Zaczyna się od iskry – spojrzenia w oczy, pożądania... A potem trzeba zmierzyć się z codziennością: wychowywaniem dzieci, prowadzeniem domu. Rutyna i kryzysy pojawiają się w każdym, nawet najlepszym związku. Ale oni wiedzą, jak sobie z nimi radzić. Są razem od lat, ale patrzą na siebie, jakby poznali się wczoraj… Walentynki obchodzą nie raz w roku, lecz codziennie.


Magda Gessler i Waldemar Kozerawski

Magda: Z dzieciństwa pamiętam, jak wujek Tadeusz zostawiał codziennie swojej żonie listy miłosne. Pomyślałam wtedy, że taka jakość wzajemnych relacji powinna dotyczyć wszystkich zakochanych. Gdy przed laty organizowałam kolację dla przyjaciół w Fukierze, pojawił się na niej Waldemar, mój dawny przyjaciel. Nie miałam pojęcia, że on tam będzie, a on nie wiedział, że to moja restauracja. Jedno spojrzenie wystarczyło, abyśmy zakochali się w sobie na nowo. Powiedział mi: „Już cię nie wypuszczę” i słowa dotrzymał. Dzielą nas tysiące kilometrów – on mieszka w Kanadzie, ja w Polsce – bardzo za sobą tęsknimy, ale codziennie rozmawiamy, bywa, że przez kilka godzin. Lubimy się zaskakiwać, robić sobie niespodzianki. Tak jak wujek Tadeusz i ciocia Lena.

Waldemar: Miłość do Magdy daje mi siłę i energię. Kocham ją za jej ciepło, pasję i apetyt na życie. Staram się, by każde nasze spotkanie było jak walentynki. Zawsze są kwiaty, szampan, ostrygi. Żeby być ze sobą, nie trzeba się ciągle trzymać za ręce. W związku potrzebna jest wolność  pozwalająca spełniać swoje marzenia. Ale ważne jest też poczucie bezpieczeństwa, rozwój emocjonalny, odpowiedzialność za drugą osobę. My sobie to wzajemnie dajemy.

Agnieszka Maciąg i Robert Wolański

Agnieszka: Prawdziwa miłość musi być bezwarunkowa. Jeśli kogoś kocham, jestem mu w pełni oddana i tego samego oczekuję od niego. To niezwykłe, że po 19 latach wciąż odkrywamy się na nowo, cieszymy się na swój widok. Nagrodą za dbanie o związek jest poczucie bliskości i spokoju. Jesteśmy też nieustannie o siebie zazdrośni, ale lubię to. Bo wtedy czuję, że kocham.
Robert: Dobrze, kiedy miłość dotyka głębi duszy i wykracza poza iluzję czasu. Jest treścią, radością i sensem życia. Dla nas każdy dzień to walentynki. Codziennie go celebrujemy, sprawiając sobie niespodzianki i przyjemności. Agnieszka jest dla mnie wciąż nowa, niezwykła, ciągle mnie zaskakuje. Mamy dużo szczęścia, że odnaleźliśmy siebie w tym szalonym świecie, a teraz temu szczęściu pomagamy, dbając o nasz związek. To wciąż świeże i ekscytujące uczucie, tak jakbyśmy poznali się kilka dni temu. Chyba po prostu jesteśmy idealnymi połówkami!

Ania Rusowicz i Hubert Gasiul

Anna: W naszym związku najważniejsza jest nierozerwalność, wspólne dążenie do określonych celów oraz ryzyko. Jeśli jedno z nas odpuszcza, drugie stoi za nim murem. Możemy na sobie polegać. Choć żyjemy w związku, każdy z nas musi mieć pewien margines swobody. Prawdziwa miłość nie wykorzystuje i nie nadużywa. To dla mnie bardzo ważne, by czuć się wolnym człowiekiem. Hubert sprawia, że tak jest.
Hubert: Miłość to możliwość dzielenia się swoim szczęściem i troskami z kimś, kogo kocham. Ale żeby kochać, najpierw trzeba zaakceptować siebie. Często miłość myli nam się z zauroczeniem. Pamiętam, jak byłem w młodości wielokrotnie „zakochany”. Wydawało mi się, że to uczucie do grobowej deski. Rzeczywistość szybko zweryfikowała te wyobrażenia. Szczenięce afekty są piękne, ale nietrwałe. Prawdziwa miłość ma solidne podstawy, opiera się na słuchaniu i wybaczaniu. To trudna sztuka.

