W telewizji czuje się świetnie, a od niedawna prowadzi również swój kanał na YouTube. Nie boi się internetu, mimo że na własnej skórze poznał jego złą stronę. Telewizję nadal kocha, zwłaszcza program „The Voice of Poland”. „Kiedy prowadziłem festiwale, dzieliła mnie od publiczności odległość. Randkę w ciemno robiliśmy w studiu, w The Voice of Poland mam bezpośredni kontakt 

z uczestnikami”. Opiekuje się nimi. „Wczoraj jeden z nich usłyszał, że ma problem z dykcją. Kiedy wrócił z występu, zrobiliśmy ćwiczenie, aby błyskawicznie to poprawić. Wykorzystaliśmy dwie plastikowe nakrętki od butelek z wodą, daliśmy radę”. Kammel ma doświadczenie w zażegnywaniu kryzysów. Jest autorem wykładów motywacyjnych, z których skorzystały już tysiące osób. Uczy najwyższą kadrę menedżerską, w jaki sposób nawiązywać kontakty, publicznie przemawiać i być liderem. „Kiedy motywuję ludzi, przydają się moje trudne doświadczenia, dzięki nim jestem wiarygodny”. Gdy w 2009 roku z dnia na dzień stracił pracę w TVP i pozycję gwiazdy, nagonka medialna nie miała końca. Codziennie powtarzał sobie, że go to nie zniszczy. Zaczął szukać pracy. Znalazł po roku. Pomogła mu Nina Terentiew. Kammel poprowadził w Polsacie zupełnie nową dla siebie formułę – program kabaretowy. I wtedy TVP szybko sobie 
o nim przypomniała. Oprócz „The Voice of Poland” występuje też w „Pytaniu na śniadanie” w duecie z Marzeną Rogalską. 

 

Na temat życia prywatnego i swojego dziesięcioletniego związku z Katarzyną Niezgodą nie wypowiada się publicznie. Konsekwentnie, od lat. Nawet wtedy, gdy wokół nich huczało od oskarżeń, nigdy niczego nie zdementowali. „Doradzam to również swoim klientom – niech sprawy, o których nie chcesz mówić, toczą się własnym rytmem, bez twojego udziału”. Urodził się 44 lata temu w Jeleniej Górze. Jako sześciolatek marzył, że będzie kierowcą tira. Albo śmieciarzem: „Ogromny samochód, a po jego bokach faceci stojący na platformie niczym rycerze z Gwiezdnych wojen. Bardzo to poruszało moją wyobraźnię”, śmieje się. Wychowywały go mama i babcia, rodzice rozwiedli się, kiedy miał pół roku, ojciec wrócił do Niemiec, skąd pochodził. Tomasz poznał go dopiero, gdy miał 14 lat, od tamtej pory utrzymują dobre relacje. Pracował w radiu, a także, o czym mało kto wie, zagrał w reklamie telewizorów. „Byłem przekonany, że po emisji tej reklamy wszyscy będą mnie rozpoznawać”, wspomina. „Jechałem autobusem do skromnego mieszkanka na Bródnie, które dzieliłem z koleżanką, i rozglądałem się, czy ludzie mnie poznają. Dziś się śmieję, jak sobie o tym przypominam”.