna Steczkowska

Co Cię przekonało do udziału w sesji? Czym oczarowała Cię Omenaa?
Ona swoją urodą i wdziękiem potrafi oczarować każdego. (śmiech) Ale do udziału w tym projekcie przekonało
mnie oczywiście dobro dzieci. Pomagam im zawsze, kiedy tylko mogę. Natomiast determinacja Omeny jest godna podziwu. Jej wiara w to, że uda się zbudować tę szkołę, podarować dzieciom lepszy los i pomóc im wyjść z zaklętego kręgu biedy i samotności, spowodowała, że zebrało się wokół tego projektu wielu ludzi dobrej woli.
Chętnie pomagasz innym, a kto Ciebie wspierał podczas Twojej życiowej drogi?
Wielu ludzi mnie wspierało. Czasem drobnym gestem czy słowem, którego potrzebowałam najbardziej na świecie w tym właśnie momencie. Nigdy nie zapomnę stojącej na przystanku nieznajomej dziewczyny, mijałam ją, jadąc w gigantycznym korku w centrum Warszawy. Nagle pokazała mi złożone z dłoni serce i uśmiechnęła się serdecznie. Wzruszyła mnie tym do łez, miałam wtedy bardzo ciężki dzień. Byłam „złomotana” przez powstające wtedy portale społecznościowe, zagubiona i osamotniona w walce z wiatrakami, a tu ktoś pokazał mi taki piękny gest.

 


Pełne rozmowy z gwiazdami przeczytasz w najnowszej "Gali", dostępnej od poniedziałku, 7 grudnia!