Uważasz się za silna kobietę?
Jestem superkrucha i supersilna jednocześnie. Dramatyczne historie, prywatne i sportowe nauczyły mnie doceniać wszystko, co mam. Często słyszę, że jestem za bardzo pozytywna jak na to, co przeżyłam. Ale ja lubię pokazywać innym, że warto żyć.

W czerwcu minie rok, od kiedy ogłosiłaś, że kończysz karierę sportową. Poczułaś ulgę czy pustkę?
Ogromną pustkę. Ulga też była, bo nie musiałam rano wstawać, trzymać diety, mogłam iść na imprezę. Ale jak wracałam do domu i miałam wolny czas, nie wiedziałam co z nim zrobić. Sprzątałam, piekłam ciasta i zapraszałam ludzi, żeby je jedli. Długo nie potrafiłam być sama, bo przedtem wyjeżdżając na zgrupowania, ciągle byłam z kimś. Musiałam sobie z tym poradzić.

Czego jeszcze musiałaś się nauczyć?
Pracować z ludźmi, delegować obowiązki, tego, że nie muszę robić wszystkiego sama. Uczę się też gospodarować czasem, bo kiedyś miałam wszystko podporządkowane treningom. Sport dużo mi dał, ale też sporo zabrał. Nie miałam czasu dla siebie, na próbowanie nowych rzeczy. Teraz wszyscy się martwią, że nie mogę znaleźć nowej drogi. Ale ja 25 lat żyłam zamknięta w innej rzeczywistości, dajcie mi się rozejrzeć i popróbować nowych rzeczy!

Czego próbowałaś dla czystej radości?
Zagrałam w serialach „Pierwsza miłość” i „Rodzinka.pl”, kiedyś marzyłam, żeby być aktorką. Spróbowałam śpiewania, skoczyłam na bangee i ze spadochronu. A tydzień temu nauczyłam się jeździć na nartach. Kocham psychologię, zrezygnowałam ze studiów w Polsce, żeby jechać do Soczi (na studia z międzynarodowego zarządzania sportem), ale pewnie na nie wrócę. Chciałabym być psychologiem sportowym. Jak w kadrze pojawiał się problem, zawsze ktoś mówił, idź do Otylii.

W „Celebrity Splash!” też będziesz motywować?
Lubię telewizję. Kiedy pojawiła się propozycja tego programu, sprawdziłam, czy to będzie ze mną spójne. W skokach jest odwaga i piękno. Ale nie będzie im łatwo. Dla mnie to też wyzwanie. Jako jedyna z jury wiem, co czuje zawodnik przed startem: adrenalinę, wiarę w to, że będzie dobrze, ale też silny strach. Trudno mi będzie odłączyć emocje. A mam być surową jurorką

Jaką radę dałabyś zawodnikom „Celebrity Splash!” przed startem?
Żeby nie myśleli o tym, co będzie potem, tylko co tu i teraz. I żeby mieli szacunek do wody. Ona naprawdę jest żywiołem. Nawet w basenie. Ja z wodą rozmawiałam.

O czym rozmawiałaś z wodą?
O tym, co dzieje się w tej chwili. Czasem w myślach, czasem na głos. Śpiewałam, dźwięk dobrze się po basenie niesie. A czasem krzyczałam, kiedy byłam zdenerwowana na trenera. Zdarzało się też, że płakałam i nikt nie widział. A jak widział, to nie pytał. Przez pierwsze 10 miesięcy po skończeniu kariery woda kojarzyła mi się z wysiłkiem i przymusem. Ale przeszło, zatęskniłam. Woda daje mi bezpieczeństwo i przestrzeń w głowie. W basenie zawsze najlepiej mi się myślało, pisałam w głowie książki, układałam nowe zwrotki do piosenek. Wracam do wody po to, żeby uporządkować sobie życie.

Ile masz medali?
Razem 28 złotych, srebrnych i brązowych z igrzysk olimpijskich, mistrzostw świata i Europy. Tytuł Mistrzyni Polski zdobyłam 130 razy, tata policzył. Przez 18 lat trenowałam osiem godzin dziennie. Sześć, czasem siedem dni w tygodniu.

 

Skąd wziął się sport w Twoim życiu?
Rodzice zaprowadzili mnie na basen, szermierkę, gimnastykę i taniec. Miałam sześć lat. Tata był pięściarzem, uważał, że jego dzieci muszą uprawiać sport. Codziennie woził mnie na basen, godzina drogi z Rudy Śląskiej do Katowic. Potem jeździłam sama, autobusem. Wstawałam o czwartej, o piątej miałam autobus, o szóstej trening. Wracałam do domu o 22.00, nauczyłam się spać na stojąco.

Wcześnie musiałaś opuścić dom. To było trudne?
Miałam 14 lat, kiedy przeniosłam się do internatu do Krakowa, do szkoły mistrzostwa sportowego. Pierwsza noc była najgorsza, przepłakałam całą. A potem było super. Podobało mi się poza domem. Chociaż miałam świadomość, że jestem zdana na siebie.

W domu mówiło się po śląsku?
Nie, moi rodzice pochodzą spod Włocławka. Ale do Śląska mam duży sentyment. Ilekroć tamtędy jadę, przypominam sobie ścieżki, po których biegałam, hałdy, na których siedziałam. Tata był sztygarem w kopalni. Wiedliśmy śląskie życie. Było dużo miłości i czułości. Nadal jest, każdą rozmowę z rodzicami kończę słowami: kocham was. Jednocześnie znałam swoje obowiązki. Tata czasem cisnął. Pamiętam, jak wsiadał na rower, jechał 10 kilometrów, a ja biegłam obok.

Kto był bardziej surowy: tata czy trener?
Zabawne, nikt mnie o to nigdy nie pytał! Chciałabym powiedzieć, że tata, ale on się obrazi. Przed tatą miałam dużo większy respekt, starałam się go nie zawieść. Zawsze chciałam mu pokazać, że daję radę. Trenerów zmieniałam, kiedy przestawali się ze mną rozwijać. Tata to autorytet, a trenerzy musieli mi go zawsze przypominać. Lubię, jak ktoś mną kieruje, wyznacza cele i czas do ich osiągnięcia.

Tę siłę lubisz też w mężczyznach?
Sama mam w sobie coś z mężczyzny: lubię zdobywać. Jako partnerka oddaję się relacji całkowicie. Czasem bywam dominująca, ale potrafi się przyznać do błędu. Jestem opiekuńcza, ale lubię, kiedy ktoś opiekuje się mną. Z każdego związku mam dobre wspomnienia. Utrzymuję kontakt ze wszystkimi moimi byłymi chłopakami.

Żałujesz czasem swoich decyzji?
Zmieniłabym w życiu może jeden lub dwa dni. Ale decyzji nie żałuję, każda była podjęta w konkretnych okolicznościach.

Sport jest łatwiejszy niż życie?
Nie jest łatwiejszy, ale są jasne reguły. W sporcie trzeba być też trochę aktorem. Nie można pokazać stresu, przed startem jest walka z rywalem na pokerową twarz. A po zawodach można już być sobą, ujawnić prawdziwe emocje.