Agnieszka i Wojciech Modest Amaro

Agnieszka: Trudno ująć ją w ramy. Miłość to system kodów, gestów i słów zrozumiałych jedynie dla tych, którzy kochają. W naszym małżeństwie nie ma poświęcenia i oddania – wszystko robimy z myślą o drugiej osobie i w tym odnajdujemy spokój. Nie obchodzimy z Modestem walentynek, bo prawdziwej miłości nie muszą towarzyszyć spektakularne gesty. Wystarczy spacer za rękę po parku albo... milczenie.
Wojciech: Nasz związek traktuję jak fundament wszystkiego, co robię w życiu. Dopiero teraz, kiedy kogoś kocham, mój ogląd rzeczywistości sięga daleko poza horyzont. Miłość to dla mnie rozumienie się bez słów, odgadywanie pragnień i myśli drugiej osoby w taki sposób, że ukochanemu rumienią się policzki. To również wyrozumiałość dla błędów i potknięć. Miłość ma wiele zalet, ale wymaga też ogromnego poświęcenia – trzeba ją pielęgnować, by trwała przez lata.

Grażyna Wolszczak i Cezary Harasimowicz

Grażyna: Miłość sprawia, że szare życie nabiera barw. W związku najważniejsza jest lojalność, a najgorsza zazdrość. Jestem szczęściarą, bo lojalność mam wbudowaną w genotyp, a zazdrość z niego wyciętą. O rolę potrafi być zazdrosna, ale o mężczyznę nigdy. Trudne momenty, owszem, pojawiają się, bo życie nie jest łatwe, ale trzeba nauczyć się z nimi radzić. Nie celebruję walentynek, ale lubię to święto. Każdy pretekst, żeby popatrzeć sobie w oczy i powiedzieć coś czułego, jest dobry. A miły SMS tego dnia poprawia nastrój.

Cezary: Podstawą dobrego związku jest cierpliwość. I uważność na drugiego człowieka. Nam, mimo upływu lat, chyba udaje się wciąż być uważnym na siebie. Świadomość, że ktoś jest obok mnie, dodaje mi siły. Bo samotność to jedno z największych nieszczęść. Andrzej Łapicki powiedział kiedyś, że nowa miłość pozwoliła mu się wyzwolić z pustki, którą doświadczył po stracie żony. Miłość potrzebna jest każdemu człowiekowi. Kłamią ci, którzy mówią, że są szczęśliwi sami ze sobą.

Paulina Smaszcz-Kurzajewska i Maciej Kurzajewski

Paulina: Miłość ma wiele barw. Zwłaszcza w dwudziestoletnim związku. Wszystko zaczyna się od pożądania, wzajemnej fascynacji. Potem następuje etap budowania wspólnego życia – prowadzenia domu, wychowywania dzieci, kariery. Łatwo wtedy zapomnieć, że miłość trzeba pielęgnować. „Kocham” – to tylko werbalny przekaz, słowo, za którym powinno się coś kryć. Ważne, w jaki sposób o siebie dbamy. Maciek umie cieszyć się moim szczęściem, ale też jest wsparciem w trudnych sytuacjach. On zna mnie najlepiej.
Maciej: Paulina to kobieta-wulkan. Ja jestem powściągliwy w wyrażaniu uczuć, ona – bardzo emocjonalna. Trudno ją ujarzmić i czymś zaskoczyć, dlatego co roku przed walentynkami się stresuję. Romantyczna kolacja przy świecach to dla niej tani chwyt. Zazwyczaj muszę się wysilić. Tym, co nas łączy, jest sport, dlatego ten dzień spędzamy aktywnie. Na przykład jeżdżąc na łyżwach – jak podczas pierwszej randki.

Krystyna i Mirosław Kofta

Krystyna: Zakochanie jest czymś odczuwalnym, może nie na co dzień, ale w trudnych chwilach. Zauroczenie to stan chwilowy – wtedy traci się głowę, czasem pieniądze. Miłość natomiast ma solidne fundamenty. W naszym małżeństwie tak samo ważna jest sypialnia, jak sofa w salonie, gdzie rozmawiamy i czytamy. Po przeszło czterdziestu latach spieramy się równie gorąco jak na początku, ale wciąż miłość zwycięża kłótnie. Bo kochać to być z kimś „mimo wszystko”, umieć przetrwać kryzys, wiedząc, że zza gniewnej chmury znów wyjdzie słońce.
Mirosław: Kiedy słyszę „miłość”, mam przed oczami twarz swojej żony. Recepta na idealny związek? Szczera rozmowa. Nie tylko o sprawach praktycznych, ale również o tym, co czytaliśmy, jakie emocje wywołała w nas sztuka teatralna i… co czujemy. My po czterdziestu latach związku uwielbiamy spędzać razem czas, na przykład gotując. Walentynki nie są dla nas szczególnym świętem, bo najbliższej osobie uczucia powinno okazywać się na co dzień. Nie tylko 14 lutego.